Zakończyłam wpisy z mojej październikowej objazdówki po Hiszpanii
i Portugalii. Zostały mi do opisania dwa miejsca poza tymi krajami:
brytyjskie terytorium zamorskie czyli Gibraltar oraz afrykański Tanger.
Wrócę do nich niebawem, ale teraz nie mogę się doczekać, aby pokazać Wam to, co
najbardziej zauroczyło mnie podczas kwietniowego wyjazdu na Lazurowe
Wybrzeże. Zobaczyłam tam kilka wspaniałych miejsc, jednak najbardziej zachwyciło
mnie maleńkie Éze.
Wioska leży na wysokim klifowym wzgórzu, ponad 400 metrów nad poziom Morza Śródziemnego i zachwyca średniowieczną, kamienną architekturą. Kiedyś pełniła funkcje obronne, był nawet zamek na szczycie, stąd nazwa orle gniazdo. Dziś znajdziemy tu pozostałości fortyfikacji wciśniętych w wapienne skały. Górująca nad wioską wieża kościoła widoczna jest z daleka i woła byśmy tam wjechali i zobaczyli to niezwykłe miejsce.
Ale zanim tam się wdrapiemy, bo można tylko na piechotę, to powąchamy nieco francuskich zapachów, bowiem u podnóża wioski, w takiej renomowanej lokalizacji, i z takimi widokami (!), zbudowano fabrykę kosmetyków Fragonard.
Najpierw podziwiamy budynek fabryki oraz wypielęgnowane otoczenie, w które wkomponowano dawne urządzenia fabryczne, potem wizyta w laboratorium kosmetycznym, w którym w tradycyjny sposób powstają kremy i inne produkty do pielęgnacji ciała tej marki, perfumowane zapachami z kolekcji Fragonard.
Dowiedzieliśmy się, że olejki eteryczne do produkcji perfum uzyskuje się w roślin sprowadzanych z całego świata, również z Polski. Poznaliśmy miedziane urządzenie destylacyjne z ciekawą kopułą zwane alembikiem, które składa się ze zbiornika na ciecz oraz chłodnicy. Oddziela się w nim i skrapla substancje opierając się na różnicy temperatur wrzenia. Ten bardzo stary proces pozyskiwania olejków eterycznych, znany już od starożytności i udoskonalony przez Arabów, jest do dziś jedną z głównych technik stosowanych w tradycyjnym perfumiarstwie.
Po tej ciekawej dawce wiedzy na temat produkcji zapachów można
dokonać zakupu w przyfabrycznym sklepie. Miałam małą nadzieję, że po
zniszczeniu mojego powonienia przez covid dopasuję sobie wreszcie perfumy, bo
do tej pory wszystkie zapachy były za mocne. Przywiozłam więc próbki i
dopasowałam jedną z wód toaletowych. Wreszcie!
Po tej ciekawej wizycie we francuskiej fabryce perfum pomaszerowaliśmy w górę, by przenieść się w odległe czasy. Po drodze już widać jak popularne jest to miejsce, bowiem razem z nami podąża tam wiele osób. Nie wyobrażam sobie jak tam jest w sezonie letnim, skoro w kwietniu zwiedzających jest już wielu. Główną bramą, która jest pozostałością po dawnych fortyfikacjach wchodzimy w uliczki starego Éze.
Zachwyt towarzyszy nam od pierwszych metrów od kiedy wkraczamy w bardzo wąskie, brukowane i kręte uliczki otoczone kamiennymi domostwami. Mnóstwo tu kwiatów i bluszczowatej roślinności, która ozdabia historyczne ściany domów i willi.
Pniemy się w górę po drodze mijając idealnie wkomponowane w otoczenie małe lokalne warsztaty rzemieślnicze, hoteliki, sklepiki, restauracyjki i galerie sztuki, które zachęcają nas do zwolnienia tempa i zatracenia się w tym niezwykłym lokalnym klimacie. Nie ma tu na szczęście żadnej odpustowości i tandetności, a miejsce zachowało swój unikalny urok. Spacerujemy bez żadnej mapy, bo Éze nie jest duże, zaglądamy w kolejne zachwycające zaułki i zachwycamy się widokiem, jaki czeka nas za każdym kolejnym zakrętem. Nie ma ryzyka, że się zgubimy, bowiem ostatecznie i tak zawsze dojdziemy do bramy wejściowej.
