wtorek, 18 maja 2021

ECS – Europejskie Centrum Solidarności. Gdańsk.

Krótko przed drugim weekendem majowym trafiłam w mediach na reklamę niedużego, rodzinnego biura podróży (Biuro Podróży „Alicja” w Turku) oferującą dwudniowy wyjazd wypoczynkowy nad morze, do Sopotu. Nosiło mnie już od dłuższego czasu, więc ucieszyłam się z tej okazji. I choć pogody nie zapowiadali rewelacyjnej, to nic mnie odstraszało. Zresztą podobno nie ma złej pogody, tylko strój nieodpowiedni, więc pojechałam z wypakowaną walizką przygotowana na każdą ewentualność pogodową. No i przeżyłam w ciągu tych dwóch dni nad morzem cztery pory roku. W sobotę wiało i było zimno, a w miarę dojazdu do Trójmiasta nadciągały coraz to bardziej czarne chmury.  Oczywiście, rozpadało się! Co zrobić z czasem przy takiej pogodzie, w tak pięknie rozpoczęty weekend? Decyzja części grupy: po zameldowaniu w hotelu (Sopocki Zdrój z bliskim dojściem do morza) wyjazd do Gdańska, do Europejskiego Centrum Solidarności (ECS). Wiele o nim było ostatnio w mediach, więc chętnie przystałam na propozycję.







ECS wraz z placem Solidarności i pomnikiem Poległych Stoczniowców oraz Bramą nr 2 i Salą BHP to obiekty Historycznej Stoczni Gdańskiej związanej z największym na świecie pokojowym ruchem społecznym – Solidarnością. Ta bardzo nowoczesna instytucja kultury powstała po to, by utrwalać pamięć o czasach upadku komunizmu, zwycięstwie Solidarności oraz promować jej dziedzictwo. Miejsce to uhonorowano Znakiem Dziedzictwa Europejskiego, bo to tutaj (po  wcześniejszych dramatycznych wydarzeniach) strajkujący robotnicy, w obronie praw człowieka, w sierpniu 1980 roku, pokojowo usiedli do rozmów w komunistycznymi władzami. To tutaj dokonały się demokratyczne przemiany, które objęły najpierw nasz kraj, a potem Europę Środkową i Wschodnią.

Pomnik Poległych Stoczniowców 1970 to wyjątkowe miejsce pamięci, bo pierwszy w bloku wschodnim pomnik upamiętniający ludzi, którzy stracili życie z rąk władz komunistycznych. W 1970 roku wyszli na ulice protestując przeciwko podwyżkom cen żywności, doszło do krwawych starć, zginęło wtedy 45 0sób. Brama nr 2 była kiedyś głównym wejściem do Stoczni Gdańskiej. I tu w 1970 roku zginęli strajkujący stoczniowcy. A w 1980 roku zawisły na niej tablice z postulatami strajkujących, to tu Lech Wałęsa ogłosił zakończenie protestu i powstanie niezależnych związków zawodowych. Sala BHP – tu 31 sierpnia 1980 roku reprezentanci setek strajkujących zakładów pracy oraz przedstawiciele komunistycznych władz Polski, po bardzo długich negocjacjach, podpisali Porozumienie Gdańskie.

 



O tych wszystkich wydarzeniach można dowiedzieć się w budynku ECS. Nowoczesny wygląd obiektu, pokrytego rdzawą niczym kadłub statku blachą, jest zapowiedzą jego równie nowoczesnego wnętrza. Od wejścia wita nas ogród zimowy z zielonymi krzewami i drzewami otoczony kolejnymi piętrami multimedialnych wystaw.

 






Zostawiamy w szatni płaszcze, kupujemy bilety (normalny 25, ulgowy 20 zł), do których dostajemy audioprzewodnik i on prowadzi nas przeszło dwie godziny przez wszystkie piętra i sale naprawdę rewelacyjnej wystawy. Sam audioprzewodnik jest również fantastycznie przygotowany. Włącza się w kolejnych pomieszczeniach, kiedy chcemy coś pominąć również nie ma problemu, do kolejnego tematu wraca w następnej sali. Ciekawie również nagrana jest narracja wystawowa.














