środa, 30 sierpnia 2017

Klimatyczny i uzdrowiskowy Lądek Zdrój.

O mieście i uzdrowisku Lądek Zdrój słyszałam od dawna, leczyło się tu wielu moich znajomych. Dlatego ucieszyłam się, gdy dowiedziałam się, że tam pojadę i zobaczę je osobiście. Nie na leczenie, ale na kilkugodzinną wycieczkę. To, co zobaczyłam wprawiło mnie w ogromny zachwyt i jestem do dziś pod ogromnym wrażeniem tego miejsca. Po pierwsze: piękne położenie w Kotlinie Kłodzkiej, wśród Gór Złotych, w dolinie rzeki Białej Lądeckiej. Po drugie: długa historia sięgająca XIII wieku, po której pozostały wspaniałe zabytki. Po trzecie: radoczynne cieplice siarczkowe i fluorkowe, czyli wody termalne leczące schorzenia ortopedyczne i reumatyczne, dzięki którym powstały sanatoria. Najstarszy zakład przyrodoleczniczy „Jerzy” z basenem zbudowano w 1498 roku. Po czwarte: wspaniały klimat, piękna roślinność, cudne parki i alejki, wiele z wiekowymi drzewami. 



Górskie położenie tego kilkutysięcznego miasteczka sprawia, że widoki są zachwycające. Pnące się w górę i w dół uliczki odsłaniają coraz to bardziej urocze zakątki miejscowości. Wśród nich jest wiele zabytków. Zwiedzanie zaczęliśmy od pięknego Starego Rynku ze średniowiecznym, prostokątnym układem ulic. Są tu kolorowe renesansowe i barokowe kamienice, wiele z podcieniami oraz neorenesansowy Ratusz – do dziś siedziba władz miejskich. Przed nim stoi pomnik św. Trójcy, autorstwa lądeckiego mistrza Michała Klahra, a z tyłu pręgierz z XVII wieku.









Idąc dalej, nieco w bok, dojdziemy do zabytkowego, kamiennego gotyckiego mostu z XVI wieku, którego nie naruszyła żadna powódź, gdyż podobno do jego zespolenia użyto kurzych białek zamiast wapna. Na moście stoi odnowiona, piękna figurka św. Jana Nepomucena, najstarsza na Śląsku. 








Idąc do części zdrojowej mijamy jeszcze kamienne ruiny kościoła poewangelickiego, którego fundatorką była Marianna Orańska – niderlandzka królewna, właścicielka tych ziem w II połowie XIX wieku. Przed kościołem stoi jej pomnik i tablica oznaczająca szlak Marianny Orańskiej, gdyż przyczyniła się ona do znacznego rozkwitu i rozbudowy tych okolic. 




Dalej, wzdłuż rzeki Białej Lądeckiej, pnąc się coraz wyżej aleją lipową dochodzimy do rozległego Parku 1000-lecia, z pięknymi rabatami kwiatowymi i starym drzewostanem. Znajduje się w nim Pomnik Orła, poświęcony poległym w czasie I wojny światowej. Z góry, przez gęstwinę drzew, widać już wyłaniające się obiekty sanatoryjne oraz Park Zdrojowy







Schodząc w dół mijamy jeszcze piękną barokową Kaplicę Zdrojową z XVII wieku, jest to Sanktuarium Matki Bożej Uzdrowienia Chorych. 



A dalej w całej okazałości można podziwiać już najbardziej reprezentacyjny obiekt sanatoryjny miasta – Zakład Przyrodoleczniczy „Wojciech”. Jest to wspaniała budowla w stylu tureckiej łaźni, z okrągłym basenem z woda termalną, nad którym góruje piękna kopuła. Na piętrze znajdują się wspaniałe marmurowe misy z ujęciami wód leczniczych. Całość wykładana jest kolorowymi marmurami i neobarokowymi zdobieniami. Robi wrażenie i z zewnątrz, i od środka. Leczyć się tam to podwójna przyjemność – dla ciała i ducha. 











