Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Varenna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Varenna. Pokaż wszystkie posty

10 czerwca, 2024

Varenna – perełka znad jeziora Como. Włochy.

 

Z dworca kolejowego w Varennie schodzimy wąskimi uliczkami w dół, by po kilku minutach dotrzeć na ładny skwerek ze wspaniałym widokiem na błękitne jezioro Como. Po drugiej stronie widać góry i położone u ich podnóża mniejsze lub większe miejscowości. Zachwycający widok! Po pierwszym zachwycie zaczynamy swój spacer po tym niezwykłym miasteczku. A dodam, że tych zachwytów będzie duuużo więcej! 





Zabudowa tej części jest dość nowa i już stąd widać, jak urokliwie całość jest położona - na zboczach i u podnóża gór, wciśnięta w każdy wolny kawałek skały, a czasem wisząca dosłownie nad jeziorem.

Od tego miejsca prowadzi wzdłuż jeziora malownicza trasa spacerowa. Najpierw mijamy przystań, skąd odpływają promy do innych miejscowości położonych nad jeziorem, choćby do Bellagio, którym parę godzin później też popłyniemy. 




Kiedy spojrzymy w drugą stronę zobaczymy, że zaczynająca się tutaj najstarsza część miasteczka położona jest kaskadowo na zboczu gór, w dodatku są tu imponujące wille (niektóre należą do znanych ludzi np. filmu), każda w innym kolorze. Otoczone są też kaskadowo położonymi wypielęgnowanymi ogrodami. Wygląda to fantastycznie! Najlepiej widać to z promu, czyli od strony jeziora.





 

Ścieżka spacerowa prowadząca wzdłuż jeziora jest bardzo widowiskowa. Prowadzi częściowo tunelami wyrytymi w skale, część jest doklejona do skał lub zbudowana z drewnianych mostków. Po prawej mamy widoki na jezioro i tym co po drugiej jego stronie, po lewej coraz starsza zabudowa i mnóstwo wciśniętych między nią małych knajpek i sklepików z lokalnymi pamiątkami.





Po krótkim spacerze napotykamy wąskie uliczki z ciasną zabudową, a dziesiątki kamiennych stopni zbudowanych wiele wieków temu kierują nas do wyżej położonych części miasteczka. Po prawej znajduje się nieduża marina. Kiedyś cumowały tu łodzie rybackie.




Dochodzimy do końca ścieżki i ostatnią uliczką podchodzimy do głównego placu Varenny. Po prawej mijamy maleńki, kamienny kościółek św. Jana Chrzciciela (San Giovanni Battista), podobno z początków XII wieku, co znaczy, że miejscowość ma długą historię. Chyba już wtedy doceniono to fantastyczne położenie. W środku warto obejrzeć zachowane stare freski odkryte podczas ostatniego remontu.




Dalej nasz wzrok zatrzymuje się na dokładnie przyciętych platanach znajdujących się na placu. Latem tu będzie zielono. Wokół zadbana stylowa zabudowa. Kolorowe kamienice z równie kolorowymi okiennicami robią przyjemne wrażenie. Mieszczą się w nich butikowe hotele, restauracje i sklepiki.





Na końcu placu przyciąga wzrok kolejna świątynia z wysoką wieżą. To kościół św. Jerzego (Chiesa di San Giorgio) zbudowany w średniowiecznym stylu lombardzkim. Ten jest większy, elewacja wygląda dość skromnie. Wnętrze też nie jest przesadzone, ale za to bardzo piękne. Znajdziemy w nim średniowieczne freski, posadzkę z czarnego marmuru i poliptyk ołtarzowy Pietro Brentaniego. Między placem a kościołem przebiega główna ulica miasteczka. Jest wąska i zatłoczona, więc na pewno lepiej do Varenny przyjechać pociągiem.




Kilka metrów od kościoła znajduje się miejsce, skąd można zrobić szczególnie romantyczne fotki. Zresztą znajdziecie takich wiele w Internecie, bo większość jest właśnie stąd. To Willa Monastero z kaskadowo położonymi tarasami ogrodowymi. W XII wieku był tam żeński klasztor cysterski, ale został rozwiązany, a budynki sprzedane.