Na stronie ECS czytamy: Zwiedzający zanurza się w historii opowiadanej prze archiwalne przedmioty, dokumenty, rękopisy, zdjęcia i projekcje wideo, interaktywne instalacje. Każdy, kto odwiedza tę wystawę, ma szansę odnaleźć swoje własne odniesienia do historii i współczesności. Znajdziemy tu też wiele eksponatów z tamtych czasów, np. tablica z postulatami strajkujących, kolorowe kaski stoczniowców podwieszone pod sufitem, samochód papamoblie, milicyjny star, biurko i telefon Jacka Kuronia, ubrania pozostałe po tych, którzy zginęli w kopalni Wujek…



















Kiedy już przejdziemy przez nowocześnie wyeksponowane pamiątki kończące mroczny (komunistyczny) etap naszej historii, audioprzewodnik kieruje nas jeszcze do windy. Teraz, po prostu, trzeba wjechać na szóste piętro gmachu, na taras widokowy i spojrzeć na stocznię i miasto współcześnie, które pewnie by nie wyglądało tak pięknie, gdyby wtedy nie rozpoczął się nowy, lepszy czas dla naszej Ojczyzny. Ja pamiętam tamte wydarzenia, których słuchałam w radio z drżącym sercem, szczególnie te z sierpnia 1980 roku i roku następnego. Nie są one dla mnie nowością, czy zaskoczeniem, ale dla młodego pokolenia odwiedziny w tym muzeum to ogromna lekcja, nie tak odległej przecież, historii.










Po skończonej wizycie w ECS wróciliśmy do hotelu. Pogoda zaczynała się poprawiać, więc spacer na sopockie molo był wskazany i coraz bardziej przyjemny. Kolejnego dnia zagłębiłam się w klimatyczne uliczki Sopotu, a po południu opalałam się na plaży. Takie to były niesamowite dwa dni z czterema porami roku nad naszym morzem. A o tym uzdrowiskowym kurorcie będzie kolejny wpis. Do usłyszenia 😄😃😊


wtorek, 11 maja 2021

Magia zachodów słońca.

Co takiego jest w zachodach słońca, jaka magia działa, że ludzie zatrzymują się spoglądając na horyzont, by móc podziwiać to zjawisko. Zjawisko, które dobrze znamy, bo powtarza się przecież codziennie, no prawie codziennie, bo czasem chmury nam je zasłaniają. Co jest w tym magicznego? Pewnie to, że za każdym razem zachód słońca jest inny. Za każdym razem jest inna gra kolorów i światła na nieboskłonie. Być może to, że żegnamy zmęczone pracą słońce i dziękujemy za wspólnie spędzony dzień. Nawet nie umiem ładniej opisać tego fascynującego zjawiska. Najpiękniej to robią poeci, ludzie wrażliwej natury, choćby Adam Mickiewicz w Panu Tadeuszu:

„Słońce spuściło głowę,

Obłok zasunęło

I raz ciepłym powiewem westchnąwszy

Usnęło".

Każdy zachód słońca jest wyjątkowy! Jednak szczególnie spektakularne są te, gdy słońce zatapia się w mieniących się różnymi barwami wodach jeziora lub morza. Wtedy do końca możemy towarzyszyć kładącemu się spać słoneczku, znikającemu gdzieś tam za horyzontem.  Znalazłam w Internecie wiersz Kaliny Beluch, który wspaniale oddaje klimat kończącego się dnia:

Słońce wolno się zanurza

Słychać mewy krzyk w oddali

Złote i czerwone blaski

Cieniem kładą się na fali.


Ogarnęło mnie wzruszenie

Wielki spokój i tęsknota

Bezszelestnie znika w toni

Już ostatnia kreska złota.”

A na koniec garstka zdjęć zrobiona nad naszym morzem i w różnych zakątkach świata na dowód, że wszędzie jest spektakularnie i magicznie!


















I jeszcze kilka fotek wykonanych przez mojego sąsiada – Dawida, które pozwolił zamieścić na blogu. Zrobił je w naszych okolicach, są przepiękne i bardzo mu za nie dziękuję!







Następny wpis będzie już z weekendowego wyjazdu do Sopotu. 

Nareszcie coś dalszego!



środa, 5 maja 2021

Nad Jeziorem Powidzkim.

