Walencja to region we wschodniej Hiszpanii,
a jednocześnie nazwa jego stolicy. Miasto jest duże i przepięknie położone, bo nad
Morzem Śródziemnym i u ujścia rzeki Turia do zatoki. I ma w sobie
to coś, co je wyróżnia na tle innych hiszpańskich pięknych miast. Oprócz wielu zabytków
i wspaniałej architektury jest to fantastycznie zabudowane dawne koryto rzeki Turia,
której zmieniono bieg, kiedy zbyt często zalewała miasto.
Walencja ma odległą historię,
bowiem założyli ją Rzymianie przed naszą erą. Potem miasto miało
przeszłość muzułmańską, do czasu jego przejęcia przez Hiszpanów. Z tego
okresu pozostało wiele zabytków rozrzuconych po historycznym centrum. Nie
znajdziemy jednak tu wielu obwarowań, bowiem rozebrano je w XIX wieku i
powstały w ich miejsca nowsze dzielnice. Do dziś zachowały się jednak
imponujące, średniowieczne bramy będące pamiątkami po dawnych murach. Po ich
przekroczeniu odbywamy podróż przez dwa tysiące lat architektury od rzymskich
fundamentów po futurystyczne arcydzieła, które opowiadają jego niezwykłą historię.
Dziś mówi się o Walencji, że jest to jedno z najlepszych i najzdrowszych miejsc do życia na Ziemi. Potwierdzają to liczne światowe rankingi. Po pierwsze położenie, po drugie nadmorski klimat, po trzecie mnóstwo certyfikowanych plaż i kolejne plusy: port morski, port lotniczy, rozbudowana sieć autostrad, kolej dużych prędkości, kolej aglomeracyjna, sześć linii metra, linie tramwajowe, mnóstwo parków, w pobliżu góry i parki narodowe, a także podobno niewygórowane ceny, jak na hiszpańskie standardy. Przed odwiedzinami nie słyszałam o tych rankingach, ale towarzyszyły mi tam wszechogarniające myśli, że mogłabym w Walencji zamieszkać.
Od wjazdu do miasta, przez kilka kilometrów, towarzyszy nam po
lewej stronie niezwykły park. To Park Turia, który zachwyca
zielonością, kompozycjami kwiatowymi, rzeźbami, terenami sportowymi, ogródkami
dla dzieci, pięknymi zabytkowymi mostami, które go przecinają, i który ciągnie się przez dziewięć kilometrów.
Teren zmienionego koryta rzeki zaczęto zagospodarowywać w 1957 roku i od tamtej
pory przybywa na tym miejscu atrakcji dla mieszkańców oraz turystów.
Najbardziej niezwykłe, w tym korycie, jest jednak futurystyczne Miasteczko
Sztuki i Nauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias), które jest centrum
kulturalnym Ogrodów Turii i całej Walencji. Santiago Calatrava, jeden z
najbardziej znanych hiszpańskich architektów współczesnego pokolenia stworzył z
niego architektoniczny klejnot i fascynujące miejsce, które zachwyciło nawet
mnie, zwolenniczkę średniowiecza. I nie przeszkodził mi w jego podziwianiu
obficie padający deszcz. To futurystyczne centrum złożone jest z kilku
niezwykłych obiektów, które na co dzień służą mieszkańcom. Ich kształty
przypominające czasem szkielety zwierząt, uzupełnione mnóstwem szkła mieszczą Planetarium
i Kino (przypomina gigantyczne oko, które ma hydraulicznie otwierane i zamykane
powieki), Muzeum Nauki i Techniki XXI wieku, Oceanarium, Pałac Sztuki i budynek
Opery wyglądający jak statek kosmiczny wyrzucony przez morze. Wokół dekoracyjne
baseny, fontanny i tereny spacerowe. Można się tym miejscem zachwycać bardzo
długo.
Kiedy już się nazachwycamy tym kosmicznym miasteczkiem, to
wracamy i jedną z monumentalnych kamiennych, ale bardzo ozdobnych bram – Bramą Serranos z XIV wieku w
dwoma wieżami wchodzimy do historycznego centrum Walencji.
