08 maja, 2026

Klasztor Hieronimitów w Lizbonie. Portugalia.

 

Z ubiegłorocznego październikowego wyjazdu na Półwysep Iberyjski, to portugalska stolica najmniej przypadła mi do gustu. To niezwykle popularne miasto, wychwalane i bardzo często opisywane w superlatywach. Spodziewałam się więc przyjemnego zwiedzania, bo miasto ma odległą i fantastyczną historię,  szczególnie tę związaną z odkryciami geograficznymi, jest wspaniale położone, a widoki z lizbońskich wzgórz powalają.






Ale cóż – tak myślało też mnóstwo innych zwiedzających (rocznie odwiedza je 8 mln turystów!), którzy uznali początek października, czyli koniec tutejszego upalnego lata,  za najlepszy czas do odwiedzin Lizbony. Podczas dojazdu widzieliśmy w porcie dwa wycieczkowce, co nie zapowiadało niczego dobrego, a co się później potwierdziło. Choć nie tylko nadmierne tłumy wpłynęły na takie rozczarowujące postrzeganie stolicy.

Miasto jest w wielu miejscach zaniedbane, chaotyczne i niemiłosiernie zakorkowane. I mam wrażenie, że mijają bezpowrotnie najlepsze dla Lizbony czasy. Niekontrolowane tłumy turystów i brak operatywności władz powodują, że powoli umiera ten wspaniały duch dawnych odkrywców świata i dawnych budowniczych stolicy.  Ale to nie tak, że wszędzie jest na nie!

Lizbona ma mnóstwo wspaniałych i ikonicznych miejsc, a jednym z nich jest Klasztor Hieronimitów w dzielnicy Belém. Choć właściwie powinnam zacząć od innej ikony miasta – wieży Belém stojącej po przeciwnej stronie drogi, nad rzeką Tag. Ta XVI-wieczna wizytówka miasta miała uzupełniać system obrony miasta od strony Oceanu Atlantyckiego.  Zbudowana w ozdobnym stylu manuelińskim (pisałam o nim TUTAJ), oczywiście na polecenia króla Manuela I, jest jednym z najpiękniejszych i najpopularniejszych zabytków w kraju. Niestety, w czasie naszych odwiedzin była obłożona rusztowaniami. Wielka szkoda i pierwsze rozczarowanie, choć wiem, że takie zabytkowe obiekty trzeba dopieszczać.



Źródło.


Ale obejrzeliśmy monumentalny Pomnik Odkrywców stojący kilka kroków dalej. Odsłonięto go w pięćsetną rocznicę śmierci księcia Henryka Żeglarza (więcej o nim tutaj), ma kształt karaweli i 52 metry wysokości. W połowie jego wysokości umieszczono wybitne postaci związane z czasem wielkich odkryć geograficznych: żeglarzy, naukowców, misjonarzy, królów i książąt. Oprócz księcia Henryka są tu m.in. Vasco da Gama, Ferdynand Magellan, Bartolomeu Dias. Przed pomnikiem położono marmurową posadzkę przedstawiającą trasy portugalskich podróżników. Niestety, zdjęć nie ma, wszystkie wyszły z nogami turystów.






Podziemnym przejściem dochodzimy teraz pod Klasztor Hieronimitów, kolejną perełkę XVI-wiecznego stylu manuelińskiego. Jego widok zachwyca z daleka, jest ogromny i bogato zdobiony. Od samego początku ma on dla Portugalczyków symboliczne znaczenie ze względu na siłę zakonu, intelektualną twórczość mnichów, jego ścisłe związki w rodziną królewską, nierozerwalny związek z odkryciami geograficznymi, na co wskazuje nawet jego położenie przy wejściu do portu. Ten oparty na regule św. Augustyna klasztor był zakonem kontemplacyjnym o wysokim poziomie kultury i humanistycznym zacięciu, o czym świadczą  bogate biblioteki klasztorne. Jego oprawa musiała więc być godna wysokiego statusu klasztoru i rodziny królewskiej.

