Poprzednim
wpisem zakończyłam podróż po Hiszpanii, ale nie po Półwyspie
Iberyjskim, bowiem podczas ubiegłorocznego październikowego wyjazdu zwiedziliśmy
również kilka fajnych miejsc w Portugalii, kraju równie ciekawego i
pięknego, smaganego wodami Oceanu Atlantyckiego. A zachody słońca są tu
bajeczne!
![]() |
| SAO PEDRO DE MOEL - MIEJSCE NASZEGO NOCLEGU. |
![]() |
| PRZYLĄDEK CABO DA ROCA. |
![]() |
| SAO PEDRO DE MOEL. |
Zaczynam
od miejscowości Batalha (czyt. Batalia) leżącej na zachodzie
kraju, w pobliżu Sanktuarium w Fatimie, bo właśnie w tych okolicach
narodziła się wolna Portugalia, a w Batalha znajduje się wspaniały klasztor
Matki Boskiej Zwycięskiej (Convento de Santa Maria da Vitoria), który jest
wotum za zwycięstwo odniesione przez Portugalczyków w bitwie z Hiszpanami. A Batalha
po portugalsku znaczy po prostu bitwa.
Król
portugalski Jan I Wielki, wraz z armią, której naczelnym wodzem był Nuno
Alvares Pereira, pokonali liczniejszą armię Jana I Kastylijskiego.
Bitwa miała miejsce 14 sierpnia 1385 roku w pobliżu miejscowości Aljubarrota
(kilkanaście kilometrów dalej) i faktycznie od tego zwycięstwa zaczyna się
niepodległość kraju. Do dziś jest to najważniejsza bitwa dla Portugalczyków,
jak dla nas zwycięstwo z Krzyżakami pod Grunwaldem.
Budowę
klasztoru w Batalha, rozpoczął król Jan I w podzięce za
zwycięstwo jeszcze w 1385 roku i trwała ona prawie 150 lat, a kolejni władcy
odciskali na jego wyglądzie swoje ślady dobudowując kolejne budynki lub
przebudowując istniejące. Każdy wnosił to, co było najpiękniejsze, by pokazać
królewską potęgę, stąd dziś jest to jeden z najwspanialszych przykładów
architektury gotyku promienistego i rodzimego stylu manuelińskiego.
Zapoczątkowali tym samym nową epokę architektoniczną w historii Portugalii, a klasztor
w Batalha jest uważany za wzorcowy przykład połączenia tych dwóch stylów,
stąd wpisany został na listę UNESCO. W
kolejnych latach wokół niego rozbudowało się miasto.
Dodam jeszcze, że styl manueliński rozwinął się w Portugalii w dobie późnego gotyku za panowania króla Manuela I Szczęśliwego (stąd nazwa) i wyróżnia się wspaniałymi zdobieniami i dekoracjami, trochę jak hiszpański mudejar. Tylko te rzeźby mają elementy orientalne, motywy kwiatowe oraz marynistyczne związane z odkryciami geograficznymi (liny, łańcuchy, węzły, instrumenty nawigacyjne, muszle, koralowce, ślimaki, sieci, kotwice). W stylu tym wzniesiono najpiękniejsze portugalskie zabytki.
Klasztor
zbudowano z lokalnego, żółtego kamienia, który z zewnątrz pokrył się wiekową
patyną, ale jego misterny wygląd zachwyca już z daleka. Opiekowali się nim
dominikanie aż do 1834 roku, kiedy zlikwidowano zakony religijne. Nie wszystkie
budynki klasztorne się zachowały, niektóre zniszczyło trzęsienie ziemi, inne
spalili żołnierze Napoleona w latach
1808-1810 i nigdy ich nie odbudowano, ale to co pozostało jest wręcz
zachwycające.
Mijamy
pomnik konny Nuno Alvaresa Pereiry, obrońcy i bohatera narodowego,
obchodzimy wokół ozdobne mury świątyni i wchodzimy do środka. Zwiedzanie jest
biletowane, a bilety warto wykupić wcześniej, bowiem jest to niezwykle
popularne miejsce. Razem z nami klasztor zwiedzało wiele zagranicznych grup.
Jeśli zewnętrzna architektura zachwyca, to wnętrza wprost zapierają dech! Najpierw kościół, który jest monumentalną trójnawową bazyliką, potem Kaplica Fundatora, Krużganek Królewski, Kapitularz, Stary Refektarz, Krużganek Alfonsa V i niedokończone Kaplice Grobowe, czyli wiele obiektów, więc zwiedzanie zajmuje około dwóch godzin.
