Gibraltar kojarzymy
przede wszystkim z potężną Skałą Gibraltarską, która wznosi się
stopniowo w górę na wysokość prawie pół kilometra, a potem opada niemal pionowo
w dół do Zatoki Gibraltarskiej. Jednak choć jest jego główną atrakcją,
to nie jedyną.
Gibraltar to
też fascynujące miasto zbudowane u podnóża tej Skały, którego istnienia
nie byłam świadoma, a które mnie bardzo przyjemnie zaskoczyło. Gibraltar
ma port morski i ciekawie położone lotnisko, mimo iż jego powierzchnia jest
niewielka (ok. 7 km²). Gibraltar leży na południowym krańcu Półwyspu
Iberyjskiego, ale do Hiszpanii nie należy, bowiem jest brytyjską enklawą. Gibraltar
ma bardzo burzliwą historię od podbojów arabskich, hiszpańskich i angielskich,
by w końcu na mocy traktatu utrechckiego z 1713 roku zostać kolonią brytyjską. Czterdzieści
procent jego powierzchni zajmuje Gibraltar Nature Reserve czyli rezerwat
przyrody, który zamieszkują magoty gibraltarskie, gatunek makaków
berberyjskich, jedyny dziko (prawie dziko) żyjący gatunek małp w Europie. I
dlatego Gibraltar jest zupełnie unikatowy i drugiego takiego miejsca nie
ma na świecie.
| Źródło |
Zostawiamy autokar na dużym parkingu po hiszpańskiej stronie, bowiem dalej jest ciasno i parkingowy problem, więc poruszamy się na piechotę i lokalnymi busami. Ale najpierw musimy przekroczyć granicę brytyjską. Rok temu, w październiku, musieliśmy okazać dokumenty, od tego roku Gibraltar jest zintegrowany ze strefą Schengen, więc granica jest otwarta. Dalej długą drogą, która jest częścią gibraltarskiego lotniska, zamykaną na czas startu i lądowania samolotu, co bywa nie lada atrakcją, wchodzimy na teren tej brytyjskiej enklawy.
Z tej
strony widzimy nowoczesną część miasta z luksusowymi hotelami i
apartamentowcami, ale na wzgórzu widać też pozostałości zamku Maurów i tunele z
czasów, gdy trwały walki o ten skrawek ziemi. Zresztą cała Skała
Gibraltarska nafaszerowana jest naturalnymi jaskiniami i wydrążonymi
tunelami (50 km), z których broniono się przed wrogiem.
Przez kamienną bramę Landport, która dawniej była jedynym lądowym dostępem do miasta wchodzimy do jego najstarszej części otoczonej niegdyś murem obronnym.
Wchodzimy
na duży plac otoczony knajpkami i sklepami, na którym kwitnie życie miasta. To Plac
Kazamatów (Casemates Square), na którym od razu widać, że znajdujemy się na brytyjskiej ziemi.
Angielskie napisy, kierunkowskazy, czerwone budki telefoniczne czy skrzynki
pocztowe dobitnie na to wskazują. No i coraz ładniejsze widoki! Już mi się tu
podoba, a dalej jest tylko lepiej.
Od placu odchodzi główny deptak miasta – ulica Main Street, która zachwyca zabytkową, stylową zabudową z kolorowymi okiennicami i dekoracyjnymi balkonami. Mnóstwo tu sklepów, także markowych oraz pubów i restauracji. Kiedy spoglądamy w boczne uliczki widać, że część zabudowy miasta pnie się po zboczu Skały Gibraltarskiej.
Po
drodze mijamy przebudowaną z meczetu katolicką Katedrę Najświętszej Maryi
Panny Królowej (Cathedral of Saint Mary the Crowned) z XV wieku. Przylega
do niej piękny mały dziedziniec wyłożony kolorowymi płytkami, który jest pozostałością
po mauretańskich czasach.
Wnętrze
jest przestronne i jasne z kilkoma bocznymi kaplicami, a ołtarz główny okazały
z marmurowymi kolumnami i zwieńczeniem. To tutaj złożone zostało ciało generała
Władysława Sikorskiego po jego tragicznej śmierci na Gibraltarze, o czym
informuje nas wmurowana płyta. Dopiero potem wywieziono je do Wielkiej Brytanii.