Prace budowlane trwały cały XVI wiek, a król Manuel I przeznaczał na nie mnóstwo pieniędzy, m.in. znaczną część podatku pieprzowego z handlu z Afryką i Wschodem (równowartość 70 kg złota rocznie). I do dziś prezentuje dumnie dawną potęgę Portugalii trwając w niezmienionym wyglądzie. Prawie nienaruszony przetrwał potężne trzęsienie ziemi w połowie XVIII wieku, a prace renowacyjne prowadzono zawsze tak, by zachować jego oryginalną strukturę.




Całość klasztoru wyróżnia się rozległą fasadą o długości ponad trzystu metrów zbudowaną z jasnego lokalnego wapienia. Po prawej jest kościół, po lewej budynki klasztorne usytuowane wokół koronkowych, misternie rzeźbionych dwupiętrowych krużganków, będącymi arcydziełem sztuki manuelińskiej. Długą kolejkę oczekujących widzimy już z daleka. Ustawiamy się i my. Czekamy GODZINĘ W PEŁNYM SŁOŃCU (grubo powyżej 20 stopni) na wejście do świątyni. „Dzięki temu” mamy mniej czasu na kolejne atrakcje miasta.






Ale nie ma tego złego, bowiem możemy dokładnie obejrzeć fantastyczne detale świątyni, w tym pełen przepychu Portal Południowy, usytuowany równolegle do rzeki.  Główną postacią jest tu patronka kościoła i klasztoru Matka Boska z Dzieciątkiem trzymająca w ręku naczynie z darami od Trzech Króli. Po jej bokach jest wiele posągów przedstawiających apostołów, proroków i świętych. Na tympanonie są sceny z życia św. Hieronima. Nad tympanonem jest herb Portugalii, a na samej górze wizerunek Archanioła Świętego Michała. Między drzwiami znajduje się posąg księcia Henryka Żeglarza.




Po godzinie głównym wejściem – Bramą Południową, tą mniejszą i mniej ozdobną, wchodzimy do świątyni. Zwracamy jeszcze uwagę na grupy rzeźb przedstawiające sceny z narodzin Chrystusa znajdujące się w niszy nad portalem oraz na posągi króla Manuela I i jego żony Marii po obu stronach portalu.





Wewnątrz widzimy ogromną przestrzeń i trzy nawy jednakowej wysokości. Połączone są one pięknym sklepieniem żebrowym wspartym tylko na sześciu bogato zdobionych filarach przez co wnętrze jest dobrze doświetlone. To najdoskonalsza realizacja średniowieczna pokazująca największą rozpiętość sklepienia przy jak najmniejsze liczbie podpór. I wykonanie takie, że przetrwało do dziś!






Wpadające przez witrażowe okna światło ozdabia kamienne, surowe wnętrze kolorowymi refleksami.  W kościele znajdziemy grobowce Vasco da Gamy oraz królów i ich potomków. To kolejny Panteon Narodowy, po tym w Coimbrze.





Na jednej ze ścian zauważamy wiele drzwi, prowadzą one do osobnych pomieszczeń, którymi są konfesjonały. Otwarta przestrzeń kościoła mieści całą królewską symbolikę, a bogactwo ornamentów osiąga tu swój szczyt. Jest jeden wyjątek od tej manuelińskiej ozdobności – Kaplica Główna. Wprowadzono tu sztukę manieryzmu kontrastującą z resztą, w niej również spoczywają królowie i królowe.





Aby zwiedzić dalszą część klasztoru, czyli wspomniane przebogato zdobione krużganki (podobne nieco do tych z klasztoru w Batalha, tylko tutaj są dwa piętra) i refektarz przepięknie zdobiony płytkami azulejos, a także muzea znajdujące się w dawnych klasztornych budynkach trzeba ustawić się w kolejnej, równie długiej kolejce. Odpuściliśmy.


