Dziś zabieram Was do miejsca, które jest ogromną dumą Albańczyków
– do Kruji. To nieduże miasteczko robi wrażenie już z daleka, leży
bowiem na zboczu góry, na wysokości prawie 600 metrów i to jego ciekawa
zabudowa widoczna ze znacznej odległości właśnie tu przyciąga. Ale nie tylko to!
Miasto ma swoją odległą i bogatą przeszłość historyczną, choćby tę związaną z bohaterem
narodowym – Skanderbegiem, który właśnie tu się urodził i
mieszkał, w cytadeli, której bronił skutecznie przed Turkami i z której,
niestety, zostały dziś tylko ruiny. Ale to już sprawka trzęsienia ziemi. No i dla mnie ogromny atut tego miejsca –
przecudne widoki na miasto, góry i rozległą, pofałdowaną okolicę.
Nazwa miasta – Kruja pochodzi od słowa źródło
i zostało zbudowane już przed naszą erą przez Ilirów. W XII i XIII wieku
była tu stolica chrześcijańskiego królestwa Arbërii, czyli dzisiejszych
Albańczyków. Pod koniec XIV wieku tereny
te opanowało imperium otomańskie wprowadzając tu własne rządy i religię. I
teraz na scenę wkracza Jerzy Kastrioti (1405-1468), późniejszy Skënderbeu,
który wtedy był chłopcem. Mieszkał razem ze swym licznym rodzeństwem (czterech
chłopców i pięć dziewczynek) w tutejszym zamku swego ojca – księcia Północnej
Arbërii i razem ze swymi braćmi został wzięty jako zakładnik przez sułtana jako
odwet za wojny, które z Turkami prowadził jego ojciec. I tak na terenie Turcji
uczył się sztuki wojennej i wychowania w duchu osmańskim, razem z synami innych
podbitych władców. Jako dorosły wyróżniał się w walkach, był doskonałym dowódcą
i strategiem w wojnach prowadzonych dla Sułtana, który mianował go nawet
starszym generałem. Ale okazało się, że Jerzy tylko czekał na stosowną chwilę,
aby do ojczyzny powrócić i walczyć o jej wolność. I tak się stało w 1443 roku,
kiedy to odłączył się z albańskimi kompanami walczącymi w armii tureckiej,
wrócił do Kruji, odbił ją Turkom i uczynił swoją siedzibą. Zawiesił na niej
czerwoną flagę z czarnym dwugłowym orłem, która do dziś jest albańską flagą
narodową. Dziś też tu powiewa. I co najciekawsze bronił twierdzy do końca swego
życia i kąsał wojska tureckie prowadząc wojnę partyzancką w jemu znanym,
trudnym terenie. Do dziś zamek jest symbolem albańskiego oporu przeciw Turkom,
a Skanderbeg jest bohaterem nie tylko Albanii, ale całej Europy, gdyż to Albania
była tym bastionem, która obroniła chrześcijaństwo i cywilizację europejską
przez zalewem osmańskim. Od papieży otrzymał nawet tytuł Wojownika
Chrystusa. To bardzo ciekawa postać, wiele by o nim pisać. Warto jednak
jeszcze wspomnieć, że był bardzo rosłym i silnym mężczyzną, jego miecz tylko on
dźwigał, tak był ciężki, a na głowie nosił oryginalny hełm z głową kozy. Dziś
uważany jest też za jednego z czterech najlepszych wodzów i strategów w
historii świata, a literatura głosząca jego wielkie czyny jest przebogata. Trudno
się dziwić, że jego pomniki można spotkać w Albanii na każdym kroku, bowiem
zasłużył na to, aby o nim pamiętać!
SKANDERBEG W OTOCZENIU SWOICH WOJOWNIKÓW - RZEŹBA WITAJĄCA W MUZEUM.
POPIERSIE BOHATERA, TEŻ W MUZEUM.
NAZWISKO BOHATERA UFORMOWANE NA ZIELONYM SZPALERZE ROŚLINNYM.
