07 czerwca, 2026

Orle gniazdo – Éze. Francja.

 

Zakończyłam wpisy z mojej październikowej objazdówki po Hiszpanii i Portugalii. Zostały mi do opisania dwa miejsca poza tymi krajami: brytyjskie terytorium zamorskie czyli Gibraltar oraz afrykański Tanger. Wrócę do nich niebawem, ale teraz nie mogę się doczekać, aby pokazać Wam to, co najbardziej zauroczyło mnie podczas kwietniowego wyjazdu na Lazurowe Wybrzeże. Zobaczyłam tam kilka wspaniałych miejsc, jednak najbardziej zachwyciło mnie maleńkie Éze.



Wioska leży na wysokim klifowym wzgórzu, ponad 400 metrów nad poziom Morza Śródziemnego i zachwyca średniowieczną, kamienną architekturą. Kiedyś pełniła funkcje obronne, był nawet zamek na szczycie, stąd nazwa orle gniazdo. Dziś znajdziemy tu pozostałości fortyfikacji wciśniętych w wapienne skały. Górująca nad wioską wieża kościoła widoczna jest z daleka i woła byśmy tam wjechali i zobaczyli to niezwykłe miejsce.



Ale zanim tam się wdrapiemy, bo można tylko na piechotę, to powąchamy nieco francuskich zapachów, bowiem u podnóża wioski, w takiej renomowanej lokalizacji, i z takimi widokami (!), zbudowano fabrykę kosmetyków Fragonard.



Najpierw podziwiamy budynek fabryki oraz wypielęgnowane otoczenie, w które wkomponowano dawne urządzenia fabryczne, potem wizyta w laboratorium kosmetycznym, w którym w tradycyjny sposób powstają kremy i inne produkty do pielęgnacji ciała tej marki, perfumowane zapachami z kolekcji Fragonard.





Dowiedzieliśmy się, że olejki eteryczne do produkcji perfum uzyskuje się w roślin sprowadzanych z całego świata, również z Polski. Poznaliśmy miedziane urządzenie destylacyjne z ciekawą kopułą zwane alembikiem, które składa się ze zbiornika na ciecz oraz chłodnicy. Oddziela się w nim i skrapla substancje opierając się na różnicy temperatur wrzenia. Ten bardzo stary proces pozyskiwania olejków eterycznych, znany już od starożytności  i udoskonalony przez Arabów, jest do dziś jedną z głównych technik stosowanych w tradycyjnym perfumiarstwie.






Po tej ciekawej dawce wiedzy na temat produkcji zapachów można dokonać zakupu w przyfabrycznym sklepie. Miałam małą nadzieję, że po zniszczeniu mojego powonienia przez covid dopasuję sobie wreszcie perfumy, bo do tej pory wszystkie zapachy były za mocne. Przywiozłam więc próbki i dopasowałam jedną z wód toaletowych. Wreszcie!



Po tej ciekawej wizycie we francuskiej fabryce perfum pomaszerowaliśmy w górę, by  przenieść się w odległe czasy. Po drodze już widać jak popularne jest to miejsce, bowiem razem z nami podąża tam wiele osób. Nie wyobrażam sobie jak tam jest w sezonie letnim, skoro w kwietniu zwiedzających jest już wielu. Główną bramą, która jest pozostałością po dawnych fortyfikacjach wchodzimy w uliczki starego Éze.





Zachwyt towarzyszy nam od pierwszych metrów od kiedy wkraczamy w bardzo wąskie, brukowane i kręte uliczki otoczone kamiennymi domostwami. Mnóstwo tu kwiatów i bluszczowatej roślinności, która ozdabia historyczne ściany domów i willi.





Pniemy się w górę po drodze mijając idealnie wkomponowane w otoczenie małe lokalne warsztaty rzemieślnicze, hoteliki, sklepiki, restauracyjki i galerie sztuki, które zachęcają nas do zwolnienia tempa i zatracenia się w tym niezwykłym lokalnym klimacie. Nie ma tu na szczęście żadnej odpustowości i tandetności, a miejsce zachowało swój unikalny urok. Spacerujemy bez żadnej mapy, bo Éze nie jest duże, zaglądamy w kolejne zachwycające zaułki i zachwycamy się widokiem, jaki czeka nas za każdym kolejnym zakrętem. Nie ma ryzyka, że się zgubimy, bowiem ostatecznie i tak zawsze dojdziemy do bramy wejściowej.







Po drodze mijamy wspomniany kościół z żółtą wieżą, z jego poziomu rozpościera się widok na nowszą część wioski. Mijamy też fontannę Le Planet, która ma status najstarszego wodotrysku w miejscowości. Powstała jednak dopiero w 1930 roku, wcześniej mieszkańcy sami dostarczali wodę do wioski lub korzystali ze zbiorników na deszczówkę. Kanalizację doprowadzono jeszcze później, bo w latach 50-tych XX wieku. Tak, że dziś to cywilizowane miejsce.





Ale to nie koniec atrakcji, które czekają na nas w Éze. Wędrując pod górkę dotrzemy w końcu do egzotycznego ogrodu – Jardin Exotique d’Éze. Wierzcie mi, że gdybym tu nie weszła żałowałabym do końca życia. To tutaj stała średniowieczna twierdza, którą kazał rozebrać król słońce, czyli Ludwik XIV i to na jej ruinach ogród założono.





Na szczycie wzgórza zbudowano wąskie alejki, które obsadzono egzotyczną roślinnością. Przede wszystkim są to różnorodne kaktusy i sukulenty odporne na wysokie temperatury. Ogród jest stosunkowo młody, bowiem wytyczono go kilka lat po zakończeniu drugiej wojny światowej, ale pomysłodawca Jean Gastaud (twórca podobnego ogrodu w Monako) miał oryginalny i doskonały pomysł. Ogród pasuje tu idealnie.






Wzdłuż alejek, które pną się w górę znajdziemy tablice opisujące ogród i historię okolicy, rzeźby, grotę czy mały wodospad, a nawet strefę z leżaczkami do odpoczynku i do podziwiania widoków, a te są jeszcze wspanialsze od samego ogrodu. Panoramę Lazurowego Wybrzeża mamy jak na dłoni, a wody Morza Śródziemnego z tej wysokości mają jeszcze wspanialszy odcień lazuru.










Jest tu też wiele ławek, na których możemy odpocząć i stopić się w jedno z niezwykłą naturą. Nie chce się stąd wychodzić. Gdyby nie wizja ponownego spaceru kamiennymi, wąskimi i klimatycznymi uliczkami Éze, to można by było zostać tam na zawsze.



Zdjęcia pokazują tylko fragment tego wspaniałego miejsca, ale zobaczyć je na własne oczy… to miłość do końca życia! Gdybyście mieli okazję odwiedzić Éze, to nie wahajcie się ani chwili. Na pewno Was zaczaruje!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli nie jesteś zarejestrowanym użytkownikiem komentuj jako użytkownik anonimowy. Możesz wtedy dodać swój podpis i wszystko OK. Dziękuję też wszystkim komentującym za odwiedzenie mojego boga:)