Na przełomie wieków były one przebudowywane zgodnie z modą i zasobnością portfeli właścicieli, aż 2003 roku powstało tu muzeum. Dziś możemy podziwiać w niej kilkanaście sal z oryginalnymi dekoracjami i meblami. I z pięknymi malunkami. Wrażenie też robi wspaniała klatka schodowa oraz… łazienka.






Poniżej głównego wejścia rozciąga się tarasowo umiejscowiony ogród, wprost zawieszony nad jeziorem, w którym znajduje się niezwykła dekoracja architektoniczna, wśród niej posągi, świątynie, płaskorzeźby i fontanny wpisane w bujną i różnorodną roślinność. Spacer jego uroczymi alejkami z cyprysami i drzewkami pomarańczowymi jest niezwykłą przyjemnością. No i są tu także zbudowane miejsca widokowe skąd możemy podziwiać fantastyczne krajobrazy.













Gdybyśmy poszli spacerkiem w górę miasteczka dojdziemy do ruin X-wiecznego zamku - Castello di Vezio. Stamtąd widoki też są na pewno spektakularne, ale my już na to nie mieliśmy czasu.

Pozostał nam spacer wąskimi uliczkami miasteczka z pokonaniem wielu kamiennych schodków i powrót do przystani promowej. Jeszcze obiad w lokalnej knajpce – pyszne risotto za 9 euro i rejs do Bellagio. Ale to już w kolejnym wpisie…

 

29 kwietnia, 2024

W drodze do Lombardii. Alpejskie krajobrazy.

 

Nasza kwietniowa podróż z BP Oskar do włoskiej Lombardii wiodła przez austriackie i włoskie Alpy. Nocleg tranzytowy mieliśmy w okolicach Innsbrucka. Dotarliśmy tam bardzo późno po trzygodzinnym odstaniu swojego w kolejce na przejściu granicznym w Jędrzychowicach.

ALPEJSKIE KRAJOBRAZY.

Widoki jakie na nas tam czekały zobaczyliśmy więc dopiero po przebudzeniu - ośnieżone alpejskie szczyty wyłaniające się zza zielonego kobierca niższych ich partii. I to wszystko w blasku wschodzącego słońca. Wyobrażałam sobie to piękno, ale zobaczyć je na własne oczy… Dech zapiera!






HOTEL ALPENKONIG, TYROL.




Takie wspaniałe widoki towarzyszyły nam do włoskiej granicy, a później... było równie pięknie. Góry były coraz niższe, ale krajobrazy wspaniałe. Wioski i miasteczka na zboczach lub w dolinkach, wiele zamków obronnych, no i wszechobecne, posadzone pod linijkę winnice, a potem także równiutkie plantacje drzewek owocowych. I różne obrazy alpejskich formacji. Można dostać oczopląsów, a szyja boli od kręcenia głową na prawo i lewo. Jechałam tą trasą pierwszy raz, a wybrałam ten wyjazd również ze względu na te fantastyczne widoki.



















BERGAMO.

Pierwszym celem naszej wycieczki było Bergamo. Słysząc tę nazwę od razu kojarzę ją z tragicznymi obrazami szalejącego covida, który zbierał tu szczególnie obfite żniwo i dziś Bergamo jest miastem-symbolem tej pandemii. A zwiedza się je dlatego, że jest bardzo stare. Założyli je Celtowie czterysta lat przed naszą erą, trzy wieki później zajęli je Rzymianie. Jego najstarsza część – Cittá Alta położona jest na wzgórzu i wjeżdża się tam kolejką. Chyba każda budowla jest tu zabytkiem, a wąskie, kamienne uliczki pnące się pod górę tworzą niesamowity klimat. I w kwietniu były już zatłoczone, co świadczy o tym, że Bergamo jest popularnym kierunkiem turystycznym. Potem udaliśmy się na nocleg w jego okolicy.









NAD JEZIOREM COMO. VARENNA.

