22 maja, 2026

Alfama i Baixa w Lizbonie. Portugalia.

 

Po godzinnym przeciskaniu się przez korki uliczne z dzielnicy Belem do najstarszej części miasta – Alfamy mogliśmy wreszcie cieszyć się, że zobaczymy tę najbardziej znaną część Lizbony. Czasu straciliśmy już wiele (po godzinnym oczekiwaniu na wejście do Katedry Hieronimitów), więc spacer nie będzie zbyt długi, ale perspektywa wejścia w wąskie uliczki tej dawnej mauretańskiej dzielnicy poprawia nam nastrój.  Lubię takie klimaty.

ALFAMA.

Alfama leży na zboczu wzgórza, między rzeką Tag, a jego szczytem, na którym znajduje się Zamek św. Jerzego, więc zwiedzanie jej odbywa się ostro pod górkę, po nierównym, drobnym bruku. W dodatku uliczki, którymi spacerujemy są bardzo wąskie, czasem nawet bardzo, gdzie nie wjedzie żaden pojazd. A tam, gdzie wjeżdżają  musimy bardzo uważać, bo chodniki bardzo wąskie. Mnóstwo tu też schodów, więc wygodne buty i dobra kondycja mile widziane. Jeśli położone na wzgórzu, to wiadomo, że będzie wiele punktów widokowych, a widoki stamtąd będą wspaniałe.






Na szczęście w tych ciasnych uliczkach nie było bardzo tłumnie, więc choć Alfama była przebudowywana, mogliśmy dostrzec resztki dawnej kamiennej mauretańskiej zabudowy. Cechą charakterystyczną są też wspaniałe, najczęściej błękitne wzory z płytek azulejos przedstawiające historie z życia mieszkańców lub motywy religijne.








Jest ich jednak coraz mniej, bowiem domy przejmowane są przez bogatych lokalsów lub zagranicznych inwestorów i przekształcane w wakacyjne apartamenty dla turystów. A im nie zależy chyba na zachowaniu autentyczności Alfamy. Znikają więc te często bogate, stare dekoracje i dzielnica traci nie tylko miejscowych (80 procent), ale i dawny, autentyczny klimat. Ceny szybują w górę, więc dawne, małe kawiarenki i miejscowe rzemieślnicze sklepiki z Alfamy też znikają, razem z ich właścicielami.





Współcześni śpiewacy fado (Mayra&Pedro) wyrażają z ogromną tęsknotą swoje zdanie na ten temat:

(…) Alfama pachnie nostalgią

Alfama nie pachnie fado

Pachnie ludzką samotnością

Pachnie poranioną ciszą

O smaku chleba ze smutkiem

Alfama nie pachnie fado

Ale nie ma innej pieśni.

Bardzo smutne! Jak napisała w komentarzu poprzedniego wpisu znajoma blogerka Pani od Puszka : To smutne, że miasta o tak bogatej historii stają się zakładnikami własnej popularności. Dotyczy to i ogromnej ilości turystów, i zaniku ich autentyczności. Nic dodać, nic ująć…

W połowie spaceru natykamy się na dumę Lizbończyków, która  stoi tu od połowy XII wieku - Katedrę Se (Katedra Najświętszej Maryi Panny). To najstarszy i najważniejszy kościół w Lizbonie pamiętający czasy krzyżowców. Ma charakter obronny, bowiem ma grube mury, a zwieńczają ją dwie wieże zakończone flankami. Taka był potrzeba tamtych czasów.



Wnętrze posiada trzy nawy i długość 90 metrów. W jej wnętrzach dostrzeżemy też rzymskie ruiny, stąd wiemy, jak stare i znaczące jest to miejsce. Choć zbudowano ją w stylu romańskim, to król Alfons IV nadał jej później styl gotycki i umieścił w niej panteon dla siebie i swojej rodziny.







Obok Katedry biegnie jedna w głównych ulic przebiegających przez Alfamę, a na niej widzimy sunący po górkę żółty tramwaj nr 28, jeden z symboli miasta. Można nim wjechać na wzgórze do zamku, ale mnie, po ostatnich tragicznych zdarzeniach, jakoś to nie kręciło.




Po drugiej stronie Katedry stoi inna świątynia – Kościół św. Antoniego. Zbudowano go w miejscu, w którym przyszedł na świat św. Antoni z Lizbony (1195), bardziej znany jako św. Antoni w Padwy.




W XVIII wieku kościół został całkowicie przebudowany, być może po zniszczeniach wielkiego trzęsienia ziemi, które nawiedziło miasto w 1755 roku. I ten wygląd podziwiamy do dziś. Największą uwagę skupiają tu kolorowe mozaiki wykonane z płytek azulejos, a przedstawiające m.in. sceny z bajek La Fontaine’a. W 1982 roku przed kryptą, która oznacza miejsce narodzin świętego modlił się Jan Paweł II, potem poświęcił pomnik św. Antoniego znajdujący się przed kościołem. Jest tu też muzeum jemu poświęcone.