Dziś zapraszam Was znów w moje rejony na wspaniały odpoczynek na łonie natury, bo jest tu taki wyjątkowy kawałek Wielkopolski, którego odwiedziny dostarczają niesamowitego wytchnienia i ogromnej dawki relaksu. To znajdujące się w północno-wschodniej części regionu polodowcowe Jezioro Powidzkie. Pięknych jezior jest tu więcej i pewnie kiedyś przyjdzie czas by je opisać, jednak dziś przedstawiam Wam właśnie to: największe w Wielkopolsce, jedno z głębszych i najbardziej czystych. Leży ono na terenach Powidzkiego Parku Krajobrazowego, który posiada wyjątkowe walory geograficzno-przyrodnicze.






Jezioro Powidzkie obejmuje swą powierzchnią przeszło tysiąc hektarów, ma jedenaście kilometrów długości, a jego głębokość dochodzi do prawie pięćdziesięciu metrów. Płynie w rynnie polodowcowej, stąd część jego brzegów znajduje się na wyniesieniach lub skarpach. Otoczone jest lasami, w których jesienią jest mnóstwo grzybów. Sama miałam przyjemność je tu zbierać. Wokół jeziora położonych jest urokliwie kilka niedużych miejscowości. Brak w okolicy przemysłu, więc woda jest bardzo czysta i przejrzysta. Kąpiel w niej to czysta przyjemność, z której też wiele razy korzystałam. Całość jeziora objęta jest ochroną, bowiem jest ono siedliskiem dla cennych i rzadkich gatunków roślin i zwierząt. Na jego dnie znajdują się rzadko występujące podwodne łąki ramienicowe, a w głębinach występuje sielawa – ryba, która żyje w głębokich i tylko dobrze natlenionych wodach. Są one wskaźnikami, że woda jest niezwykle czysta.






A skoro tyle zalet, to należy to wszystko zobaczyć na własne oczy, pooddychać zapachem lasów sosnowych, bryzą z jeziora lub w nim popływać. Wpław, bo wydzielone są plaże, albo kajakiem, łódką czy jachtami, bo tylko takimi tutaj można. Na akwenie jest zakaz używania łodzi motorowych, bo obowiązuje strefa ciszy.








Wioski otaczające jezioro są nieduże, ale dla miłośników wypoczynku w tych niezwykłych okolicznościach przyrody miejsc noclegowych naprawdę przygotowano wiele. Każdy znajdzie coś dla siebie! W Giewartowie, Kosewie, Salamonowie, Ostrowie, Przybrodzinie czy wreszcie w Powidzu są pola namiotowe, można tu wbić kamperem, przyczepą kampingową, są gospodarstwa agroturystyczne, apartamenty, hotele, w tym nawet jeden czterogwiazdkowy (hotel Moran w Ostrowie). Poza tym są restauracje, bary, kawiarenki (większość działająca sezonowo), choć z parkowaniem latem pojawia się problem. No i są okropnie dziurawe drogi dojazdowe, zdecydowanie do poprawienia. To na duży minus!




Pokażę Wam teraz jezioro oraz niektóre z wymienionych miejscowości. Odwiedziliśmy je w ubiegłym tygodniu, czyli w dobie pandemii i przed sezonem, więc sporo jeszcze do naprawienia i poprawienia, a i odwiedzających jeszcze mało. Można spokojnie spacerować i oddychać przyjemnym powietrzem, co chętnie czyniliśmy.  


POWIDZ

Dawniej miasto królewskie, lokował je Bolesław Pobożny w 1243 roku, dziś wioska z tysiącem mieszkańców i siedziba chyba najmniejszej gminy województwa wielkopolskiego. A z dawnych czasów pozostało tylko stożkowe wzniesienie zwane Górą Zamkową.



Znajduje się ono na półwyspie, a na jego końcu jest teren Powidzkiego Ośrodka Sportu i Rekreacji z infrastrukturą do fajnego wakacyjnego wypoczynku.



Aby tam się dostać trzeba przejechać całą miejscowość, do jej centrum. Rynek był akurat w remoncie, więc auto zostawiliśmy kawałek dalej, obok kościoła. Świątynia nosi wezwanie św. Mikołaja i zwraca uwagę swoim neogotyckim wyglądem, niezwykle zadbanym otoczeniem i bardzo ciekawym wnętrzem. Do środka zaprosił mnie pan porządkujący właśnie teren przykościelny. Zapach świeżych kwiatów, piękne witraże i kolorowe sgraffito na ścianach zwracają uwagę już od wejścia. Sami zobaczcie to niezwykłe wnętrze! Od razu widać, że ma dobrego gospodarza!

