Uliczki są dość wąskie, z kamiennym brukiem, po którym trzeba
ostrożnie stąpać podczas deszczu, ale to wszystko nie przeszkadza w podziwianiu
tego co widzimy dookoła, choćby XV-wiecznego pałacu Borgiów, szlacheckiego
hiszpańskiego rodu, z którego pochodziło dwóch papieży. Ten drugi wsławił się
szczególną bezwzględnością i okrucieństwem w dążeniu do celu. Za to byli
dobrymi mecenasami sztuki i siedziby mieli okazałe. Ta prezentuje gotyk i
renesans w jednej fasadzie. Dziś to siedziba administracji Walencji.
Docieramy teraz do Placu Matki Bożej (Plaza de la Virgen) z okazałą i symboliczną Fontanną Turia. W jej centrum znajduje się marmurowy posąg Neptuna, a wokół są postaci ośmiu kobiet reprezentujące osiem rowów nawadniających rzekę. Całość jest ekspresyjna i pełna życia. Tak, jak deszczowy plac dookoła, bo widać, że deszcz nie zniechęca odwiedzających to piękne miasto.
Ale stąd widać też symbol miasta, czyli Katedrę w Walencji. Ten raczej niewysoki, dziwnie poklejony architektonicznie obiekt zbudowany na miejscu dawnego meczetu w XIII wieku łączy dziś elementy wielu stylów – od katalońskiego gotyku do neoklasycyzmu. To tutaj znajduje się Kaplica Świętego Kielicha, w której przechowywany jest Święty Graal, czyli kielich z ciemnego agatu datowany na I wiek używany podobno przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Katedra słynie również w obrazów Goi, które znajdują się w tutejszym Muzeum Katedralnym, obok najstarszych stanowisk archeologicznych.
Wiek później zbudowano obok katedry elegancką ośmioboczną
dzwonnicę El Micalete (El Miguelete), dziś ikonę miasta. Na tyłach świątyni
znajdziemy renesansowe arkady, od strony północnej przylega do niej Bazylika
Matki Boskiej Opuszczonych, a od przeciwległej kompleks Pałacu
Arcybiskupa, który połączono z katedrą łukami. Ciasno tam, każdy obiekt
jest inny, ale całość wygląda interesująco.
W odległości niedługiego spaceru stoi kolejna wizytówka miasta, czyli Giełda Jedwabiu (La Lonja de la Seda) najwspanialszy skarb niesakralnej architektury hiszpańskiej. Ta zbudowana w XV wieku hala targowa jest symbolem bogactwa i zamożności ówczesnych mieszkańców miasta oraz prestiżu miejscowej burżuazji. Pełniła on rolę centrum handlu morskiego w basenie Morza Śródziemnego, w szczególności handlu jedwabiem.
Jej dekoracyjne okienka, strzelista okna o gotyckich
obramieniach i wykończenia przyciągają wzrok od zewnątrz, ale wnętrze, szczególnie
Sala Kolumnowa, po pokonaniu zielonego patia, to majstersztyk sztuki budowlanej
ze strzelistymi, skręconymi kolumnami, które skręcają się finezyjnie ku
dekoracyjnym sklepieniom. Zachowało się tu wiele oryginalnych dekoracji, choćby
kolorowa marmurowa posadzka w geometryczne wzory czy łacińska inskrypcja o
uczciwym handlu na górze ścian. Całość
robi ogromne wrażenie i budzi niezwykły zachwyt.
Spacerując po mieście co chwilę mijamy wspaniałe świątynie, muzea,
pałace szlacheckie i tętniące życiem place miasta. Wspaniała jest ta dawna
zabudowa, ale ta nowsza również. Należy do niej najsmaczniejszy i najbardziej
pachnący budynek w mieście Mercado Central, czyli Centralna Hala Targowa
zbudowana w secesyjnym stylu na początku XX wieku. Jego dach tworzą oryginalne
kopuły i spadziste dachy umieszczone na różnych wysokościach. Fasada pokryta
jest różnorodnymi materiałami, m.in. polichromowanym drewnem i kolorowymi
płytkami ceramicznymi. Ozdobą są też ogromne witrażowe okna. Jest to jeden z
największych targów w Europie i jeden z najpiękniejszych.
