28 czerwca, 2026

Najstarszy polski skansen. Wdzydze.

 

Powstanie pierwszego polskiego muzeum na wolnym powietrzu wiąże się z romantyczną historią spotkania dwojga ludzi, których miłość, pasje i zainteresowania pozwoliły zachować dla potomnych kaszubskie dziedzictwo. Skansen bowiem o którym mowa powstał we Wdzydzach (nieform. Wdzydze Kiszewskie) na Kaszubach w 1906 roku.

A tych dwoje, którzy tego dokonali to Teodora Fethke – folklorystka, malarka, działaczka społeczna, animatorka sztuki i przemysłu ludowego na Kaszubach oraz Izydor Gulgowski – nauczyciel, folklorysta, dziennikarz, działacz społeczny, pisarz, poeta i etnograf.



Ona – urodzona na Kaszubach w spolonizowanej rodzinie niemieckiego nauczyciela, rozwijająca w Berlinie swój talent artystyczny, ucząca się nowych technik malarskich, zdobnictwa i hafciarstwa - była awangardową artystką. On, syn bogatego kociewskiego chłopa,  ukończył seminarium nauczycielskie i pracował jako wiejski nauczyciel. Jedna z romantyczniejszych historii mówi, że spotkali się nad jeziorem, kiedy jako student seminarium płynął łódką. Zauważył wtedy piękną kobietę malującą widok na jezioro. Podpłynął bliżej i usłyszał: „Chcesz, namaluję ci miłość”. Bo była to miłość od pierwszego wejrzenia. Wybuchło wielkie uczucie, ale On był młodszy o czternaście lat, więc dzielił ich wiek, ale też Jej wyższa pozycja społeczna i wykształcenie. Stanowiło to ogromną przeszkodę i wywołało sprzeciw rodziny. Po kilkudniowym proteście głodowym Ona dopięła celu. Ślub, który był mezaliansem i w pewnej mierze skandalem, odbył się w 1899 roku. Żyli razem 26 lat, do jego śmierci, ale są razem do dziś, bowiem spoczywają w jednym grobie, podobno niedaleko miejsca, w którym On spotkał pierwszy raz…



W 1906 roku państwo Gulgowscy wykupili od miejscowego gospodarza XVIII-wieczną chałupę podcieniową, w której zaczęli gromadzić odchodzące w niepamięć sprzęty, meble, czepce, malowidła na szkle  oraz inne wybitne przykłady okolicznej sztuki ludowej zakładając Kaszubskie Muzeum we Wdzydzach. Tym samym przyczynili się do rozsławienia zapadłej i biednej wsi jaką były Wdzydze na początku XX wieku. Całe życie pracowali nad wskrzeszeniem tradycji garncarstwa, tkactwa, plecionkarstwa i niepowtarzalnego haftu kaszubskiego, według stworzonej przez Teodorę szkoły wdzydzkiej, którą podnieśli do rangi sztuki. Do dziś stanowi on charakterystyczny element tożsamości Kaszubów, a motyw barokowej róży, owocu granatu i kwiatu tulipana widoczny jest na wszystkich kaszubskich pamiątkach.



Izydor, oprócz działalności społecznej, opublikował jedną z najobszerniejszych opracowań etnografii Kaszub. Zmarł dość wcześnie, w 1925 roku, ale Teodora nie ustaje w wysiłkach i dalej działa jako animatorka i badaczka okolicznej kultury ludowej. Jest coraz starsza, coraz trudniej jej utrzymać to miejsce, więc sprzedaje zbiory wraz z parcelą Skarbowi Państwa. Ale zostaje jego opiekunem. Kiedy zmarła w  1951 roku spoczęła obok swojego męża w grobie znajdującym się na terenie skansenu. A misja, którą rozpoczęli jest kontynuowana, rozbudowywana i dziś nosi nazwę Muzeum – Kaszubski Park Etnograficzny im. Teodory i Izydora Gulgowskich.



Na teren skansenu wchodzimy przez dawną karczmę zajezdną, w której w jednym, przejezdnym skrzydle zostawiano konie, w drugiej części znajdowała się karczma. Dziś w tej pierwszej mieszczą się informacje o twórcach muzeum, a w drugiej jest Karczma „Wygoda” serwująca tradycyjne, proste jadło, choćby słynne lokalne racuchy ruchankami zwane.





Skansen jest niezwykle uroczo położony nad brzegiem jeziora Gołuń, na pagórkowatym terenie porośniętym lasem sosnowym. Zajmuje powierzchnię 22 hektarów, a tę ogromną przestrzeń widać wchodząc na jego teren, czyli podczas zwiedzania można się nachodzić, ale też zrelaksować wśród otaczających budynki ogrodów, sadów, pól i zagajników.