Obok, na zróżnicowanym wysokościowo terenie położony jest wspaniały Park Zdrojowy. Jest tam fontanna, piękne rabaty kwiatowe, ciekawe rzeźby i białe ławeczki, które mają swoje wesołe nazwy (np. Sexowna). Całość wygląda niesamowicie!









Na jego końcu jest jeszcze jedna ciekawa budowla – klimatyczna kawiarnia wiedeńska „Albrechtshalle”, zbudowana w dawnym pawilonie zdrojowym z XIX wieku nazwana imieniem Albrechta Pruskiego, męża Marianny Orańskiej. Można tam się zatrzymać na kawę, lody lub kawałek pysznego tortu Napoleona lub Sachera. 



Od parku odchodzą ulice, które zaprowadzą nas do zabytkowych willi, innych obiektów sanatoryjnych m.in. najstarszego zakładu przyrodoleczniczego „Jerzy”, pensjonatów, hoteli oraz do wyciągu narciarskiego. Zabytków jest tu wiele, nie wszystkie zobaczyłam i zwiedziłam. Wiele obiektów jest jeszcze do naprawienia i wyremontowania, ale Lądek Zdrój to bardzo ciekawe i warte odwiedzenia miejsce. Może dla poprawienia zdrowia, może dla zaspokojenia turystycznej ciekawości. Zapraszam!!! 


czwartek, 17 sierpnia 2017

Atrakcje Zoo Safari w Borysewie.

Skuszeni ogromną reklamą Zoo Safari w Borysewie, postanowiliśmy i my się tam wybrać. Był to obiecany prezent urodzinowy dla chrześniaka naszego syna - Michała. Zdecydowaliśmy po drodze wskoczyć też na termy w Uniejowie, bo nie tylko ja zakochana jestem w tym miejscu. Wioska Borysew leży kilkanaście kilometrów za Uniejowem jadąc od naszej strony (konińskie). Wyruszyliśmy rano, bo zapowiadał się upał i po półtorej godzinie byliśmy na miejscu. Pośrodku miejscowości najpierw zobaczyliśmy duże parkingi, potem ładne wejście z witającymi rzeźbami dwóch białych lwów, zapowiadające moc atrakcji. Dalej, fontanna i budynki z kasą, restauracją i toaletą w ciekawym stylu przypominającym budownictwo afrykańskie. Przywitał nas też krzyk papug, kolorowych ar, które przy wejściu mają swoją klatkę. 






Zakupiliśmy bilety (cena spora), dostaliśmy mapkę i w drogę. Hasło na mapce zoo brzmi: „Nigdy nie byłeś tak blisko” i to prawda, bo tutaj przede wszystkim gwiazdami są białe lwy i białe tygrysy bengalskie, których na świecie jest niewiele. W Zoo Safari jest 15 procent całej ich światowej populacji. 




Można zwiedzać na piechotę lub podróżować Zoo Kolejką, która jest szczególnie przydatna, gdy pada. My zwiedzaliśmy na piechotę, co nie jest szczególnie uciążliwe, gdyż mimo 26 hektarów terenu, wszystko jest dobrze rozmieszczone i zagospodarowane. Zoo powstało w 2008 roku i jest ciągle rozbudowywane i unowocześniane, dlatego wrócimy za jakiś czas, aby zobaczyć nowości. Utwardzonymi alejkami, między sporą ilością kwiatów, krzewów i drzew rozpoczęliśmy zwiedzanie. A jest, co oglądać, gdyż zwierząt egzotycznych ze wszystkich stron świata jest 600 w 100 gatunkach.  Mają ładne i duże wybiegi. 