Można się zatracić spacerując po starych uliczkach i placach,
ale w pewnym momencie otwiera się przed nami nowsza część Walencji, ta z
przełomu XIX i XX wieku. Jest rozproszona po historycznym centrum, jednak
najwięcej jej na terenie dzielnicy Eixample, która powstała tam, gdzie
rozebrano mury obronne. Pobudowano tu wiele zachwycających budynków w nowym
secesyjnym stylu, nazywanym obecnie walenckim modernizmem. Niektórym blisko do
dzieł Gaudiego, bowiem architektura ta jest często mocno odważna. Bardzo dekoracyjne
zdobienia na kolorowych fasadach wielopiętrowych kamienic sprawiają, że każda
wygląda jak pałac. Do tego ozdobne, misternie kute balkony, fantazyjne lampy
uliczne i to wszystko sprawia, że trudno się od tej dzielnicy oderwać. Dobrze,
że deszcz przestał padać, bowiem można było dowolnie długo gapić się w górę,
bez przesłaniania sobie widoków parasolem.
Wśród tej zabudowy wyróżnia się Pałac Markiza Dos Aquas.
Co prawda jest on starszy, bo z końca baroku, ale jego ekstrawaganckie wydanie
z misternymi dekoracjami fasady pasuje tu jak ulał. Dziś mieści się w nim
Narodowe Centrum Ceramiki.
I to było zalewie liźnięcie tego, co miasto ma do zaoferowania.
By się Walencją i jej różnorodnością nacieszyć potrzeba zdecydowanie więcej
czasu. Na szczęście wystarczyło go nam na małe co nieco, czyli specjalność
tutejszej kuchni – bocadillos (kanapeczki z różnymi dodatkami).














































Cudowny wpis! Wróciły wspomnienia... Aqua de Valencia pita na Plaza de la Virgen, horchata kupiona gdzieś w wąskiej uliczce... Masz rację, Walencja jako trzecie pod względem wielkości miasto w Hiszpanii potrzebuje więcej niż jednego dnia, by dobrze je poznać. Nie tylko miasto, ale cały region Walencji, a zwłaszcza wybrzeże ze względu na wyjątkowo łagodny klimat jest dobrym miejscem do życia. Mieliśmy dom w Calpe, 2 godziny na południe od Walencji i raz na jakiś robiliśmy sobie do niej wycieczkę:-) Wygoogluj sobie to miasteczko Calpe. Jestem pewna, że Ci się spodoba:-)
OdpowiedzUsuńPodoba mi się wszystko co w Hiszpanii widziałam, więc turystyczne Calp na pewno też, szczególnie jego położenie. Dzięki:)))
UsuńMiałem to szczęście, że byłem w Walencji dwa razy. Pierwszy raz na delegacji przez 4 dni a później z żoną na wycieczce. To jest jedno z piękniejszych miast jakie dane mi było zobaczyć i zachwyciła mnie zarówno stara, zabytkowa część jak i to nowoczesne, wręcz futurystyczne Miasteczko Kultury i Sztuki. Chętnie tam dzisiaj wróciłem tym razem wirtualnie. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńJest coś w tym mieście co przyciąga i trudno mu się oprzeć. Podobno najlepsze dla seniorów. Cieszę się, że przywołałam fajne wspomnienia. Pozdrawiam:)))
UsuńBardzo piękne miasto, chociaż bardziej mnie kręci zabytkowa część miasta i dzielnica Eixample, to i tej futurystycznej trudno odmówić urody. Szczególnie mnie urzekła Fontanna Turia i Plaza de la Virgen oraz katedra. Czy mieliście okazję widzieć kaplicę i Święty Kielich?
OdpowiedzUsuńNiestety nie weszliśmy do środka, bo trwały przygotowania do kolejnej procesji i katedra była zamknięta. Chyba trzeba byłoby wrócić:)))
UsuńChciałoby się po prostu zawołać się i Viva España, olé.
OdpowiedzUsuńBardzo dużo Polaków zainwestowało pieniądze w Hiszpanii kupując domy i apartamenty. Również z mojej rodziny młodsze pokolenie. Dla mnie tam za gorąco w lecie. Cieszę się, że zwiedziłam trochę w poprzednich latach. Teraz już nie wiem co chciałabym zobaczyć. Kraj Basków jest fascynujący.
