16 marca, 2026

Najlepsze miejsce do życia. Walencja. Hiszpania.

 

Walencja to region we wschodniej Hiszpanii, a jednocześnie nazwa jego stolicy. Miasto jest duże i przepięknie położone, bo nad Morzem Śródziemnym i u ujścia rzeki Turia do zatoki. I ma w sobie to coś, co je wyróżnia na tle innych hiszpańskich pięknych miast. Oprócz wielu zabytków i wspaniałej architektury jest to fantastycznie zabudowane dawne koryto rzeki Turia, której zmieniono bieg, kiedy zbyt często zalewała miasto.



Walencja ma odległą historię, bowiem założyli ją Rzymianie przed naszą erą. Potem miasto miało przeszłość muzułmańską, do czasu jego przejęcia przez Hiszpanów. Z tego okresu pozostało wiele zabytków rozrzuconych po historycznym centrum. Nie znajdziemy jednak tu wielu obwarowań, bowiem rozebrano je w XIX wieku i powstały w ich miejsca nowsze dzielnice. Do dziś zachowały się jednak imponujące, średniowieczne bramy będące pamiątkami po dawnych murach. Po ich przekroczeniu odbywamy podróż przez dwa tysiące lat architektury od rzymskich fundamentów po futurystyczne arcydzieła, które opowiadają jego niezwykłą historię.



Dziś mówi się o Walencji, że jest to jedno z najlepszych i najzdrowszych miejsc do życia na Ziemi. Potwierdzają to liczne światowe rankingi. Po pierwsze położenie, po drugie nadmorski klimat, po trzecie mnóstwo certyfikowanych plaż i kolejne plusy: port morski, port lotniczy, rozbudowana sieć autostrad, kolej dużych prędkości,  kolej aglomeracyjna, sześć linii metra, linie tramwajowe, mnóstwo parków, w pobliżu góry i parki narodowe, a także podobno niewygórowane ceny, jak na hiszpańskie standardy. Przed odwiedzinami nie słyszałam o tych rankingach, ale towarzyszyły mi tam wszechogarniające myśli, że mogłabym w Walencji zamieszkać.



Od wjazdu do miasta, przez kilka kilometrów, towarzyszy nam po lewej stronie niezwykły park. To Park Turia, który zachwyca zielonością, kompozycjami kwiatowymi, rzeźbami, terenami sportowymi, ogródkami dla dzieci, pięknymi zabytkowymi mostami, które go przecinają, i który ciągnie się przez dziewięć kilometrów. Teren zmienionego koryta rzeki zaczęto zagospodarowywać w 1957 roku i od tamtej pory przybywa na tym miejscu atrakcji dla mieszkańców oraz turystów.




Najbardziej niezwykłe, w tym korycie, jest jednak futurystyczne Miasteczko Sztuki i Nauki (Ciudad de las Artes y las Ciencias), które jest centrum kulturalnym Ogrodów Turii i całej Walencji. Santiago Calatrava, jeden z najbardziej znanych hiszpańskich architektów współczesnego pokolenia stworzył z niego architektoniczny klejnot i fascynujące miejsce, które zachwyciło nawet mnie, zwolenniczkę średniowiecza. I nie przeszkodził mi w jego podziwianiu obficie padający deszcz. To futurystyczne centrum złożone jest z kilku niezwykłych obiektów, które na co dzień służą mieszkańcom. Ich kształty przypominające czasem szkielety zwierząt, uzupełnione mnóstwem szkła mieszczą Planetarium i Kino (przypomina gigantyczne oko, które ma hydraulicznie otwierane i zamykane powieki), Muzeum Nauki i Techniki XXI wieku, Oceanarium, Pałac Sztuki i budynek Opery wyglądający jak statek kosmiczny wyrzucony przez morze. Wokół dekoracyjne baseny, fontanny i tereny spacerowe. Można się tym miejscem zachwycać bardzo długo.









Kiedy już się nazachwycamy tym kosmicznym miasteczkiem, to wracamy i jedną z monumentalnych kamiennych, ale bardzo ozdobnych  bram – Bramą Serranos z XIV wieku w dwoma wieżami wchodzimy do historycznego centrum Walencji.





Uliczki są dość wąskie, z kamiennym brukiem, po którym trzeba ostrożnie stąpać podczas deszczu, ale to wszystko nie przeszkadza w podziwianiu tego co widzimy dookoła, choćby XV-wiecznego pałacu Borgiów, szlacheckiego hiszpańskiego rodu, z którego pochodziło dwóch papieży. Ten drugi wsławił się szczególną bezwzględnością i okrucieństwem w dążeniu do celu. Za to byli dobrymi mecenasami sztuki i siedziby mieli okazałe. Ta prezentuje gotyk i renesans w jednej fasadzie. Dziś to siedziba administracji Walencji.






Docieramy teraz do Placu Matki Bożej (Plaza de la Virgen) z okazałą i symboliczną Fontanną Turia. W jej centrum znajduje się marmurowy posąg Neptuna, a wokół są postaci ośmiu kobiet reprezentujące osiem rowów nawadniających rzekę. Całość jest ekspresyjna i pełna życia. Tak, jak deszczowy plac dookoła, bo widać, że deszcz nie zniechęca odwiedzających to piękne miasto.



