15 sierpnia, 2022

Trójwieś Beskidzka - Istebna, Koniaków, Jaworzynka.

 

Istebna, Koniaków i Jaworzynka to nieduże beskidzkie miejscowości leżące obok siebie. Pewnie dlatego nazywa się je Beskidzką Trójwsią. Gdyby nie oznaczenia drogowe trudno byłoby zorientować się, w której aktualnie jesteśmy. Są one najwyżej położonymi miejscowościami w Beskidzie Śląskim, dlatego to, co tu nas przyciągnie, to będą oczywiście niesamowite krajobrazy. To ich wspólny mianownik, ale atrakcji jest tu znacznie więcej.





Znajdziemy tutaj charakterystyczną góralską zabudowę, góralską sztukę ludową, popularne koronki czy tradycyjne pasterstwo. A oto niektóre z atrakcji Trójwsi Beskidzkiej.


ISTEBNA.

Jest wsią gminną obejmującą swych zasięgiem pozostałe. Odwiedzimy zaczęliśmy od Informacji Turystycznej usytuowanej w zabytkowym budynku z końca XIX wieku, a znajdującym się na terenie parku przy kościele pw. Dobrego Pasterza. Otrzymaliśmy tam mnóstwo informacji i materiałów od bardzo profesjonalnej i obeznanej w temacie obsługi. Mieści się tu także ośrodek kultury, który promuje lokalnych artystów i twórców na Wystawie Twórczości Ludowej. Zobaczymy w nim m.in. ogromną koronkę koniakowską (5 m!) wpisaną do księgi rekordów Guinnessa. Choć podobno koniakowskie koronczarki już ten swój rekord pobiły! Znajdziemy tu również zdjęcia z ostatniego odcinka kultowego serialu Czterej pancerni i pies, który kręcony był w okolicy. Przyjemne miejsce, już od schodów prowadzących nas na piętro!








Poinformowani o atrakcjach świątyni i o tym, że jest otwarta, co nie zdarza się dziś często, ruszyliśmy na jej zwiedzanie. Z zewnątrz kościół nie robi może wrażenia, ale wnętrze jest piękne i bardzo kolorowe. I ono robi wrażenie! Barwne polichromie stworzył m.in. lokalny artysta Jan Wałach, uczeń Józefa Mehoffera, a wyposażenie kościelne nawiązuje do motywów wody, jak ambona, która ma kształt łodzi, a chrzcielnica muszli. Niedaleko jest też muzeum poświęcone bogatej twórczości  Jana Wałacha, ale w czasie naszego pobytu przed sezonem było jeszcze nieczynne. Nieczynne też były jeszcze inne miejscowe atrakcje.












KONIAKÓW.

Kilka minut jazdy dalej i ciągle pod górkę, po lewej stronie mijamy ładny kościół św. Bartłomieja Apostoła z pracami Jana Wałacha. A kawałeczek dalej już parkujemy przy Centrum Koronki Koniakowskiej, bo z koronek Koniaków najbardziej słynie. Takich miejsc i muzeów jest tu kilka. My wstąpiliśmy do wspomnianego centrum, które jest poświęcone tradycji i historii koronczarstwa, a także ich najwybitniejszych twórczyniom. Przez lata spotykały się tu, by heklować swe najpiękniejsze dzieła, a wiele z nich można teraz tu podziwiać. Są te dawne uratowane od zniszczenia, są też współczesne, choćby przecudna suknia ślubna z równie cudnym, koronkowym parasolem. Są nici w rzyci, czyli popularne koniakowskie stringi. Jest też współczesna koronka w hołdzie dla bohaterskiej Ukrainy, a w sklepie można zakupić wspaniałą koronkową pamiątkę. Mam już dwie, bo w Koniakowie byłam drugi raz. Podczas wcześniejszej wizyty, dowiedzieliśmy się, że to okoliczni górale pierwsi wymyślili SMS-y, czy raczej USM-y, bowiem wiadomości przesyłano sąsiadom ustnie grając na trombitach. Ciekawa opowiastka, prawda?  













Po drugiej stronie ulicy, w góralskim domu, znajduje się Centrum Pasterskie, które dokumentuje pasterskie historie i tradycje beskidzkich wsi. Na piętrze jest duża sala wystawowa, w której prezentowane są pasterskie narzędzia, naczynia oraz tablice informacyjne dotyczące wypasu owiec. Wszystko w ładnej i przejrzystej oprawie. A na dole powitają nas sympatyczni beczący mieszkańcy, czyli kózki i owieczki. W sklepie zaś można zakupić pamiątki i pyszne miejscowe sery. Interesujące miejsce!









Jadąc przez Koniaków jeszcze dalej, po prawej, napotkamy góralską karczmę Ochodzita, przy której można zaparkować auto. Znajduje się ona u podnóża niewysokiej góry o tej samej nazwie. Wejście na nią to obowiązek, bowiem góra Ochodzita jest niewysoka, trawiasta, a widoki z niej bajeczne!!! Podczas wędrówki towarzyszył nam przyjacielski pies z tamtejszej bacówki, a napotkane na zboczach stado owiec było ogromne! I bardzo fotogeniczne!










JAWORZYNKA.

Po atrakcjach Istebnej i Koniakowa niewiele czasu zostało nam na zwiedzanie Jaworzynki. Ale jedno miejsce jest tu obowiązkowe. To Trójstyk granic: polskiej, czeskiej i słowackiej. Znajduje się on kilkanaście minut spacerkiem od Jaworzynki. Samochód zostawiamy na ostatnim parkingu przy pętli autobusowej i ruszamy. Spacer jest bardzo przyjemny, bo trasa jest asfaltowa, najpierw wśród zabudowań, potem odsłaniają się nam coraz ładniejsze widoki na góry. Po dojściu do granicy widzimy głęboki jar, do którego prowadzą wygodne schody, a na ich końcu, w bliskiej odległości od siebie stoją trzy granitowe obeliski z godłami sąsiadujących krajów. I tak można w ciągu kilku sekund być w trzech krajach. Symboliczne miejsce! W kwietniu nie wszystko było tu skończone, trwały jeszcze prace przy łączących granice mostkach. Pozostało też uporządkowanie terenu. Obok powstaje hotel, więc niedługo będzie można to miejsce i otaczające je widoki dłużej sobie dawkować, jeśli w nim się zatrzymamy. 









To niektóre z ciekawych miejsc, które odwiedziliśmy podczas naszej kwietniowej wyprawy na Śląsk Cieszyński. Na opis czeka jeszcze Wisła i stolica regionu – Cieszyn