Wiele miejsc w Hiszpanii jest niezwykłych i wszystkie chciałoby się zobaczyć. Tylko pewnie czasu nie wystarczy 😉
UsuńUsiu Kochana. Bardzo dziękuję za kolejny, przepiękny i wspomnieniowy post z Hiszpanii. Ja tym krajem jestem oczarowana. Chciałabym kiedyś wrócić i odświeżyć wspomnienia. Walencją byłam zauroczona. I chociaż nie przepadam za nowoczesnością to oczarowało mnie futurystyczne Miasto Sztuki i Nauki. Mam jakieś pojedyncze zdjęcia z telefonu bo najważniejsze z aparatu fotograficznego utraciłam wraz z aparatem, przez swoją lekkomyślność.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)
Po raz kolejny cieszę się, że przywołałam fajne wspomnienia. Różne przygody trafiają się podczas podróżowania. Najważniejsze, że zachowałaś piękne wspomnienia. Pozdrawiam Lusia najserdeczniej:)))
UsuńWalencja jest jednym z pierwszych hiszpańskich miast w których byłam i od razu mi się spodobała ale kiedy rozmawiałam z osobami, które już tam były, większość nie podzielała moich zachwytów. Kilka razy usłyszałam, że jak bardziej poznam Hiszpanię to mój zachwyt Walencją zmaleje. Tak się nie stało bo za drugim razem Walencja zachwyciła mnie tak samo. Kiedyś spędziłam tam z koleżanką kilka dni, mieszkałyśmy niedaleko parku Turia, w którym bywałyśmy codziennie. Leży tam wielka postać Guliwera będąca placem zabaw dla dzieci, co pamiętam bardzo mi się podobało, tak samo jak spacer w korycie rzeki. Lubię starówkę w Walencji oraz nowoczesne Miasto Sztuki i Nauki, dobrze się w Walencji czuję, jak się człowiek zmęczy miastem to jest plaża blisko. I bardzo się cieszę, że mój zachwyt tym miastem nie zmalał i Walencja mi nie spowszedniała. I wiesz co? Po tym wpisie zamarzył mi się powrót do Walencji...
OdpowiedzUsuńMoc buziaków Uleńka, pięknych dni!
Latem byłoby mi tam na pewno za gorąco, ale pod koniec września panował taki przyjemny klimat, że czułam się tam wyjątkowo dobrze, mimo deszczu. A może dlatego? Fajnie, że miałaś możliwość poznać miasto dokładniej. Ja też bym po nim jeszcze pobuszowała. Dzięki Monia. Miłej podróży:)))
UsuńCiekawe miasto pod względem melanżu stylów architektonicznych. Lubię takie futurystyczne niespodzianki obok historycznej zabudowy. Piękna wyprawa. Pozdrawiam ciepło :)
OdpowiedzUsuńNie zawsze mi się taki melanż podoba. Tutaj jakoś wszystko fajnie pasowało. Dzięki Ewa:)))
UsuńUla, co za wspaniały spacer, choć w deszczu ;-)) Podzielam Twój zachwyt Walencją. Nie byłam, ale tą piękną fotorelacją cudownie zaprezentowałaś to niezwykłe miasto. Najbardziej urzekła mnie dawna zabudowa świątyń, muzeów i pałaców szlacheckich. Ale nie mniej fascynująco prezentuje się rozproszona po historycznym centrum zabudowa wielopiętrowych kamienic i ich dekoracyjne zdobienia na kolorowych fasadach.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam najcieplej i życzę Ci udanego tygodnia!
Kolejne hiszpańskie fascynujące miasto. Aż chce się do tego kraju powrócić i sprawdzić inne jego zaskakujące miejscówki.
UsuńDzięki Anitka. Wielu przyjemnych wiosennych dni:)))
O Walencji mówi się, że jest to jedno z najbardziej słonecznych miast Hiszpanii. Ty trafiłaś na deszcz, ja na powódź stulecia - chyba jesteśmy szczęściarami :D Walencja wciąż przede mną, ale po ostatnich powodziowych przygodach na razie odeszła na dalszy plan, dlatego tym bardziej cieszę się, że mogłam się wirtualnie przespacerować ulicami tego miasta.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Rzeczywiście, miałyśmy szczęście 😉 Nawet przewodnik się dziwił, że taka pogoda nam się trafiła. Ale i tak nie przesłoniło to uroku miasta.
UsuńDzięki, Julka :)))