Kazimierz
Dolny to jedno z tych miejsc, do którego chce i chce się
wracać. Byłam kilkakrotnie, schodziłam jego kamienne uliczki, widowiskowe
wąwozy, zachwycałam się wspaniałymi zabytkami, których na niewielkiej
powierzchni jest całe mnóstwo i delektowałam się legendarnymi drożdżowymi
kogutami na rozległym kazimierskim rynku. Jest już na blogu stosowny wpis
(tutaj) opisujący jego historię i zabytki, ale za każdym razem można miasto zwiedzać
inaczej, a to z racji fantastycznego położenia nad Wisłą i między wzgórzami, no
i… o nocnej porze. Poza tym ciągle remontowane lub odbudowywane są historyczne
miejsca, więc trzeba wracać, by zobaczyć jak miasto pięknieje. Byłam tam w
ubiegłym roku i pokażę dziś miasto z trochę perspektyw niż zazwyczaj. Wpis ten
dedykuję jednej z moich ulubionej blogerek Stokrotce, zakochanej w Miasteczku,
jak nazywa Kazimierz Dolny, aby nie popadła w nostalgię z tęsknoty.
Najpierw
widoki na miasto z poziomu Wisły, z pokładu statku wycieczkowego. Na
przełomie XVI/XVII wieku był tu jeden z największych portów rzecznych (60
spichlerzy na odcinku 3 km!), więc ilość różnych jednostek przepływających
musiała być ogromna. Ale tamte czasy minęły. Obecnie w Kazimierzu Dolnym w
dalszym ciągu istnieje największa śródlądowa flota w Polsce, tylko turystyczna.
Jej właścicielem od 30 lat jest prawdziwy pasjonat wiślanej floty – Henryk
Skoczek, który daje nowe życie wysłużonym jednostkom i robi biznes na rejsach
turystycznych po Wiśle. To fantastyczna perspektywa na podziwianie
wyłaniających się zza gęstwiny drzew najstarszych zabytków, czyli Baszty
zbudowanej za czasów Łokietka, zamku Kazimierza Wielkiego czy
XIV-wiecznej Fary.
Potem wdrapuję się na Górę Trzech Krzyży, na której znajduje się najpopularniejszy punkt widokowy na miasto. Nazwa tego miejsca pojawia się już w XVI wieku, jako miejsce grzebalne, ale obecne krzyże upamiętniają ofiary epidemii cholery, którą przyciągnęli ze sobą Szwedzi podczas kolejnej wojny na początku XVIII wieku. Kiedy odwrócimy się w stronę miasta zobaczymy je jak na dłoni otoczone zielenią gęstwiny drzew i błękitnym paskiem Wisły. Dostojnie prezentują się kazimierskie zabytkowe kamieniczki i świątynie. Też niezapomniane widoki!
Jeszcze inna perspektywa z bajecznymi widokami na miasto czeka na nas z poziomu wspomnianego Zamku i Baszty, ostatnio wyremontowanych i przystosowanych do zwiedzania. Zamek został wzniesiony z rozkazu Kazimierza Wielkiego w XIV wieku, w kolejnych wiekach go rozbudowano, w tym w stylu włoskiego renesansu, co świadczy o ważności i bogactwie miasta, ale całkowicie zniszczyli do Szwedzi, siedmiogrodzkie oddziały Rakoczego, a potem pożar. Dopiero w XX wieku zabezpieczono go jako trwałą ruinę dla turystów. Od 2009 roku gruntownie zaczęto wzmacniać mury, a przy okazji odkryto i zabezpieczono nieznane piwnice, tunele, kamienne detale oraz renesansowe fragmenty attyki. Obecnie można zobaczyć w zamku wystawę prezentującą jego historię i odkryte zabytki oraz lapidaria, zajrzeć do piwnic i zwiedzić parter Domu Wielkiego, a z poziomu murów rozciąga się wspaniała panorama na miasto i dolinę Wisły.