Autokar piął się pod górę wąskimi, niesamowicie krętymi
drogami uważając na tych, którzy nadjeżdżali z naprzeciwka, a za każdym
zakrętem ukazywały się coraz ładniejsze widoki. Kaskadowo wybudowane na zboczu
białe domy z czerwonymi dachami, choć niektóre wielopiętrowe i zakłócające
tradycyjną harmonię, górujące nad nimi ruiny cytadeli otoczone murem
obronnym, a obok drugi, nowszy i jasny obiekt, w którym jest bardzo ciekawe muzeum
poświęcone największemu bohaterowi i historii kraju, a w tle wysokie góry. To
wszystko stanowi o niezwykłej urodzie tego miejsca!
PO LEWEJ RUINY CYTADELI I MURÓW OBRONNYCH,
PO PRAWEJ WIDOCZNY NOWY ZAMEK-MUZEUM.
CZYŻ NIE PIĘKNE POŁOŻENIE!!!
NIEKTÓRE ELEMENTY POWSTAJĄCEJ ARCHITEKTURY PSUJĄ KLIMAT TEGO MIEJSCA.
Aby dojść do twierdzy i muzeum musimy pokonać ciekawą handlową
uliczkę z drewnianymi kramami z XIX wieku, nazywaną tureckim bazarem.
Jest ona bardzo popularna wśród turystów, bowiem oprócz tego, że można kupić tu
oryginale pamiątki, można też zobaczyć na własne oczy, jak są one wykonywane,
np. tkanie dywanów, zdobienie miedzianych naczyń albo koronkowe dekoracje. To
bardzo pouczające doświadczenie! Tym, co najczęściej jest tu kupowane to chyba koniak
Skanderbeg (bohater nie da o sobie zapomnieć!), a targować się można po polsku
z większością sprzedawców. Dalej, w stronę zamku, są klimatyczne i regionalne
kawiarenki, gdzie obsługujący nas kelnerzy ubrani są w ludowe stroje. Wygląda
to bardzo atrakcyjnie, a jedzenie jest wyborne, np. zapiekany ser z mięsem,
podawany w glinianym naczyniu. Pychota!
A my pniemy się jeszcze wyżej, po to, aby obejrzeć
pozostałości bohaterskiej twierdzy oraz obejrzeć muzeum i ładnie
zadbane jego otoczenie. Muzeum to nowy zamek, a projektowała je m.in. córka
Hodży. Na jego otwarcie 1982 roku jednak dyktator nie przyjechał, bo zamek mu
się nie podobał. Mnie się podobało! Szczególnie w środku! Ładnie wyeksponowane
pamiątki na kilku piętrach, tematyczne sale dotyczące historii Albanii i
Skanderbega oraz…
NOWY ZAMEK-MUZEUM.
I POWIEWAJĄCA NAD ZAMKIEM ALBAŃSKA FLAGA SKANDERBEGA.
ILIRYJSKA KRÓLOWA.
TAK WYGLĄDAŁA CYTADELA W XV WIEKU,
A PRZED NIĄ NA BIAŁYM KONIU WALCZĄCY SKANDERBEG.
VIVALDI TEŻ CHWALIŁ BOHATERSKIE CZYNY SKANDERBEGA.
… taras widokowy, z którego znów te piękne widoki. Choć
musieliśmy na nie trochę poczekać, bowiem podczas zwiedzania przyszła nagle
burza z porządnymi wyładowaniami, jak to w górach, ale na szczęście, jak szybko
nadeszła, tak szybko poszła. Zostały po niej tylko spływające strumienie wody i
ogromne kałuże.
NADCIĄGAJĄCA BURZA...
... I TRZY MINUTY PÓŹNIEJ TO SAMO MIEJSCE!!!
A TU JUŻ PO BURZY!!!
ALE, ABY WEJŚĆ WYŻEJ TRZEBA BYŁO NIESTETY ZAMOCZYĆ SANDAŁY, BO SCHODAMI SPŁYWAŁY OGROMNE STRUMIENIE WODY.
Ogromnie
cieszę się, że mogłam odwiedzić to ważne dla Albańczyków miejsce.