BAIXA.

Schodzimy teraz coraz niżej, a architektura Lizbony zmienia się na nowszą. To położona na bardziej płaskim terenie i przylegająca do Tagu dzielnica Baixa. Ta część miasta najbardziej ucierpiała wskutek trzęsienia ziemi z 1755 roku, stąd jej zabudowa jest późniejsza. Jej główna część rozciąga się między ogromnym Placem Comercio, a Placem Rossio połączonych deptakową, najbardziej reprezentacyjną ulicą Lizbony – Rua Augusta. Tutaj przestrzenie robią wrażenie, szczególnie po spacerze ciasnymi uliczkami Alfamy.




Sercem miasta jest Plac Comercio o wymiarach 177 na 190 metrów. Otoczony jest z trzech stron przyjemną zabudową z arkadami, w której dominuje kolor żółty, a czwarta przylega do brzegu Tagu. To przy nabrzeżu znaleźliśmy wizytówkę z napisem miasta, ale wśród tłumów nie dane nam było pojedynczo z nim zapozować. Na środku placu stoi pomnik króla Józefa I, zwanego Reformatorem, którego czasy panowania pokrywają się z odbudową miasta.








Kierujemy się teraz na Rua Augusta, ale zanim tam wejdziemy dostrzegamy potężny Łuk Triumfalny. W jego konstrukcji widzimy kolumny i zdobienia, a wśród nich postaci z dumą zapisane na kartach portugalskiej historii, m.in. Vasco da Gama. Od strony ulicy jest ładnie wkomponowany zegar.





Teraz zagłębiamy się w uliczki Baixy, w których nie sposób zaginąć, bowiem dzielnica ma kształt prostokąta i symetrycznie ułożone ulice. Odpowiedzialny za odbudowę miasta markiz Pombal posłużył się pierwszym na świecie systemem przeciwdziałającym zniszczeniom spowodowanym trzęsieniami ziemi. Główna ulica to ciągnące się przez pół kilometra sklepy oraz restauracje, które wylały się na jej środek. Pod nogami mamy regularne wzory z kostki brukowej, a po bokach przykłady architektury, której styl nazwano pombaliną, od nazwiska markiza. Nazwy ulic zaś pochodzą od nazwy cechów, np. ulica Złotników czy Szewców. Nie ma tak przyjemnego klimatu jak Alfama, ale jest przyjemnie, choć tłumnie.






Po drodze zwracamy jeszcze uwagę na windę Santa Justa, która zdecydowanie wyróżnia się z zabudowy. Ta 45-metrowa konstrukcja wykonana jest w ozdobnym stylu neogotyckim, a zbudował ją podobno uczeń Eiffla. Można nią się przemieścić do wyżej położonych dzielnic, jednak po ostatnim wypadku tramwaju wszystkie tego typu konstrukcje są zamknięte. Czyli coś na rzeczy?



Przy końcu ulicy wyłania się nam kolejny plac – Plac Rossio. Najpierw uwagę zwraca piękna barokowa fontanna, za nią pomnik Piotra IV – króla Portugalii i pierwszego cesarza Brazylii, a pod nogami mamy czarno-białą falującą mozaikę.



Dookoła widzimy dekoracyjną zabudowę, wśród której wyróżnia się budynek teatru, kościół oraz dworzec kolejowy Rossio ze wspaniałą neomanuelińską fasadą. Gdyby nie wzmianka o nim, to nigdy bym się nie domyśliła, że to dworzec.

 


Powyżej widzimy zabudowę położonych na wzgórzach (których jest siedem, jak w Rzymie) dzielnic Lizbony. Na jednym z nich stoi wspomniany Zamek św. Jerzego. Jego historia sięga czasów Maurów, ale pierwsze fortyfikacje powstały tu za czasów rzymskich. Widoki stamtąd muszą być wspaniałe!





Jednak nie wspinamy się na wzgórze, brak czasu i siły, postanawiamy więc zapełnić puste żołądki portugalskimi przysmakami. Z trudem znajdujemy stolik w restauracji przy Rua Augusta i zamawiamy miejscowe specjały. Każda inne, by spróbować wielu, czyli grillowane sardynki, makaron z owocami morza, dorsz smażony oraz bacalhau (bakalu). Mojemu podniebieniu najbardziej przypadła do smaku ostatnia potrawa, czyli zapiekanka z dorszem i ziemniakami. To jedno z dań z dorsza, których Portugalia ma podobno 365, na każdy dzień roku. Mnie bardzo smakowało!