Bazylika jest ogromna, ma 80 metrów długości, 30 metrów wysokości i jest jednym z największych gotyckich kościołów w Portugalii. Gotyk promienisty, który tu podziwiamy charakteryzuje się tym, że świątynia jest przejrzysta, bowiem styl ten redukuje ilość ścian na rzecz jak najlepszego doświetlenia kościoła. Okna są więc duże, z kolorowymi witrażami, które „malują” wnętrza. Ozdobą jest także ażurowa dekoracja architektoniczna.
Do
kościoła przylega Kaplica Fundatora, którą ufundował Jan I. Spoczywa w
niej więc król, jego żona Filipa Lancaster oraz ich potomkowie, między innymi syn – książę
Henryk Żeglarz, który żeglarzem nie był, ale jest uważany za twórcę
portugalskiego imperium kolonialnego. Wyprawy przez niego sponsorowane i
nadzorowane przyniosły imponujące rezultaty w dotarciu do szlaków handlu złotem.
Jasne i oświetlone kolorowymi refleksami wpadających promieni słonecznych
wnętrze jest imponujące, a zdobienia wykonano z mistrzowską precyzją, co czyni
je perłą średniowiecznej kamieniarki.
Dalej
jest jeszcze piękniej, bowiem wędrujemy Krużgankiem Królewskim Jana I,
który jest jednym z najczęściej fotografowanych miejsc w kraju. Ma on misternie
rzeźbione górne części łuków między ozdobnymi kolumienkami wypełniającymi
otwory okienne. To tzw. manswerki o skomplikowanych i różnorodnych wzorach. Te
ozdobne krużganki okalają główny dziedziniec. Trudno przestać fotografować jego
detale i wzory. Na jednym z końców znajduje się rytualny basen, w którym
obmywano ręce przed wejściem do refektarza.
Z
krużganków wchodzimy do Kapitularza, który zbudowano w XV wieku.
Znajduje się tu Grób Nieznanego Żołnierza upamiętniający portugalskich
żołnierzy poległych w czasie pierwszej wojny światowej, a żołnierze pełnią przy
nim wartę.
Z drugiej strony do krużganków przylega Stary Refektarz, w którym mieści się Muzeum Wojskowe. Są tu mundury, odznaczenia, uzbrojenie i dokumenty z czasów pierwszej wojny oraz wojen kolonialnych.
Idąc
dalej wchodzimy do kolejnego ciekawego miejsca, którym są także krużganki. Te
są dobudowane później za panowania Alfonsa V i tak je nazwano – Krużgankami
Alfonsa V. Ich styl jest prosty, wręcz surowy, więc mocno kontrastują z
poprzednimi. Ale ciekawe są dlatego, że są piętrowe i to jedne z pierwszych takich
budowli w Portugalii. W przyległych budynkach zlokalizowano pomieszczenia
magazynowe, a na piętrze dormitoria, szpital, archiwum i bibliotekę. Dziś
mieści się w nich muzeum klasztoru.
Do
klasztoru przylegają także Niedokończone Kaplice, zwane Panteonem Edwarda I.
Ich budowę rozpoczął król w 1434 roku i miały być one miejscem pochówku jego
oraz kolejnych portugalskich królów. Jednak z niewiadomej przyczyny sto lat
później porzucono prace budowlane i do dziś są one niedokończone. Dziś to
wielka rotunda pozbawiona niektórych ścian i dachu, ale zabezpieczono ją w XX
wieku i spełniono marzenie króla. Spoczął w nich wraz ze swoją małżonką.
Jeszcze
raz obchodzimy klasztor, jemy szybki obiad w jednej z knajpek znajdujących się
obok, korzystamy z bezpłatnej toalety, rzucamy okiem z westchnieniem i
zachwytem na wyłaniającą się zza drzew sylwetkę świątyni i jedziemy dalej.
Czeka na nas bowiem sto kilometrów trasy i pierwsza portugalska stolica – Coimbra.





































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli nie jesteś zarejestrowanym użytkownikiem komentuj jako użytkownik anonimowy. Możesz wtedy dodać swój podpis i wszystko OK. Dziękuję też wszystkim komentującym za odwiedzenie mojego boga:)