Na jego terenie znajduje się obecnie ponad 50 budynków charakterystycznych dla krajobrazu etnograficznego Kaszub, Kociewia (okolice Tczewa do Borów Tucholskich) oraz Borów Tucholskich od XVII do XX wieku. Zachowana i przeniesiona tu dawna drewniana architektura to: chałupy (wiele z podcieniami) kryte strzechą, zagrody szlacheckie, dwory, wiatraki, szkoła, kościoły, karczmy, budynki gospodarcze i dworskie, tartak, warsztat kołodziejski, kuźnia…























W zagrodach prezentowane są metody ucierania tabaki, mielenia zboża, krawiectwo, tkactwo, maglowanie.  Tylko część budowli ma kompletne wyposażenie, gdzie można zobaczyć szczegóły codziennego życia ich dawnych mieszkańców. Szkoda tylko, że oddzielono je od zwiedzających przezroczystą płytą co utrudnia oglądanie oraz robienie zdjęć.







W Skansenie zadbano też o szczegóły charakterystyczne dla dawnych czasów, czyli ogródki z rodzimymi okazami kwiatów, ziół i krzewów, których strzegą strachy na wróble. W sadach są owoce na skarłowaciałych jabłonkach, a na płotach rozwieszono gliniane naczynia. Ponieważ byłam tam w sierpniu, to na polach stały jeszcze kopki zboża. Wszystko to sprawia, że to miejsce jest autentyczne i zdaje się nam, że właśnie przenieśliśmy się w czasie, przynajmniej o jedno stulecie. Zwłaszcza, że odbywa się tam wiele plenerowych imprez, dla których zbudowano specjalną estradę. Nowoczesna, ale fajnie wpisuje się w tło.











Małżeństwo Teodory i Izydora Gulgowskich pozostawiło po sobie wspaniałe dziedzictwo kulturowe, społeczne i naukowe wyprzedzając w zamysłach i działalności swoje czasy. Ich bardzo nowatorskie podejście sprawiło, że kiedyś mała, biedna wioska Wdzydze stała się najważniejszym miejscem zachowania i prezentacji kultury Kaszub. Kto lubi skanseny, tak jak ja, będzie na pewno zachwycony.


21 czerwca, 2026

Spacer po Gdańsku.

 

Z Kartuz pojechaliśmy do oddalonego o trzydzieści kilometrów Gdańska. W tym pięknym mieście można się zakochać i wracać wiele razy, bowiem historię posiada odległą, zabytki fantastyczne (choć duża część ich odbudowana), muzea wspaniałe, klimat niezwykły, no i położony jest nad morzem. W Gdańsku zobaczyłam już wiele ciekawych miejsc i powstało kilka wpisów na blogu. Dziś kolejny post, bowiem ubiegłoroczny, sierpniowy spacer po mieście ponownie zahaczył o miejsca znane i lubiane, o których jednak wcześniej nie pisałam, np. Katedra Oliwska, ale zobaczyłam też  te, których wcześniej nie odwiedzałam, czyli Muzeum Bursztynu.



KATEDRA W OLIWIE.

Jej pełna nazwa to Bazylika Archikatedralna  Trójcy Świętej w Gdańsku-Oliwie. To wspaniały Pomnik Historii, a obecny kształt nadano jej w XIV wieku. Wcześniej już jednak istniał tutaj klasztor cysterski, zniszczony w wojnach i pożarach. Potem przez wieki świątynię i klasztor nieco rozbudowano, stąd dziś dostrzeżemy mieszankę różnych architektonicznych stylów. Za bazyliką znajdują się budynki klasztorne i ogród, obecnie należące do Gdańskiego Seminarium Duchownego.




Główna fasada jest bardzo harmonijna i przyjemna dla oka, z dwiema równomiernie rozplanowanymi ceglanymi wieżami, prawie pięćdziesięciometrowymi. Przez wejście z ozdobnym barokowym portalem wchodzimy do środka. Tu nad rokokową kruchtą znajdują się niezwykłe ograny, o których później.



To, co zauważamy po wejściu wprawia nas w wielki zachwyt, bowiem kościół jest ogromny, trzynawowy, dość wąski, wysoki i bardzo długi (prawie 100 metrów). Jest najdłuższym kościołem cysterskim na świecie kryjącym prawdziwe dzieła sztuki sakralnej od renesansu do klasycyzmu. Zgodnie z cysterską regułą pomalowany jest na biało, tylko żebrowe sklepienie zdobią złote gwiazdki. Ozdobiony jest też wspaniałą drewnianą snycerką, która kontrastuje z białym kolorem. Posadzka wykonana jest z wapienia olandzkiego, który sprowadzony został ze Skandynawii.