I tak smakowicie zakończyła się wizyta w Lizbonie, portugalskiej stolicy, której chyba powinnam dać jeszcze szansę. Na koniec wpisów o tym pięknym kraju zabiorę Was jeszcze do fantastycznie położonego nad Oceanem Atlantyckim São Pedro de Moel, w którym mieliśmy jedną z baz wypadowych.


21 komentarzy:

  1. Ale pięknie opisałaś Lizbonę Ula😊 Czuć zarówno klimat tych wąskich uliczek Alfamy, jak i ten smutek, że takie miejsca powoli tracą swoją autentyczność. Te azulejos, żółty tramwaj i widoki z góry mają w sobie coś magicznego ❤️ Pamiętam jak i my gubilosmy sie w w tych uliczkach. No i zgłodniałam po opisie portugalskich specjałów 😄 Portugalia zdecydowanie ma klimat.. pozdrawiam serdecznie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Portugalia to piękny kraj, ma niezwykłą historię i mnóstwo zabytków. Pewnie jeszcze tam kiedyś zajrzę.
      Pozdrawiam Aniu:)))

      Usuń
  2. Z przyjemnością przypomniałam sobie dzięki opisowi i zdjęciom własne wrażenia z Lizbony, mieszkałam niedaleko placu Rossio, ulicą Augusta przechodziłam codziennie po kilka razy. Byłam jedenaście lat temu, a zatem nie miałam obaw w podróżowaniu tramwajem, n o może jedynie mocno ostrzegano przed kradzieżami w zatłoczonym tramwaju, więc wsiadałam tylko wówczas, kiedy widziałam, że zdołam usiąść. Lizbona wbrew moim obawom podobała mi się, choć z portugalskich miast nie znam innych, poza Sintrą i to głównie z powodu Pałacu Pena i najdalej wysuniętego na zachód przylądka (zdecydowanie najlepsze wrażenie z pobytu w Portugalii- widok na ocean). Podobało mi się słońce odbijające się w murach, jasność, powiew oceanu, czy w Lizbonie Tagu, klimat Alfamy, te wszystkie jakże liczne punkty widokowe, a chyba najładniejszy widok z dziedzińca zamku Św. Jerzego, ale może pamięć mnie zawodzi, może to był inny punkt. Ach może ten z dachu którejś ze świątyń :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam niedosyt punktów widokowych, bo zabrakło czasu. A tam czasu potrzeba wiele, bo mnóstwo zabytków i wspaniałych zakamarków. Może uda się wrócić:)))

      Usuń
  3. Wspaniała wycieczka, troche smutna, bo faktycznie klimat tego miasta jest niesamowity, te mozajki, zdobienia, aż żal , że to znika w oczach. Za to Lizbona, pełen przepych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze tak i czas powstrzymać demolkę, bo miasto straci klimat:)))

      Usuń
  4. Uleńko, chodziliśmy podobną trasą, choć nam udało się jeszcze dotrzeć do wieży Belem, Pomnika Odkrywców, wjechać windą Santa Justa, by obejrzeć panoramę Lizbony z labiryntem wąskich uliczek oraz kaskadą czerwonych dachów opadających w kierunku rzeki Tag. Ponadto moim (spełnionym) marzeniem okazała się przejażdżka żółtym, zabytkowym tramwajem. Zdecydowaliśmy się na linię 12, która kursuje zgodnie z ruchem wskazówek zegara, po jednokierunkowej pętli obejmującej dzielnice Baixa i Alfama, rozpoczynając i kończąc kurs na Praça da Figueira (Plac Figowca).
    Ze smakołyków zdecydowaliśmy się na kulinarną wizytówkę Lizbony, czyli Pastéis de Belém w zabytkowej cukierni pod tą samą nazwą. Te rozpływające się w ustach okrągłe babeczki z ciasta francuskiego, wypełnione masą budyniową i posypane cukrem pudrem oraz cynamonem są już dość powszechnie znane.
    Wybacz, że tak się rozpisałam, ale na mnie Lizbona wywarła wielkie i bardzo dobre wrażenie ;-)
    Pozdrawiam najserdeczniej i życzę Ci udanego tygodnia...
    Anita

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że masz tak wspaniałe wspomnienia. Moje niezbyt przyjemne powoli się zacierają, bo mimo wszystko to niezwykłe miasto.
      Przesyłam nieco bryzy z Dźwirzyna:)))

