04 lutego, 2024

Darłowo po raz drugi.

 

Darłowo odwiedzam po raz kolejny po kilku latach. Jadę parę kilometrów dalej, do nadmorskiej dzielnicy miasta – Darłówka, ale z przyjemnością zatrzymuję się w centrum tego królewskiego miasta, by ponownie po nim pospacerować i zwrócić uwagę na to, czego przedtem nie zobaczyłam albo co przeoczyłam.

Nad naszym morzem jest wiele miejscowości, które śmiało można nazwać polskimi perełkami. Oprócz pięknych plaż mają one długą i czasami burzliwą historię, po której pozostały opowiadania, legendy i zabytki. Te ostatnie są naocznymi świadkami naszej przeszłości. Do takich miejsc należy zdecydowanie Darłowo. Zwiedza się je przede wszystkim ze względu na Zamek Książąt Pomorskich, jedyny gotycki tego typu nad Morzem Bałtyckim. Urodził się w nim i mieszkał Eryk I Pomorski, pochodzący z książęcego rodu Gryfitów. Był królem Danii, Szwecji i Norwegii. Ale w ciągu swego życia był również korsarzem (!), nazwano go ostatnim wikingiem na Bałtyku. Po śmierci został pochowany w miejscowym kościele Matki Bożej Częstochowskiej. To właśnie ze względu na niego miasto nazywane jest królewskim. Więcej o zamku w poprzednim wpisie TUTAJ.

Tym razem zostawiamy auto na parkingu naprzeciwko zamku. Oglądamy więc go z innej strony, jednak ta główna jest ciekawsza. Dziś nie wchodzimy do środka, nie mamy tyle czasu. Zwiedzaliśmy go ostatnio.







Wokół coraz ładniej, bowiem odnawiane są okoliczne budynki, choćby ten po młynie wodnym z przeznaczeniem na sklepiki i lokale gastronomiczne.



 

Teraz ulicą Krótką dochodzimy do mostu na rzece Wieprzy i idziemy nim kawałek by zobaczyć położony nieco dalej kolejny zabytkowy obiekt królewskiego miasta, czyli kaplicę św. Jerzego z XV wieku. Dziś należy do parafii Matki Boskiej Częstochowskiej, dawniej był kościołem szpitalnym, w którym przebywali biedni i chorzy.





Na jego tle znajduje się pomnik powojennego pisarza i publicysty Leopolda Tyrmanda siedzącego z książką na ławeczce, na ogromnej walizce. Powieść nosi tytuł Siedem dalekich rejsów, a akcja dzieje się właśnie w Darłowie. Na jej podstawie nakręcono tu film: Naprawdę wczoraj z Beatą Tyszkiewicz i Andrzejem Łapickim. Pomnik jest częścią darłowskiego szlaku Śladami bohaterów Leopolda Tyrmanda.  





Wracamy przez most, z którego wspaniale prezentuje się patchworkowy wygląd zamku wielokrotnie remontowanego i rozbudowywanego. Stąd mamy najładniejszy na niego widok.


HERB DARŁOWA WIDOCZNY NA MOŚCIE.


 

Dalej ulicą Powstańców Warszawskich idziemy w stronę rynku. To ulica-deptak, pełna sklepików i restauracyjek oraz starych kamieniczek, które przetrwały burzliwe czasy miasta. 



Pod numerem 15 jest kamienica Jana z Maszewa, rycerza, który dowodził zamkową załogą. Zachowała się tylna gotycka elewacja, zaś przednia, ze zdobieniami przebudowana została w stylu renesansowym. Potrzebuje ona jednak remontu.



Pod 14-tką znajdujemy tablicę pamiątkową, która upamiętnia powstanie tu pierwszej wytwórni kiełbasy Rügenwalder Teewurst w 1834 roku, słynnej do dziś w całych Niemczech.

Na uwagę zasługuje też ostatnio odnowiona kamienica Hemptenmacherów pod numerem 5o, nazywana Kamienicą pod Kogą, gdyż na elewacji bocznej wbudowana jest tablica przedstawiająca żaglowiec-kogę. Symbol ten oznaczał własność kamienicy, którym był armator. Obok kogi jest jeszcze data jej budowy – 1604 rok i remontu - 1793.





Zanim wyjdziemy na rynek mijamy jeszcze postać stojącą na środku deptaka. To pomnik Stanisława Dulewicza, pierwszego powojennego polskiego burmistrza miasta, który bardzo zasłużył się w powojennej odbudowie i rozwoju miasta. Pewnego dnia zrezygnował z pracy z przyczyn politycznych, wziął teczkę i wyszedł z pracy. I tak widać go na pomniku.



Kiedy wchodzimy na rynek, czyli plac Tadeusza Kościuszki musimy pamiętać, że jego układ ma siedemset lat. Widać stąd najstarsze zabytki: kościół Mariacki i jedyną ocalałą część murów obronnych – Bramę Wysoką.





Rynek prezentuje się bardzo ładnie, choć latem przesłonięty jest nieco kawiarnianymi ogródkami.  Otacza go zabytkowa zabudowa, wśród niej jest piękny, ukwiecony ratusz ze wspaniałym barokowym portalem.





Przed nim widzimy ciekawą fontannę Rybaka, którą zbudowano ku czci ludzi morza. Dookoła niej poszukamy płytek ulicznych, na których umieszczono galerię ryb Morza Bałtyckiego.





Za ratuszem stoi monumentalna gotycka świątynia. To kościół Mariacki czyli Matki Boskiej Częstochowskiej z XIV wieku. Po licznych pożarach wyposażenie jest częściowo barokowe, a jego wysokie wnętrze robi ogromne wrażenie.












W tylnej części zlokalizowano Mauzoleum Pomorskie z sarkofagami króla Eryka, księżniczki Elżbiety oraz księżniczki Jadwigi.






Obok kościoła znajdziemy lapidarium ze starymi nagrobkami z byłych cmentarzy ewangelickich, protestanckich, żydowskich i katolickich.



Wracamy teraz na rynek, a stamtąd udajemy się w stronę wspomnianej gotyckiej bramy. Pochodzi z XIV wieku i jest jedyną z czterech bram, które dotrwały tu do dzisiejszych czasów.



Kawałek dalej jest cmentarz, a na nim znajduje się wyjątkowy kościół św. Gertrudy. Powstał w XV wieku w rzadko spotykanym na polskich ziemiach skandynawskim gotyku. Z jego budową wiąże się legenda o księżniczce Gertrudzie, ale o tym możecie sobie doczytać. Jest pobudowany na planie sześcioboku i ma namiotowy dach, pokryty łupkami. Kiedy byliśmy tu ostatnim razem był zamknięty, teraz mamy szczęście, bowiem za chwilę miało rozpocząć się nabożeństwo, więc mieliśmy okazję podziwiać wnętrze z jego przepiękną polichromią i gwiaździstym sklepieniem. Całość jest niezwykła i bardzo atrakcyjna!



 





Jest późno, ale wracamy na parking niespiesznie, bowiem jesteśmy pod wrażeniem ilości i jakości darłowskich atrakcji oraz zmian na lepsze w tym królewskim mieście. Pewnie kiedyś wrócimy...