Ciekawostką są pokazowe karmienia zwierząt w wyznaczonych godzinach z komentarzem pracowników, w którym są podawane informacje o tych zwierzętach. My załapaliśmy się na karmienie lwów – nestorów rodu: Sahima i Azirę oraz czwórkę ich dzieci. Zainteresowanie było spore, przy wybiegu zgromadził się niezły tłumek obserwujących. Widok był niesamowity -  ogromne, piękne, białe lwy, majestatycznie zbliżające się do ogrodzenia – to niezapomniane wrażenie. 




Super widokiem było też siedem białych tygrysów bengalskich odpoczywających na rampie z leniwie zwisającymi łapami i ogonami. 




Oczywiście, dla pięcioletniego Michała, wielką atrakcją była też rodzina Króla Juliana, czyli lemury. 




Na terenie zoo jest oprócz tego wiele innych atrakcji. Są grill – bary, figlarnie z dmuchańcami dla dzieci, sale edukacyjne oraz toalety. Następne atrakcje są w budowie. 


















Jest co oglądać i podziwiać. Dlatego parę lat temu Zoo Safari Borysew otrzymało nagrodę na najlepszy produkt turystyczny województwa łódzkiego. Rzeczywiście, miejsce bardzo atrakcyjne, edukacyjne i polecamy tym, którzy jeszcze go nie odwiedzili. Naprawdę warto!!!


czwartek, 10 sierpnia 2017

Od Zadaru do Dubrownika – wycieczka po Chorwacji cz.2.


W ubiegłym miesiącu opisałam naszą wspaniałą trasę turystyczną od Zadaru do Trogiru, dzisiaj ciąg dalszy zwiedzania chorwackiej Dalmacji. Zaczynam ją od Splitu, drugiego co do wielkości miasta w Chorwacji. Prowadzi do niego droga nazwana imieniem Jana Pawła II.






SPLIT.

Split jest też stolicą Dalmacji. Liczy około dwieście tysięcy mieszkańców i jest największym chorwackim miastem portowym, do którego przybijają promy i wycieczkowce z całego kraju i z Włoch. Miłością mieszkańców jest lokalna drużyna piłkarska Hajduk Split, ale największą atrakcją, wpisaną na listę zabytków UNESCO, są pozostałości ogromnego pałacu Dioklecjana zbudowanego w III wieku. Dioklecjan pochodził z nizin społecznych, a wybił się służąc w wojsku rzymskim. Obwołany cesarzem przez wojsko przejął władzę, gdy Cesarstwo Rzymskie było na skraju bankructwa i w kompletnej ruinie. Nazywał siebie „bogiem i panem” i … skończył z demokracją rzymską. Wprowadził dominat, czyli władzę absolutną. Dzięki temu zreformował armię i gospodarkę. Zwalczał też chrześcijaństwo, niszczył kościoły i prześladował jego wyznawców, bo przecież on był bogiem. Jego pałac w Splicie był tak ogromny, gdyż mieszkał tam z rodziną, urzędnikami i ogromną armią. Wodę doprowadzał akwedukt, którego fragmenty istnieją do dziś. Pałac zrujnowany został później przez plemiona barbarzyńskie. Obecnie zajmuje całą część Starego Miasta, a zabytkowe elementy wkomponowane są w nowszą zabudowę, w którym mieszkają zwykli mieszkańcy Splitu. Są tam też restauracje, kawiarenki, sklepy z pamiątkami i hotele. Od morza i portu oddziela go piękna promenada z palmami, są tam też ciekawe lampy i parasole w kształcie żagli. Jest to ogromnie klimatyczne miejsce, co widać na załączonych filmach. 








OMIŠ.

Omiš to nieduże miasteczko, leży 20 kilometrów na południe od Splitu. Jest wciśnięte między ogromne skały gór Mosor, a rzekę Cetinę. Ma średniowieczną historię i jest znane z tego, że był tam wtedy ośrodek piracki. Miasteczko ma wiele do zaoferowania: piękne położenie i widoki, zabytki, piaszczyste plaże, rejsy po Cetinie lub rejsy na pobliskie wyspy np. Brač, na którą my popłynęliśmy. Omiš to kolejne miejsce do polecenia na wakacje.