Następny dzień spędziliśmy w towarzystwie cudnych widoków nad jeziorem Como. Autokarem  pojechaliśmy do Lecco, a stamtąd pociągiem do Varenny. Pociąg tutaj to konieczność, bowiem do miasta prowadzą wąskie drogi, więc pewnie i z przejazdem i z zaparkowaniem autokaru byłby problem. Zatłoczony pociąg nie zwiastował niczego dobrego i rzeczywiście to nieduże miasteczko okazało się mocno zatłoczone. Ale wcale się nie dziwię, bo jest sielankowe i przepiękne! Podobno najładniejsze nad jeziorem Como! Wspomnę, że Varenna położona jest urokliwie na zboczu wzgórza, mnóstwo tu schodów, ciasnych uliczek, zadbanej zieleni, a kolorowe wille wyglądają niezwykle uroczo wplecione w jego zieleń. Od jeziora oddziela je wąska ścieżka spacerowa częściowo wykuta w skale. Najpiękniejszym punktem jest tu willa Monastero z kaskadowo położonym ogrodem botanicznym, w którym jest wiele punktów widokowych na romantyczne fotki. 

Czytałam ostatnio, że władze miasta chcą pobierać opłaty za wjazd do niego turystom jednodniowym w niektórych terminach. Może to by trochę uregulowało ruch, bo nie wyobrażam sobie tego niedużego miasta w czas wakacji.











NAD JEZIOREM COMO. BELLAGIO.

Potem promem, znów zatłoczonym, popłynęliśmy do Bellagio. Rejs trwa tylko kilkanaście minut. To niewielkie miasteczko znajduje się na pagórkowatym przylądku otoczonym z trzech stron wodami, co stanowi jego wielką atrakcję, bo można stąd podziwiać obydwa brzegi jeziora. Bellagio również ma mnóstwo schodów, ale ma też zadbaną szeroką promenadę, obsadzoną mnóstwem drzew i kwiatów. Miasteczko jest bardzo zadbane i luksusowe. Potwierdzają to piękne kamienice i bardzo okazałe wille najbogatszych tego świata. Przyjemne miejsce! I też zatoczone!





MEDIOLAN.

Do światowej stolicy mody pojechaliśmy w sobotę rano. Podróż z Bergamo przebiegła sprawnie, bo ruch jeszcze był niewielki. Parking przy zamku Sforzów też był jeszcze pusty. Od tego ogromnego i niezwykłego zamku zaczęliśmy zwiedzanie. Potem przemieściliśmy się do centrum. Spacer wśród wspaniałej architektury miasta z różnych epok jej świetności dostarcza wielu zachwytów. Im bliżej centrum, tym było tłoczniej, a kulminacja tłumów była przy przepięknej katedrze Duomo, chyba najbardziej znanej mediolańskiej atrakcji. Ale po prostu trzeba tu być! Potem słynna La Scala, czyli opera z muzeum, z zewnątrz wyglądająca dość niepozornie, a wspaniała wewnątrz. Stamtąd przepiękną zadaszoną galerią Wiktora Emanuela II, która jest swoistym dziełem architektonicznym, powrót na plac przed katedrę i odwiedzimy w muzeum katedralnym Duomo. Po drodze najdroższa okoliczna toaleta – 2 euro! Potem czas na obiad i zakupy. A powiem Wam, że przywiozłam sobie stamtąd okulary przeciwsłoneczne, bo nawet w Mediolanie można zrobić zakupy nie tracąc dużo z emeryckiego majątku. Spędziliśmy w tym wspaniałym mieście, mocno zatłoczonym choć to jeszcze nie sezon, cały dzień, a zobaczyliśmy tylko niewielką część jego  atrakcji. Ale i tak bardzo się cieszę, że je zobaczyłam, podobnie jak i inne cudne miejsca podczas tej wycieczki. Dokładniejsze wpisy z poszczególnych miejsc wpadną na blog za jakiś czas.


W ZAMKU SFORZÓW (CZYT. SFORCÓW).


GALERIA WIKTORA EMANUELA II.


KATEDRA DUOMO.

Dziękuję Miłce, mojej towarzyszce podróży, za ten wspólnie spędzony wspaniały czas!!!