Po drodze mijamy wspomniany kościół z żółtą wieżą, z jego
poziomu rozpościera się widok na nowszą część wioski. Mijamy też fontannę Le
Planet, która ma status najstarszego wodotrysku w miejscowości. Powstała
jednak dopiero w 1930 roku, wcześniej mieszkańcy sami dostarczali wodę do wioski
lub korzystali ze zbiorników na deszczówkę. Kanalizację doprowadzono jeszcze
później, bo w latach 50-tych XX wieku. Tak, że dziś to cywilizowane miejsce.
Ale to nie koniec atrakcji, które czekają na nas w Éze. Wędrując
pod górkę dotrzemy w końcu do egzotycznego ogrodu – Jardin Exotique d’Éze.
Wierzcie mi, że gdybym tu nie weszła żałowałabym do końca życia. To tutaj stała
średniowieczna twierdza, którą kazał rozebrać król słońce, czyli Ludwik XIV i
to na jej ruinach ogród założono.
Na szczycie wzgórza zbudowano wąskie alejki, które obsadzono egzotyczną
roślinnością. Przede wszystkim są to różnorodne kaktusy i sukulenty odporne na
wysokie temperatury. Ogród jest stosunkowo młody, bowiem wytyczono go kilka lat
po zakończeniu drugiej wojny światowej, ale pomysłodawca Jean Gastaud
(twórca podobnego ogrodu w Monako) miał oryginalny i doskonały pomysł. Ogród
pasuje tu idealnie.
Wzdłuż alejek, które pną się w górę znajdziemy tablice opisujące
ogród i historię okolicy, rzeźby, grotę czy mały wodospad, a nawet strefę z
leżaczkami do odpoczynku i do podziwiania widoków, a te są jeszcze wspanialsze
od samego ogrodu. Panoramę Lazurowego Wybrzeża mamy jak na dłoni, a wody
Morza Śródziemnego z tej wysokości mają jeszcze wspanialszy odcień
lazuru.
Jest tu też wiele ławek, na których możemy odpocząć i stopić się
w jedno z niezwykłą naturą. Nie chce się stąd wychodzić. Gdyby nie wizja
ponownego spaceru kamiennymi, wąskimi i klimatycznymi uliczkami Éze, to
można by było zostać tam na zawsze.
Zdjęcia pokazują tylko fragment tego wspaniałego miejsca, ale
zobaczyć je na własne oczy… to miłość do końca życia! Gdybyście mieli okazję
odwiedzić Éze, to nie wahajcie się ani chwili. Na pewno Was zaczaruje!





































Witaj! Twój wpis bardzo zachęca do tego, aby wybrać się w to miejsce. Przepiękne widoki, woda ma bajkowy kolor, a kształt i wygląd roślin jest niesamowity. Człowiek patrząc na to wszystko, aż ma ochotę pojechać na urlop :)
OdpowiedzUsuńJeśli ktoś lubię takie klimaty, to serdecznie polecam:)))
UsuńEze cudowna perełka na Lazurowym Wybrzeżu gdzie zachwyca zarówno egzotyczna roślinność jak i niezwykłe widoki na Morze Śródziemne. Jakby tego było mało to jeszcze te kamienne i ukwiecone uliczki dodają Eze uroku. Fabryka Fragonard ma też swój oddział pod Paryżem i właśnie tam ją zwiedzaliśmy i żona też sobie zrobiła pachnący prezent. Pozdrawiam serdecznie : )
OdpowiedzUsuńNie lubię naciąganych na zakupy wypraw, ale tutaj na nią czekałam. A miejsce jest bardzo przyjemne i w fajnym klimacie.
UsuńFajnych czerwcowych dni życzę:)))
Usiu faktycznie, Éze to urocza wioska na Lazurowym Wybrzeżu. Te brukowane, wąskie uliczki przenoszą w minioną epokę, a średniowieczna architektura szepcze opowieści o minionych wiekach. Podziwiam wyjątkowe widoki na majestatyczną linię brzegową L.W. Zachwycił mnie również egzotyczny ogród z sukulentami i kserofitami z całego świata. Przepiękne są kwitnące aloesy.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Ogród jest fantastycznie wkomponowany w tło wzgórza. Inne rośliny by tam nie miały szans na przeżycie, ale kaktusy i inne sukulenty rosną wspaniałe.
UsuńDzięki Lusia. Wysyłam serdeczne pozdrowienia:)))
Przepiękna relacja i niesamowite kadry! Éze na Twoich zdjęciach wygląda jak z bajki i czuć, że historia miesza się tam z nowoczesnością. Pięknie wlałaś magię tego miejsca w tę notkę:-)
OdpowiedzUsuńTam się człowiek czuje jak w bajce i rozgląda się czy gdzieś zza zakrętu nie wyjdzie jakaś bajkowa postać. To było by już całkiem niesamowite!