Kawałek
dalej stoi najstarsza kazimierska budowla, którą historycy łączą z Władysławem
Łokietkiem, bo ten na przełomie XIII/XIV wieku przywrócił te ziemie pod swoje
zarządzanie. To 20-metrowa kamienna Baszta pełniąca funkcje strażnicze,
obronne, więzienne, a także nawigacyjne, kiedy na jej szczycie zapalano
ognisko. Teraz na szczycie wieży znajduje się punkt obserwacyjny. To kolejna
świetna perspektywa na podziwianie okolicy, zamku i miasta. Na wieżę prowadzą
wygodne, choć wąskie schody. Całość jest ładnie opisana i przygotowana do
zwiedzania.
I
kolejną fajną opcją na podziwianie atrakcji Kazimierza Dolnego jest jego nocne
zwiedzanie. Nigdy wcześniej nie podziwiałam miasta o tej porze. Można
zrobić to samemu lub z przewodnikiem, bowiem od jakiegoś czasu są tu oferowane
takie usługi. Miasto nocą jest magiczne i tajemnicze. A opcję nocnego
zwiedzania miasta i wąwozów stworzyli
pasjonaci jego historii i kultury. Ich misją jest ożywianie lokalnych opowieści
i podkręcanie jego tajemniczości. Robią to w unikalny sposób łącząc fakty,
legendy i lokalne ciekawostki, a wszystko to z dozą humoru i wielkiej pasji.
Takie zwiedzanie zapisuje się mocno w pamięć, szczególnie spacer z pochodniami
po najbliższych wąwozach. Ja skorzystałam z opcji zwiedzania z przewodnikiem, a
utrwaliłam swoje zachwyty podczas samotnego spaceru. I powiem, że to
zachwycająca perspektywa, zwłaszcza że wieczorem nie ma tłumów.
Zobaczcie,
jak po zmroku prezentuje się kościół parafialny pw. św. Jana Chrzciciela i
św. Bartłomieja Apostoła ze swą smukłą, gotycką bryłą i dekoracyjną
nadbudową w stylu renesansu lubelskiego, która stała się architektonicznym
wzorem dla innych obiektów sakralnych Lubelszczyzny.
Jak
wspaniale wyglądają kamieniczki przy Dużym Rynku, szczególnie te Przybyłowskie,
które zbudowali Mikołaj i Krzysztof Przybyłowie na początku XVII wieku. Podświetlone
podcienia rzucają cień na ozdobne dekoracje fasad i jedne z najpiękniejszych w
Polsce renesansowych attyk. Światła uliczne rzucają blask na liczne restauracje
i kawiarenki wypełnione gośćmi.
Podobnie
uroczo i tajemniczo prezentuje się zabudowa ulicy Senatorskiej z
kamienicami z epoki renesansu i manieryzmu, szczególnie kamienica Celejowska
z bogato zdobioną fasadą z attyką i rzeźbami świętych czy kamienica Biała
z jasną fasadą i attyką, a także kamienica Górskich z oryginalnymi
kolebkowymi sklepieniami.
Po
drodze na Mały Rynek miniemy też kamienną synagogę oraz drewniany
budynek jatek, które są pozostałościami po dawnym centrum żydowskiego
Kazimierza. Legenda mówi, że synagogę ufundował sam Kazimierz Wielki jako dar
dla ukochanej Esterki za urodzenie mu dwóch synów.
Kawałek
dalej kolejna ładnie podświetlona świątynia. To kościół św. Anny i św. Ducha
wzorowany na kazimierskiej farze i wykończony renesansowymi dekoracjami na
szczytach.
Po
drodze do najbliższego wąwozu Plebanka, którym spacerujemy z
pochodniami, mijamy wzniesiony na Plebaniej Górze kościół Zwiastowania NMP
ufundowany pod koniec XVI wieku i klasztor franciszkanów-reformatów
wzniesiony nieco później. Niezwykle tajemniczo wyglądają kamienne mury obronne otaczające
kościół, a wzgórze kojarzone jest z pradawną Wietrzną Górą oraz legendą o
diable i ostatnim zachowanym kogucie, którego diabeł nie zjadł.
Pomimo
iż Kazimierz Dolny nie jest dużym miasteczkiem, a ileż w nim nieodpartego uroku, którym nie można
przestać się zachwycać.



