Źródło.


Potem mieliśmy w planach udać się na coś słodkiego i pysznego. Jeśli o Portugalii mowa, to chodzi tu o przysmak narodowy, czyli pasteis de nata. To tarta-babeczka wypełniona bardzo słodkim budyniem jajecznym. Niedaleko klasztoru znajduje się najstarsza i najsłynniejsza cukiernia w Lizbonie Pastéis de Belém działająca nieprzerwanie od 1837 roku i nieprzerwanie wypiekająca te pyszności. To w tutejszym klasztorze, narodziła się ich oryginalna i sekretna receptura. I pewnie byśmy nie zdążyli, ale w międzyczasie naszego zwiedzania, nasza rewelacyjna pilotka Karolina, dostarczyła nam je do autokaru, jeszcze ciepłe! To nie to samo, co delektowanie się tym przysmakiem przy filiżance kawy i z widokami na ładne tutaj widoki, ale dobre i to. Te były przepyszne, ale jedno ciasteczko zdecydowanie wystarczy!

Zostawiamy już ten klejnot architektury manuelińskiej i miejsce bardzo znaczące dla wszystkich Portugalczyków i udajemy się do najstarszej części miasta. Dzieli nas od niej osiem kilometrów, ale jedziemy kolejną godzinę. Jak więc widzicie, Lizbony nie można zwiedzić w jeden dzień, ale cieszę się ostatecznie, że tam byłam, a o innych atrakcjach miasta w innym wpisie. 



27 komentarzy:

  1. Popularność zabytków ma to do siebie, że przyciąga tłumy i utrudnia zwiedzanie. Spisałaś się dzielnie zważywszy na wysoką temperaturę. Klasztor ze swoim południowym portalem wygląda imponująco pod bezchmurnym niebem, Ty także na tle Pomnika Odkrywców.
    Pozdrawiam ciepło, w dobrym nastroju mimo kiepskiej dzisiaj pogody :)
    Mój nowy post nie publikuje się na liście blogów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te tłumy są tam bardzo dzikie. Bardzo mnie wkurzały, pomimo tego, że jestem do nich raczej przyzwyczajona. Chyba wysoka temperatura miała na mnie zły wpływ i wyzwalała złość. Ale klasztor trzeba zobaczyć. Jest wspaniały:)))

      Usuń
    2. Z wpisem wszystko ok:))

      Usuń
    3. Ula czasami trzeba dać upust złości i ją gdzieś wyładować :)
      Lizbona leżała w moich zamysłach w czasach pandemii, teraz jakoś wypada z moich planów. Ale kto wie?
      Przez dwa dni próbowałam opublikować ostatni mój post tak, żeby znalazł się na liście blogów. Internet tutaj jest bardzo słaby.
      Uściski :)

      Usuń
    4. Jeśli się tam wybierzesz, to raczej w czasie zimowym. Może wtedy będzie można miasto zwiedzić na spokojnie:)))

      Usuń
  2. Usiu! Uważam, że Lizbona wciąż jest pięknym i fascynującym miejscem wartym odwiedzenia, ale wprost niewyobrażalna ilość turystów (na Twoim zdjęciu) z pewnością wpływa na ogólny klimat. Domyślam się, że zabytkowe żółte tramwaje, takie jak tramwaj nr 28, który kursuje przez popularne dzielnice, takie jak Alfama, Baixa i Estrela, są często pełne turystów i utrudniają mieszkańcom dojazd do pracy. Rozumiem, że zwiedzanie w takim tłumie całkowicie zniechęca.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę jeszcze o tym, żółte tramwaje też będą!