Kiedy przejdziemy ulicą wzdłuż kościoła dotrzemy na teren wspomnianego ośrodka rekreacyjnego. Widać najpierw nieduży amfiteatr, pole namiotowe, ośrodek wypoczynkowy o wdzięcznej nazwie Łazienki, restaurację, a za nimi jest fajna plaża miejska. Jest tu także wypożyczalnia sprzętu wodnego, czarter jachtów oraz szkółka windsurfingu. Ceny na stronie https://posir-powidz.pl/.




Po prawej stronie zaczyna się promenada wzdłuż jeziora z ciekawą ścieżką edukacyjną Ryby Jeziora Powidzkiego. Ładne stąd widoki na jezioro, a z drugiej na miejscowość. Pięknie też prezentuje się z tej perspektywy wspomniana świątynia. Pospacerujmy i pooglądajmy!









 






Latem jest tu tłumnie, bo i miejscowi, i liczni przyjezdni lubią tę miejscówkę. W Powidzu jest też coś niezwykle interesującego (może nie dla wszystkich) – to wojskowa 33. Baza Lotnictwa Transportowego. Teren lotniska jest poza miejscowością, ale lotnicy lubią gości i dość często bywają tu różne festyny. Można się napatrzeć! A jest to gratka, bowiem posiadają m.in. aktualnie największe w Polsce samoloty transportowe Herkules. Jest ich kilka i robią ogromne wrażenie już na moim niebie, kiedy podchodzą do lądowania. A co dopiero, gdy zobaczy je się na płycie lotniska! W Powidzu jest też rozbudowująca się Pancerna Baza US Army. Czyli ogólnie interesujące miejsce!


PRZYBRODZIN

Kawałeczek dalej leży następna wypoczynkowa miejscowość. Tutaj również jest plaża z infrastrukturą turystyczną Powidzkiego Ośrodka Sportu i Rekreacji. Mam wrażenie, że ta plaża jest znacznie większa, z daleko prowadzącymi w jezioro pomostami. Woda ma rzeczywiście piękny kolor i jest niezwykle przejrzysta. Miałam ochotę skoczyć tam nawet w kwietniu, choć do morsów nie należę (na razie). I wokół cisza i niezwykły, błogi spokój. Na razie! Dla tego spokoju może warto tu przyjechać poza sezonem. 






GIEWARTÓW

Leży po drugiej stronie jeziora, dokładnie na wprost powidzkiego lotniska. Wyobrażacie sobie, jak ląduje na nim kilka kolosów, kiedy jesteście tutaj na plaży? Tego nigdy nie zapomnę! Tutaj też jest ładna plaża, z dużym parkingiem i ładnymi widokami, bowiem miejscowość leży na skarpie. Kiedyś byliśmy na imprezie rodzinnej w tamtejszym pałacyku z połowy XIX wieku, w którym mieścił się ośrodek wypoczynkowy, a obok była baza nurkowa, ale obecnie jest to obiekt prywatny i jest w remoncie. Ale ma być tam pięknie, bo miejsce ma wspaniałe położenie!




Obok niego znajduje się kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego z początków XX wieku, do którego warto zajrzeć. Ma piękne, zadbane wnętrze. Większość mebli, ołtarze i chór są dziełami Stanisława Matejki, wnuka naszego słynnego malarza. Mnie najbardziej spodobała się ambona z niespotykanym wejściem.








Zapomniałam wspomnieć, że w czasie zaborów przez jezioro przebiegała granica między zaborem pruskim a rosyjskim Królestwem Polskim. Stąd po drodze, w Anastazewie, znajdziecie ciekawą pamiątkę – odtworzone posterunki graniczne i opisujące tamte czasy tablice. Ot, taki ciekawy przystanek. 





Wiele jest ciekawych i uroczych miejscówek turystycznych nad polskimi jeziorami. Ale ta i wcześniej już opisany Ślesin, to nasze wielkopolskie dobro, takie lokalne Mazury. A w okolicy, już wspominałam, jest ich znacznie więcej. Dlatego może warto się do nas wybrać? Ostatecznie niedługo wakacje!        

Zapraszam i pozdrawiam 😘😘😘