Nawami dotrzemy do transeptu czyli nawy poprzecznej, a dalej mamy prezbiterium i ambit, czyli obejście wokół prezbiterium z wieloma ołtarzami. Wewnątrz świątyni mamy łącznie 23 ołtarze, większość barokowych i rokokowych z marmuru, ale jest też pierwotny, główny, który wykonany został w stylu renesansu niderlandzkiego. Obecny, główny ołtarz jest wybitnym dziełem mistrzów końca XVII wieku. Nad siedmiometrowymi kolumnami widzimy niebo, z którego wychylają się figurki aniołków oraz postaci z testamentów.








Jednak największą atrakcją katedry są drewniane ograny zaprojektowane i zbudowane przez Johanna Wulffa, mnicha cysterskiego, zwanego bratem Michałem. Jego praca trwała 25 lat (1763-1788). Prospekt organowy jest bogato rzeźbiony i wyposażony w czynne do dzisiaj elementy ruchome, jak aniołki z dzwonkami i trąbkami, gwiazdy i słońce. Budowniczy miał trudne zadanie do wykonania, bowiem nawa jest dość wąska, a trzeba było zmieścić tam wiele elementów instrumentu. Udało mu się sprostać temu zadaniu i do dziś słyną one z fenomenalnego dźwięku. Są to jedne z lepiej brzmiących organów w kraju i są w czołówce najsłynniejszych zabytków tego typu w Europie. Wysłuchanie koncertu organowego w katedrze zostawia mnóstwo niezapomnianych wrażeń.




GŁÓWNE MIASTO.

Jedziemy teraz do Śródmieścia, do Głównego Miasta, by pospacerować po tej najbardziej klimatycznej części Gdańska. Zaczynamy od mojej ulubionej ulicy Mariackiej. Tam lody i kawa z widokiem na Bazylikę Mariacką, potem spacer Długim Targiem i ulicą Długą do Bramy Złotej. Tam napawam się pięknem otaczającej architektury i podziwiam pieczołowitość z jaką ją odbudowano. Spacerujemy w kierunku dawnego Targu Węglowego i Drzewnego, witam się Janem Heweliuszem i wchodzę do Wielkiego Młyna, czyli monumentalnego, XIV-wiecznego zabytku architektury krzyżackiej, niegdyś największego zakładu przemysłowego średniowiecznej Europy, który dostosowano parę lat temu do potrzeb Muzeum Bursztynu.















MUZEUM BURSZTYNU.

Tu na kilku poziomach w niezwykle nowoczesnej i multimedialnej oprawie zaprezentowano historię bursztynu. Aby te wspaniałe skarby Ziemi dobrze wyeksponować dominuje tu ciemny kolor wystroju i tła, a światło skierowane jest tylko na bezcenne eksponaty zaprezentowane w muzeum, które podbija ich naturalne piękno. Młyn jest tak nowocześnie zaaranżowany wewnątrz, że można zapomnieć, że znajdujemy się w starym i zabytkowym obiekcie.







Wśród setek eksponatów znajdują się bryłki nieobrobionego bursztynu z całego świata, wiele kawałków posiada inkluzje, czyli zatopione w nich rośliny i zwierzęta. Są także arcydzieła dawnych mistrzów i kolekcja sztuki nowoczesnej. Każdy kawałek bursztynu z inkluzją można powiększyć, by podejrzeć jakie cudeńka są w nim zatopione. Na tle przekroju pnia możemy zobaczyć, że kolory bursztynu zależą od tego, w którym jego miejscu kumulowała się i zastygała żywica. 


PRZEKRÓJ PNIA DRZEWA.   






Na pierwszym poziomie wystawy można odbyć podróż miliony lat wstecz i dowiedzieć się jak powstawał bursztyn i jak lodowiec rozniósł go po świecie. Poziom wyżej to opowieść o bursztynie w kulturze. Znajdują się tu eksponaty związane ze sztuką dawną i współczesną, fantastyczna biżuteria i przedmioty, które służyły do jego obróbki. 







Muzeum Bursztynu w Gdańsku to fascynujące miejsce, pięknie opracowane i przygotowane. Cieszy się też ogromną popularnością, więc czasem trudno będzie w spokoju zwiedzać i zgłębiać się w historię powstania tej zastygłej miliony lat temu żywicy.