      Usuń
  3. Dziękuję Ci za tak szczerą opinię o Lizbonie. Zazwyczaj toną one w zachwytach, a przecież tłumy i logistyka potrafią skutecznie odebrać radość ze zwiedzania. Klasztor Hieronimitów na Twoich zdjęciach wygląda jednak obłędnie, te detale manuelińskie robią niesamowite wrażenie, zdjęcia wnętrza klasztoru i Portalu Południowego zapierają dech w piersiach. Dobrze wiedzieć, że warto uzbroić się w cierpliwość- i filtr przeciwsłoneczny- przed wejściem;-)
    To smutne, że miasta o tak bogatej historii stają się zakładnikami własnej popularności.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonała puenta. Tak właśnie jest... albo źle trafiliśmy z terminem. Ja nie lubię długiej ekspozycji na słońce, więc posiłkowałam się parasolem. Ale w sumie cieszę się, że tam byłam i chyba chcę wrócić.
      Pięknego tygodnia:)))

      Usuń
  4. Lizbona jeszcze przede mna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie zimową porą będzie przyjemniej, bo mniej tłumów:)))

      Usuń
  5. Kolejka do zwiedzania klasztoru przypomniała mi tą w której stałem do Meteorów, ale było warto. Po zdjęciach widzę, że również ten klasztor wart jest poświęcenia, ale czasem frustracja jest większa niż radość ze zwiedzania. Przepiękna budowla, którą też chciałbym zobaczyć. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Frustracja minęła we wnętrzach klasztoru, ale potem pojawiły się kolejne. To był jeden z mniej przyjemnych dni podczas moich wyjazdów w ogóle. A marudna raczej nie jestem i staram się zawsze skupić na tym dobrym. Cóż, kto nie podróżuje, ten nie ma takich dylematów. Ja wolę je mieć.
      Pozdrawiam majowo:)))

      Usuń
    2. Potwierdzam, Ula nie marudzi ani nie narzeka a energii i chęci do przeżywania przygód ma nawet więcej niż ja!

      Usuń
    3. Dzięki, Monia. Wiesz, jak mnie pocieszyć:)))

      Usuń
  6. Mnie się w Lizbonie podobało chociaż i tak bardziej lubię Porto. Tłumów jakoś nie pamiętam a byliśmy w majówkę, nie pamiętam też korków ale to pewnie przez to, że wszędzie chodziliśmy na nogach, pomijając podróż żółtym tramwajem nr 28, a jechaliśmy dwa razy.
    Pasteis de nata lub pasteis de belem lubię średnio i tak jak Tobie jedno mi wystarczy. Próbowaliśmy zdobyć stolik w Pasteis de Belem ale tłok był nieziemski zatem kupiliśmy sobie na wynos i zjedliśmy w kawiarni niedaleko 🙂. Jedząc je dostaliśmy wiadomość od linii lotniczych że nam anulują lot a najbliższy zdobyliśmy na dwa dni później. Wasza pilotka była bardzo pomysłowa i miła robiąc Wam taką fajną słodką niespodziankę.
    Myślę, że jeśli chodzi o Lizbonę to będzie się podobać jeśli da się jej czas bo jak wiele dużych miast najfajniejsza i najciekawsza jest poza utartym szlakiem.
    Buziaki Uleńka, spędzaj miło majowe dni.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak myślę. Inny termin i więcej czasu, szczególnie na punkty widokowe, bo tramwaj po ostatnim wypadku jakoś do mnie nie przemawia.
      Na razie mam inne plany. Bardzo miłe. Całusy dla Was:)))