WYSPA BRAČ.

Wyspa Brač najbardziej znana jest z tego, że wydobywany jest tam biały wapień (wygląda jak marmur), z którego zbudowano wiele obiektów, nie tylko w Chorwacji. Oprócz tego jest zielona, z plamami białych miast w zatoczkach i plażami. Kiedy dopływaliśmy do miasta Pučišća, widoki wprawiły nas w zachwyt. Kaskadowo położone wokół zatoki domy, na tle zielonych wzgórz, wyglądają pięknie. W mieście istnieje też Klesarska Škola (Szkoła Rzeźbiarska), w której uczy się młodych adeptów sztuki ręcznego rzeźbienia kamienia dla zachowania tradycji kultury narodowej. Sam budynek jest ozdobiony misternymi pracami uczniów, w oknach są przepiękne rozety i zdobienia, a przed szkołą wystawiono rzeźby. W miasteczku można też kupić piękne wyroby z białego kamienia, by przypominały o tych wspaniałych miejscach. Potem zwiedziliśmy jeszcze jedno urokliwe miasteczko - Postirę, aby nacieszyć oczy widokami. Po zjedzeniu pysznego obiadu z deserem na statku (wino, rakija, obiad, wino, rakija) syci i weseli wróciliśmy na ląd, aby dalej na południe kosztować uroków Chorwacji.













RIWIERA MAKARSKA.

Riwiera Makarska - ten sześćdziesięciokilometrowy odcinek trasy wzdłuż Morza Adriatyckiego jest wyjątkowo urokliwy. Prowadzi przez zbocza gór, które z jednej strony łagodnie opadają do morza, a z drugiej widać wysokie szczyty. 







Na końcu tych łagodnych zboczy, przy piaszczystych zatoczkach z błękitną wodą, zbudowano cudne miasta i miasteczka. Największym z nich jest kilkunastotysięczna Makarska, która na tle wysokiego pasma gór Biokovo wygląda zjawiskowo. Mnóstwo tam pensjonatów i hoteli oraz całej infrastruktury turystycznej. Port, długie ulice wzdłuż morza, promenada i górujący szczyt Św. Jerzego (1762 metry – drugi co do wysokości w Chorwacji), na który można wjechać samochodem, to tylko nieliczne atrakcje. Makarska po prostu jest piękna i gdybym miała gdzieś się przeprowadzić, to właśnie tam. 










DALEJ NA POŁUDNIE CHORWACJI.

Dalej na południe został nam do odwiedzenia tylko Dubrownik – perła Riwiery Adriatyckiej. Ale po drodze jeszcze nocleg w miejscowości Gradac, w pachnącym rozmarynem hotelu Labineca, pod którego oknami szumi Morze Adriatyckie. Aby odwiedzić Dubrownik, trzeba przejechać granicę Bośni i Hercegowiny i pokonać jedenastokilometrowy odcinek wybrzeża należący do tego kraju. Z kontrolą graniczną nie było problemu. Zanim to się jednak stało, zatrzymaliśmy się w punkcie widokowym, z którego widać w dole dorzecze rzeki Neretwy. A jest ono bardzo ciekawe, bowiem dolina poprzecinana jest tysiącami kilometrów kanałów wykopanych przez rolników wykorzystujących to podmokłe miejsce do uprawy owoców i warzyw. Ta część kraju jest górzysta, więc taki urodzajny skrawek ziemi jest pięknie zagospodarowany i wykorzystany, choć praca na nim na pewno nie należy do łatwych. 





Na dziś to tyle informacji, bo i tak jest ich mnóstwo. Zostało jeszcze wiele ciekawych miejsc do opisania, więc będzie trzecia odsłona naszej chorwackiej, pięknej opowieści. Zapraszam!