Ale stąd widać też symbol miasta, czyli Katedrę w Walencji. Ten raczej niewysoki, dziwnie poklejony architektonicznie obiekt zbudowany na miejscu dawnego meczetu w XIII wieku łączy dziś elementy wielu stylów – od katalońskiego gotyku do neoklasycyzmu. To tutaj znajduje się Kaplica Świętego Kielicha, w której przechowywany jest Święty Graal, czyli kielich z ciemnego agatu datowany na I wiek używany podobno przez Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy. Katedra słynie również w obrazów Goi, które znajdują się w tutejszym Muzeum Katedralnym, obok najstarszych stanowisk archeologicznych.



Wiek później zbudowano obok katedry elegancką ośmioboczną dzwonnicę El Micalete (El Miguelete), dziś ikonę miasta. Na tyłach świątyni znajdziemy renesansowe arkady, od strony północnej przylega do niej Bazylika Matki Boskiej Opuszczonych, a od przeciwległej kompleks Pałacu Arcybiskupa, który połączono z katedrą łukami. Ciasno tam, każdy obiekt jest inny, ale całość wygląda interesująco.


 

W odległości niedługiego spaceru stoi kolejna wizytówka miasta, czyli Giełda Jedwabiu (La Lonja de la Seda) najwspanialszy skarb niesakralnej architektury hiszpańskiej. Ta zbudowana w XV wieku hala targowa jest symbolem bogactwa i zamożności ówczesnych mieszkańców miasta oraz prestiżu miejscowej burżuazji. Pełniła on rolę centrum handlu morskiego w basenie Morza Śródziemnego, w szczególności handlu jedwabiem.







Jej dekoracyjne okienka, strzelista okna o gotyckich obramieniach i wykończenia przyciągają wzrok od zewnątrz, ale wnętrze, szczególnie Sala Kolumnowa, po pokonaniu zielonego patia, to majstersztyk sztuki budowlanej ze strzelistymi, skręconymi kolumnami, które skręcają się finezyjnie ku dekoracyjnym sklepieniom. Zachowało się tu wiele oryginalnych dekoracji, choćby kolorowa marmurowa posadzka w geometryczne wzory czy łacińska inskrypcja o uczciwym handlu na górze ścian.  Całość robi ogromne wrażenie i budzi niezwykły zachwyt.








Spacerując po mieście co chwilę mijamy wspaniałe świątynie, muzea, pałace szlacheckie i tętniące życiem place miasta. Wspaniała jest ta dawna zabudowa, ale ta nowsza również. Należy do niej najsmaczniejszy i najbardziej pachnący budynek w mieście Mercado Central, czyli Centralna Hala Targowa zbudowana w secesyjnym stylu na początku XX wieku. Jego dach tworzą oryginalne kopuły i spadziste dachy umieszczone na różnych wysokościach. Fasada pokryta jest różnorodnymi materiałami, m.in. polichromowanym drewnem i kolorowymi płytkami ceramicznymi. Ozdobą są też ogromne witrażowe okna. Jest to jeden z największych targów w Europie i jeden z najpiękniejszych.




Można się zatracić spacerując po starych uliczkach i placach, ale w pewnym momencie otwiera się przed nami nowsza część Walencji, ta z przełomu XIX i XX wieku. Jest rozproszona po historycznym centrum, jednak najwięcej jej na terenie dzielnicy Eixample, która powstała tam, gdzie rozebrano mury obronne. Pobudowano tu wiele zachwycających budynków w nowym secesyjnym stylu, nazywanym obecnie walenckim modernizmem. Niektórym blisko do dzieł Gaudiego, bowiem architektura ta jest często mocno odważna. Bardzo dekoracyjne zdobienia na kolorowych fasadach wielopiętrowych kamienic sprawiają, że każda wygląda jak pałac. Do tego ozdobne, misternie kute balkony, fantazyjne lampy uliczne i to wszystko sprawia, że trudno się od tej dzielnicy oderwać. Dobrze, że deszcz przestał padać, bowiem można było dowolnie długo gapić się w górę, bez przesłaniania sobie widoków parasolem.
















Wśród tej zabudowy wyróżnia się Pałac Markiza Dos Aquas. Co prawda jest on starszy, bo z końca baroku, ale jego ekstrawaganckie wydanie z misternymi dekoracjami fasady pasuje tu jak ulał. Dziś mieści się w nim Narodowe Centrum Ceramiki.




I to było zalewie liźnięcie tego, co miasto ma do zaoferowania. By się Walencją i jej różnorodnością nacieszyć potrzeba zdecydowanie więcej czasu. Na szczęście wystarczyło go nam na małe co nieco, czyli specjalność tutejszej kuchni – bocadillos (kanapeczki z różnymi dodatkami).


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli nie jesteś zarejestrowanym użytkownikiem komentuj jako użytkownik anonimowy. Możesz wtedy dodać swój podpis i wszystko OK. Dziękuję też wszystkim komentującym za odwiedzenie mojego boga:)