piątek, 5 października 2018

Na ścieżce rowerowej w Kazimierzu Biskupim.


Uwielbiam jazdę na rowerze i jest to mój najlepszy, rekreacyjny środek transportu.  Jakiś czas temu korzystałam z tras rowerowych w naszych pięknych lasach. Jednak od kiedy niektóre z nich zostały wysypane drobnym kamieniem, popsuły całą przyjemność z jazdy. Nie mam pojęcia, kto wpadł na taki absurdalny pomysł! Ani wygodnie jechać, ani wygodnie spacerować! Więc kiedy pojawiła się wyłożona kostką ścieżka rowerowa w stronę Goliny, byłam z tego bardzo zadowolona. I jeżdżę po niej prawie codziennie, jednak trzeba cały czas mieć oczy szeroko otwarte, bo nie do końca jest ona bezpieczna!





Po pierwsze – bliskość kilkukilometrowej, prostej i dość uczęszczanej szosy powoduje, że szybkość sunących nią samochodów albo podmuch powietrza przejeżdżających ciężarówek powodują czasem ciarki na plecach. Po drugie – znajdujące się co kawałek zaniżenia z wjazdami na posesje i na pola podbijają rower i psują komfort jazdy, nie mówiąc już o moim kręgosłupie. Po trzecie – ścieżka poprzekładana jest płytkami, którymi przykryte są odpływy melioracyjne. Tu jest największa atrakcja!!! Płytki te są nagminnie połamane i zapadają się lub sterczą, co stwarza zagrożenie nie tylko dla kręgosłupa, ale można wybić zęby albo rozbić głowę. Te połamane są co jakiś czas wymieniane (ostatnio również) i następny bubel jest wstawiany, bo sytuacja znów się powtarza. Tak jest od kilku lat! I choć nikt już nie zmieni położenia ścieżki, ani obniżeń wjazdowych, o tyle felerne płytki chyba można zamienić mocniejszymi, by było bezpieczniej.






To tyle nie tylko moich osobistych przemyśleń, ale i uwag innych użytkowników ścieżki rowerowej. Podróżując nią uważam na jej zagrożenia, ale przede wszystkim rozkoszuję się jazdą i podziwiam zmieniającą się w ciągu pór roku ładną okolicę, zachwycam się pięknymi zachodami słońca i oglądam przyrodę, którą mijam po drodze, szczególnie tę najbliższą. I tu ujawnia się siła natury, bo po przeszło miesiącu suszy i wyschniętej, nieskoszonej roślinności na poboczu, można wśród niej dostrzec najmocniejsze okazy z pięknymi kwiatkami. Wyłaniają się w miejscach, gdzie nic nie rośnie i zachwycają kształtami i kolorami. Oczywiście, gdy się zatrzymamy i nad nimi pochylimy!







Doczytałam na ich temat i okazuje się, że są tu chwasty, ale i leczące zioła, stosowane dawniej w medycynie ludowej, również dzisiaj w kosmetyce i farmaceutyce (może nie te konkretne, bo te są zakurzone i dokarmione oparami samochodowymi). Są wśród nich: krwawnik pospolity, nawłoć, wrotycz, hyzop lekarski, cykoria podróżnik i inne. Ciekawe nazwy i szerokie zastosowanie medyczne. Ale takie właśnie cudeńka rosną przy naszej ścieżce rowerowej! Kto by pomyślał! Zrobiłam kilka zdjęć, na których można podziwiać ich piękno, ale też wolę życia w tych trudnych warunkach. Pooglądajcie!

CYKORIA PODRÓŻNIK
WROTYCZ
NAWŁOĆ

HYZOP LEKARSKI
BRODAWNIK JESIENNY
KRWAWNIK POSPOLITY
OSTROŻEŃ
RUMIAN POLNY
 Mimo wszystko cieszę się, że choć niedoskonała, to jest u nas ścieżka rowerowa, po której mogę podróżować!