      Usuń
  5. Mnie Alfama zauroczyła dużo bardziej niż dolne miasto, dużo nowocześniejsze i zdecydowanie mniej klimatyczne. Jak już wspomniałam przy okazji poprzedniego portugalskiego wpisu, nie pamiętam jakiegoś wielkiego tłoku w Lizbonie ale możliwe, że moja uwaga była skoncentrowana na cieszeniu i zachwycaniu się i te tłumy najzwyczajniej w świecie wyparłam ze świadomości. Zresztą sama byłam częścią tego tłumu 😀. Jedynym środkiem lokomocji z jakiego korzystaliśmy w Lizbonie był tramwaj 28, którym zrobiliśmy pełną pętlę chowając się przed deszczem ale domyślam się, że przejazd tymi wąskimi, często pewnie zakorkowanymi uliczkami, nie należy do najszybszych i można stracić dużo czasu, tak cennego na urlopie. Po tym deszczu zaliczyłam spektakularny upadek na mokrym lizbońskim chodniku a upadając myślałam tylko o tym, żeby ratować trzymany w ręku aparat i upadłam jak długa ale rękę z aparatem trzymałam wysoko w górze 😀.
    Cudownego pobytu nad morzem, wróć opalona, wypoczęta i szczęśliwa. A ja zmykam czytać moje portugalskie wpisy, natchnęłaś mnie 😀.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miałaś Monia dodatkowe atrakcje, jakby było mało tych, które są w Lizbonie. Dzięki za życzenia. Jest piękna pogoda, choć wiatr układa fryzury po swojemu. Ale oddycham pełną piersią.
      Przysyła Ci nieco bryzy. Pa:)))

      Usuń
  6. Piękna i poruszająca relacja. Cytat z fado idealnie oddaje ten bolesny dualizm. Z jednej strony zachwyt nad architekturą, a z drugiej smutek, że komercjalizacja zabiera Alfamie jej duszę. Dobrze jednak, że mimo pośpiechu i korków udało Wam się dostrzec te resztki dawnego klimatu i zjeść pyszną zapiekankę z dorsza:-(
    Dziękuję za wyróżnienie i pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za kolejne ciekawe i trafne przemyślenia. Pewnie znów je przytoczę.
      Pozdrawiam wypoczynkowo z Dźwirzyna:)))

      Usuń
    2. Dziękuję i będzie mi bardzo miło:-) Pięknego wypoczynku! Ja na razie wspominam Pragę...

      P.S. ta buźka przy zapiekance z dorsza miała uśmiechnięta :-), ale palec trafił obok;-)

      Usuń
  7. Cztery doby mieszkaliśmy w Alfamie tuz przy katedrze...
    Na Zamek św. Jerzego nie doszłam niestety ale dzieci i wnuki doszły
    I Alfama i Baixa przepiękne...
    No i wspaniały ten most nad Tagiem który prowadzi do figury Chrystusa...
    Przyjemnie z Tobą wspominać Lizbonę Urszulko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że to takie miłe wspomnienia:)))

      Usuń
  8. Te wąskie uliczki biegnące pod górę chyba najbardziej oddziałują na moją wyobraźnię. Może i ja kiedyś postawię tam swoją stopę.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze pozostało w nim trochę klimatu. Nie wiadomo jednak jak długo.
      Pozdrawiam z Dźwirzyna:)))

      Usuń
  9. Usiu! przepiękna jest Twoja relacja i zdjęcia. Alfama pełna jest autentycznego uroku. Na każdym kroku przesiąknięta jest historią. Mnie ta najstarsza dzielnica Lizbony oczarowała. Labirynt wąskich uliczek, zaułków i schodów, to idealne miejsce, aby się zgubić i odkryć ukryte perełki, takie jak tradycyjne bary fado, małe place i lokalne sklepy z rękodziełem. Odwiedziłam Zamek św. Jerzego i podziwiałam panoramę miasta. Pobliska Katedra Lizbońska, czyli Sé, jest odwiedzenia ze względu na piękną gotycką architekturę.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Alfama ma jeszcze wiele dawnego uroku. Jeszcze można się nią zachwycać. Oby jak najdłużej.
      Pozdrawiam cię Lusia:)))

      Usuń
  10. Nie byłam w środku w katedrze i teraz żałuję, bo widzę po zdjęciach, że by mi się tam spodobało.
    Z jednej strony fajnie, że świat jest tak dostępny i że z taką łatwością możemy podróżować, ale z drugiej strony tak szybko rozwijająca się turystyka nie jest dobra dla tych cennych historycznie i kulturowo miejsc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. Coś mija bezpowrotnie, ale pojawia się nowe. I trzeba się do niego dostosować lub nie podróżować, co nie wchodzi w grę w moim przypadku. Powiedziałam sobie, że nigdy do Lizbony nie wrócę, ale teraz wiem, że gdyby była okazja to dam miastu kolejną szansę, ale bez przejazdu tramwajem. A może jednak...

      Usuń

Jeśli nie jesteś zarejestrowanym użytkownikiem komentuj jako użytkownik anonimowy. Możesz wtedy dodać swój podpis i wszystko OK. Dziękuję też wszystkim komentującym za odwiedzenie mojego boga:)