Po
drodze natkniemy się również na Katedrę Trójcy Świętej (Cathedral of the
Holy Trinity), która jest główną anglikańską świątynią na Gibraltarze.
Powstała dwa wieki temu, ale uwagę zwraca mauretańskimi elementami
nawiązującymi do dziedzictwa tego regionu.
Przy
końcu Main Street uwagę też zwracają swą szczególnie ciekawą
architekturą kolejne obiekty. To The Convent, który jest oficjalną
siedzibą gubernatora Gibraltaru od 1728 roku. Pierwotnie budynek był częścią
klasztoru franciszkańskiego zbudowanego tu dwa wielki wcześniej. Do niego
przylega King’s Chapel, czyli królewska kaplica, która była wtedy
franciszkańskim kościołem. Po drugiej stronie ulicy widzimy też historyczną
wartownię z przykrytymi armatami. Wielką przyjemnością jest kawa wypita w
jednej z kafejek i chłonięcie atmosfery miasta.
Teraz
została nam do odwiedzenia największa atrakcja i symbol tego miejsca, czyli Skała
Gibraltarska. Zlokalizowanych jest na niej mnóstwo atrakcji rozmieszczonych
w różnych jej miejscach, ale na piechotę to kilka kilometrów do przejścia pod
górę, a podczas jednodniowego pobytu czas nas pogania. Wsiadamy więc w lokalne
busy (jest też kolejka linowa, ale do przyszłego roku jest nieczynna) i wąskimi, krętymi drogami, podziwiając kunszt tutejszych kierowców,
pniemy się pod górę. Po drodze podziwiamy, jak ładnie miasto jest w nie
wpisane, ale im wyżej tym coraz ładniejsze widoki otwierają się przed nami.
Najpierw na Zatokę Gibraltarską z widocznym po jej drugiej stronie hiszpańskim
Algeciras, w którym nocowaliśmy, potem na Morze Śródziemne, które niedługo
połączy się z Oceanem Atlantyckim, a na horyzoncie majaczy nam już afrykański
ląd. Pogoda jest cudna, choć wietrzna, więc można delektować się rozległymi
widokami.
Wjeżdżamy
na najbardziej na południe wysuniętą część Skały nazwany Europa Point.
Jest to jeden z najdalej wysuniętych na południe punktów naszego kontynentu,
który odwiedzamy dla wspaniałych widoków podziwianych z placu widokowego, zabytkowej
latarni morskiej oraz pomnika poświęconego generałowi Władysławowi
Sikorskiemu, który zginął tu w 1943 roku.
Poza
tym znajdziemy tutaj dawne stanowisko
artyleryjskie z baterią Hardinga, boisko sportowe, a nawet Sanktuarium Matki
Bożej Europejskiej, którego historia sięga XV wieku oraz nowy meczet. Są tu
punkty gastronomiczne oraz toalety.
Kawałek
dalej zatrzymujemy się, by zobaczyć inną wspaniałą atrakcję Gibraltarskiej Skały
– Jaskinię św. Michała. To naturalna grota, może nie tak wielka, ale
urokliwa ze swymi wiekowymi naciekami oraz świetną akustyką. Można tu wysłuchać
koncertów, my obejrzeliśmy spektakl o powstaniu świata. Tłem są formacje skalne,
stalaktyty i stalagmity, które podświetlone kolorami w rytm nastrojowej muzyki
tworzą niezapomniany spektakl.
Po
wyjściu z jaskini powitały nas wspomniane małpki – magoty gibraltarskie,
które mają tu swoje stanowisko obserwacyjne i potrafią zabrać turystom plecaki.
Trzeba się bardzo pilnować i raczej za bardzo się nie zbliżać, bowiem ukradzionej
zdobyczy na pewno nie odzyskamy, co zdarzyło się też w naszej grupie. Jest ich
około 300 i nie wiadomo skąd się wzięły. Są pod specjalną ochroną, bowiem
panuje tutaj legenda, że dopóki małpy będą zamieszkiwać Gibraltar, tak długo
pozostanie on brytyjski.
To
tyle udało mi się zobaczyć tego jednego dnia na Gibraltarze, choć
oferuje on znacznie więcej. No i sami przyznajcie czyż to nie wyjątkowe
miejsce!




































