wtorek, 17 listopada 2020

Spacerkiem po Kołobrzegu.

Zabiegi sanatoryjne, wygrzewanie się nad morzem czy spacery po plaży, po nadmorskich deptakach i alejkach albo biesiadowanie w licznych kafejkach, które opisałam w poprzednim poście, to nie jedyne sposoby relaksu w Kołobrzegu. Będąc tu trzeba także zwiedzić miasto, bowiem posiada ono urokliwe miejsca, które mogą zachwycić. Tak, jak mnie!

MAKIETA XIX-WIECZNEGO MIASTA WYKONANA PRZEZ LICEALISTÓW
ZNAJDUJĄCA SIĘ NA WIEŻY W BAZYLICE.

Spacerując główną plażą w stronę mola i dalej falochronu natkniemy się na największą kołobrzeską atrakcję – Latarnię Morską. Pierwsza istniała tu już w XVII wieku, jednak ta, którą widzimy dzisiaj została zbudowana po ostatniej wojnie (na miejscu wysadzonej przez Niemców). Postawiono ją na fundamentach dawnych, potężnych fortyfikacji miasta (Fortu Ujście) i stanowi pomnik zwycięstwa nad hitlerowcami. Ma wysokość 26 metrów i jeśli wejdziemy wygodnymi schodami na tę właśnie wysokość podziwiamy przepiękną panoramę 360 stopni. I to nic, że wiatr głowę urywa, bo jest pięknie! Bilet jest niedrogi, po drodze mamy sklepik z pamiątkami i wystawy. W podziemiach zaś znajdziemy Muzeum Minerałów, czarodziejskie miejsce kolorowych skarbów wytworzonych przez naturę. Nie mogłam się oprzeć i napstrykałam wiele zdjęć, więc będzie osobny wpis muzealny.






Za latarnią jest Port Pasażerski, a obok przystanek meleksów, którym postanowiliśmy się przejechać, by zobaczyć najciekawsze miejsca miasta, wysłuchać jego historii i sprawdzić odległości od strefy uzdrowiskowej. Potem wiedzieliśmy jak się poruszać, więc sami penetrowaliśmy jego zakamarki.


Meleks najpierw przejechał obok 130-metrowego Bindażu, czyli pięknego, spacerowego szpaleru grabowego z XIX wieku. Świetne miejscem nie tylko dla zakochanych!


Potem pokonał Most Portowy, by pokazać nam Wyspę Solną położoną urokliwie między Parsętą a Kanałem Drzewnym. Wzdłuż rzeki widać było bulwary spacerowe. Znajdują się tu też obiekty dawnych fortyfikacji (Reduta Morast i Solna).


Potem wjechaliśmy do portu rybackiego, by podziwiać jeden a najpopularniejszych pomników miasta – Pomnik Rybaka. Obok można kupić świeżutkie ryby, które pakowane są próżniowo, by przetrwały często wielogodzinną podróż.


Potem innymi, ciekawymi zakamarkami miasta, przez liczne mosty wjechaliśmy do najstarszej jego części. W poprzednim wpisie wspominałam, że miasto zostało zniszczone prawie w całości pod koniec ostatniej wojny, ale ślady wcześniejszej jego świetności, choć nieliczne, są tu jeszcze obecne. 





Historia powstania Kołobrzegu sięga IX wieku, wiek później Mieszko I rozbudował tu gród, a jego syn - Bolesław Chrobry założył biskupstwo nadając miastu wielką rangę. Od XII wieku weszło ono w skład Księstwa Pomorskiego, w XVII wieku przejęli je Brandenburczycy, którzy zrobili z Kołobrzegu (Kolbergu) twierdzę, a rozbudowali ją Prusacy. Niemcy opuścili je dopiero w 1945 roku po ciężkich walkach. Miasto odbudowano, niektóre obiekty udało się wyremontować, jednak większość jest całkiem nowa, stąd spoglądając na miasto z wieży Bazyliki Konkatedralnej widzimy patchwork - obok starszych budynków nieciekawe blokowiska. Stamtąd widać to najlepiej!



Jednak spacer po mieście, do którego dochodziliśmy potem z części uzdrowiskowej kładką nad torami kolejowymi i tak był przyjemnością. W samym centrum, do którego nie sposób nie trafić, wysoką wieżą przyciąga monumentalny budynek Bazyliki Konkatedralnej Wniebowzięcia NMP z początków XIII wieku. Był on również zniszczony, jednak jest duszą miasta zrośniętą z nim od jego początków, więc świątynię odbudowano w kształcie, jaki nadali jej średniowieczni architekci. Ten niesamowity obiekt wymaga osobnego wpisu.



Odchodząc od kościoła poszczególnymi uliczkami natykamy się na inne kołobrzeskie atrakcje. Na przykład po drugiej stronie ulicy stoi zachwycający Ratusz, przepiękny ceglany obiekt z początków XIX wieku. Projektował go wybitny pruski architekt - Karol Fryderyk Schinkel.




Przy innej uliczce stoi jedyny zachowany w całości obiekt z czasów średniowiecznego sytemu obronnego miasta – czterokondygnacyjna Baszta Prochowa (Lontowa) z widocznymi otworami strzelniczymi.



Po drodze, między blokami, możemy zauważyć Wieżę Ciśnień. Ta 26-metrowa neogotycka budowla była częścią miejskiej sieci wodociągowej. Dziś mieści się w niej restauracja z browarem oferującym lokalne piwo Colberg (bardzo dobre!).


Kawałek dalej natykamy się na obiekt z XV wieku, który był spichlerzem, a potem być może sądem lub miejscem przesłuchań, gdyż do dziś potocznie nazywany jest Domkiem Kata i taką nazwę ma znajdująca się tu restauracja i kawiarnia. Wygląda bardzo niezwykle!


Od centrum blisko też na Bulwary nad Parsętą, a po drodze mijamy Kościół Rektorski Niepokalanego Poczęcia NMP odbudowany po zniszczeniach w XIX wieku. Skromny w wyposażeniu jest dziś Domem Księży Emerytów. 





Do centrum wracamy obok Muzeum Oręża Polskiego, w którym, w obiektach zamkniętych i w plenerze, pokazano umundurowanie i uzbrojenie polskich żołnierzy od średniowiecza do współczesności. Część obiektów wyeksponowano w zabytkowej XV-wiecznej Kamienicy Kupieckiej Schliffenów, która przetrwała jako jedyny obiekt  kupiecki w mieście. Muzeum z ogromną ilością zgromadzonych eksponatów cieszy się niezmienną popularnością.





Nie tylko w części nadmorskiej, ale i w tej części miasta znajdziemy wiele parków, skwerów z kolorowymi kwiatami, ciekawych fontann i niezwykłych pomników. Jak wspominałam, spacer po centrum Kołobrzegu może być przyjemnością, jeżeli zna się ciekawą historię miasta, jego wojenną pożogę i przymknie się oko na nieciekawe architektonicznie powojenne blokowiska. Ale nie zamykamy ich całkiem, gdyż wtedy wypatrzeć można między nimi niezwykłe miejsca i prawdziwe perełki. Nie zobaczyłam wszystkich, więc chciałabym wrócić!




Przyjemnego spaceru i uśmiechu na twarzy, 

mimo często szarych i deszczowych dni 😄😃😀