      Usuń
  7. Ależ mnie zadziwiła ta kolejka do Klasztoru, byłam w 2015 r. i może stałam chwilkę, ale nawet tego nie pamiętam. Tak, to były zdecydowanie inne czasy (przedcovidowe). Ja ten wzrost zainteresowania turystyką widzę właśnie od 2022 r., kiedy już wolno było podróżować bez ograniczeń, a do wszelkich muzeów i części świątyń ustawiały się ogromne kolejki. Miałam to szczęście, że choć gości było sporo, to w porównaniu z dzisiejszymi tłumami i tak niewiele. Właśnie dlatego zdecydowanie częściej odwiedzam mniejsze miejscowości, choć oczywiście i te duże metropolie kuszą (mają często tak duże bogactwo architektury i sztuki, że szkoda byłoby pominąć). Co do kuchni portugalskiej to zdecydowanie się na niej nie poznałam, nie smakowały mi ani słynne ciasteczka (kupowane w tej samej cukierence), ani potrawy z dorszem. Za to wyjątkowo jak na mnie (nie lubię słodkich alkoholi) lekko wciągało mi się porto :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, ostatnie lata, to ogromny boom turystyczny. Jakby wszyscy chcieli zobaczyć jak najszybciej świat i jego najciekawsze miejsca. Nie można więc delektować się tym, ci się zwiedza, bo jeden drugiemu depcze po piętach. Kuchnię portugalską jednak popróbowałam, o czym jeszcze napiszę. Porto jest pyszne...

      Usuń
  8. Podzielam Twoją zdanie na temat Lizbony; mnie również to miasto nie zachwyciło. Portugalia jest przepięknym krajem i naprawdę ma wiele ładniejszych miast niż Lizbona, chociażby Porto, czy nawet Coimbra. Lizbona jest zbyt zatłoczona. Ja byłam tam pod koniec listopada i również zwiedzający byli wszędzie, zdjęć bez ludzi nie dało się zrobić nigdzie. Ciągle się denerwowałam, że ktoś mnie potrąca, no koszmar po prostu. Przyznaję jednak, że da się uciec od tłumów i znaleźć miejsca spokojniejsze. O dziwo, właśnie ta najstarsza dzielnica Alfama okazała się całkiem przyjemnym miejscem.
    Ściskam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Alfamie jest jeszcze klimat, ale zaczyna nieco przygasać. Tam też było tłoczno...

      Usuń
  9. A to mnie zaskoczyłaś pierwszym zdaniem, bo wciąż czytam peany na cześć Lizbony (nigdy nie byłam). Ale architektura i detale są wspaniałe. Mimo tłumów zobaczyłaś historyczne miasto z jego zabytkami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczyłam bardzo niewiele. Nie szło w ciągu jednego dnia zobaczyć więcej ze względu na tłumy, dlatego mam ogromny niedosyt, bo jest tu wiele pięknych miejsc:)))

      Usuń
  10. Pięknie opisałaś swoje wrażenia Ula😊 I aż czuć ten zachwyt klasztorem, mimo całego chaosu wokół Lizbony. Te detale manuelińskie robią niesamowite wrażenie nawet na zdjęciach! Szkoda tylko tych tłumów i kolejek, bo potrafią trochę odebrać magię miejsca. Ale pasteis de nata wynagrodziły chyba choć trochę wszystkie niedogodności 😄 Portugalia ma w sobie coś wyjątkowego, nawet jeśli czasem pokazuje też mniej idealne oblicze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To piękny kraj, z fascynującą historią i architekturą. No i położenie ma ciekawe. A widoki równie zachwycające 😍

      Usuń
  11. Może pamiętasz Urszulko że i ja z całą familią byłam parę lat temu w Lizbonie. Ale było to w styczniu i wtedy tak wielu turystów nie było. Przewedrowalismy Lizbonę przez kilka dni... tzn jej najwspanialszą część no i jeździliśmy słynnym tramwajem po wąziutkich uliczkach. Dla mnie Lizbona jest pięknym miastem... ale rozumiem że tłumy ludzi wszystko mogą zepsuć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłumy i brak chęci jazdy tramwajem, bo wiadomo, że nie zawsze są bezpieczne:)))

      Usuń

Jeśli nie jesteś zarejestrowanym użytkownikiem komentuj jako użytkownik anonimowy. Możesz wtedy dodać swój podpis i wszystko OK. Dziękuję też wszystkim komentującym za odwiedzenie mojego boga:)