UsuńPamiętam jak w dniu kiedy zwiedzałaś Éze napisałaś do mnie, że jesteś oczarowana i masz pewność, że i mnie by tam się bardzo podobało. Każde ze zdjęć to dowód na to, że Éze jest przepiękne i ma wszystko to co potrzebuję do szczęścia: piękną starówkę z wąskimi uliczkami, oszałamiającą roślinność a do tego niezapomniane widoki na morze. A Ty masz jeszcze z tamtąd wspomnienia zamknięte we flakoniku i możesz wracać do nich kiedy tylko najdzie Cię ochota. Jestem bardzo ciekawa jaki zapach Cię oczarował.
OdpowiedzUsuńWieczorne uściski i buziaki, zmykam jeszcze trochę poczytać. Cmok cmok.
To są Twoje klimaty zaklęte w kamieniu. A foto buteleczki przyślę na FB.
UsuńDziś krótko, bo ilość ostatnich wrażeń położył mnie do łóżka. Całuski Monia:)))
Jak pięknie i tak inaczej niź u nas, choć u nas też sa piekne miejsca :)
OdpowiedzUsuńU nas jest bardzo pięknie. Tylko większość tamtych dawnych klimatów zniszczono nam przez wieki:)))
UsuńNie tak dawno i ja zachwycałam się położeniem Eze-Village i podziwiam ogród roślin egzotycznych, w którym Jean Philippe Richard poustawiał swoje rzeźby i jak sam mówił, stworzył je z gwiezdnego pyłu (poussière d’étoiles) formując niezwykle delikatne, zmysłowe i tajemnicze sylwetki kobiet. Jego ziemskie boginie, którym nadał imiona harmonizują z zielenią ogrodu Eze. Cudowne miejsce z punktem widokowym na Eze-sur-Mer i półwysep Saint-Jean-Cap-Ferrat, gdzie swoje wille, pałace i ogrody pobudowali najbogatsi tego świata...
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Dzięki Ewa za uzupełnienie mojego wpisu. Piękne rzeźby bardzo uatrakcyjniają ogród, dzięki temu to miejsce jest jeszcze piękniejsze.
UsuńWspaniałego weekendu:)))
Ula, ale klimatyczne pozostałości fortyfikacji! To miejsce zabudowane średniowieczną, kamienną architekturą budzi we mnie skojarzenia z idealnym, gotowym planem filmowym dla produkcji sprzed wieków :-)
OdpowiedzUsuńNatomiast fabryka kosmetyków Fragonard to kolejny, ciekawy obiekt na trasie zwiedzania... a mnie wyjątkowo zadziwił fakt, że lawenda tak istotna w procesie produkcji sprowadzana jest z... Rosji, a nie dla przykładu z Prowansji ;-)
Z najcieplejszym pozdrowieniem...
Anita
Podobno wybierają rejony czyste ekologicznie i bez nawożenia. Może dlatego? Ale kto wie...
UsuńPięknego weekendu Anitka. Pozdrawiam 🩷
Ależ to miejsce ma klimat! 😍 Już same kamienne uliczki, kwiaty i te widoki na Morze Śródziemne robią ogromne wrażenie, a ogród na szczycie wygląda wręcz bajkowo. Uwielbiam takie miasteczka, gdzie można po prostu zgubić się w zaułkach i chłonąć atmosferę. Po Twojej relacji Éze trafia na moją listę miejsc, które koniecznie chciałabym kiedyś zobaczyć na własne oczy.
OdpowiedzUsuńCieszę się Aniu, że cię zainspirowałam. Jeśli lubisz takie klimaty, to będziesz na pewno w tym miejscu zakochana:)))
UsuńPrzepiękne to Eze!!! Chyba bym zwariowała że szczęścia gdybym je zobaczyła na własne oczy !!!
OdpowiedzUsuńTo lepiej nie jedź, by Ci nie zaszkodziło. Można zwariować ze szczęścia:)))
UsuńWiesz co mi przypomina to pierwsze zdjęcie? Widok na majorkańską Artę :D Ale wnętrze Eze to już zupełnie inny świat. Wcale się nie dziwię, że byłaś oczarowana, ja też bym była.
OdpowiedzUsuńTo prawda! Trochę jak Arta z daleka. I klimat też fajny:)))
Usuń