Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gibraltar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gibraltar. Pokaż wszystkie posty

12 września, 2026

Brytyjskie terytorium zamorskie – Gibraltar.

 

Gibraltar kojarzymy przede wszystkim z potężną Skałą Gibraltarską, która wznosi się stopniowo w górę na wysokość prawie pół kilometra, a potem opada niemal pionowo w dół do Zatoki Gibraltarskiej. Jednak choć jest jego główną atrakcją, to nie jedyną.



Gibraltar to też fascynujące miasto zbudowane u podnóża tej Skały, którego istnienia nie byłam świadoma, a które mnie bardzo przyjemnie zaskoczyło. Gibraltar ma port morski i ciekawie położone lotnisko, mimo iż jego powierzchnia jest niewielka (ok. 7 km²). Gibraltar leży na południowym krańcu Półwyspu Iberyjskiego, ale do Hiszpanii nie należy, bowiem jest brytyjską enklawą. Gibraltar ma bardzo burzliwą historię od podbojów arabskich, hiszpańskich i angielskich, by w końcu na mocy traktatu utrechckiego z 1713 roku zostać kolonią brytyjską. Czterdzieści procent jego powierzchni zajmuje Gibraltar Nature Reserve czyli rezerwat przyrody, który zamieszkują magoty gibraltarskie, gatunek makaków berberyjskich, jedyny dziko (prawie dziko) żyjący gatunek małp w Europie. I dlatego Gibraltar jest zupełnie unikatowy i drugiego takiego miejsca nie ma na świecie.


Źródło

Zostawiamy autokar na dużym parkingu po hiszpańskiej stronie, bowiem dalej jest ciasno i parkingowy problem, więc poruszamy się na piechotę i lokalnymi busami. Ale najpierw musimy przekroczyć granicę brytyjską. Rok temu, w październiku, musieliśmy okazać dokumenty, od tego roku Gibraltar jest zintegrowany ze strefą Schengen, więc granica jest otwarta. Dalej długą drogą, która jest częścią gibraltarskiego lotniska, zamykaną na czas startu i lądowania samolotu, co bywa nie lada atrakcją, wchodzimy na teren tej brytyjskiej enklawy.




Z tej strony widzimy nowoczesną część miasta z luksusowymi hotelami i apartamentowcami, ale na wzgórzu widać też pozostałości zamku Maurów i tunele z czasów, gdy trwały walki o ten skrawek ziemi. Zresztą cała Skała Gibraltarska nafaszerowana jest naturalnymi jaskiniami i wydrążonymi tunelami (50 km), z których broniono się przed wrogiem.




Przez kamienną bramę Landport, która dawniej była jedynym lądowym dostępem do miasta wchodzimy do jego najstarszej części otoczonej niegdyś murem obronnym.



Wchodzimy na duży plac otoczony knajpkami i sklepami, na którym kwitnie życie miasta. To Plac Kazamatów (Casemates Square), na którym od razu widać, że  znajdujemy się na brytyjskiej ziemi. Angielskie napisy, kierunkowskazy, czerwone budki telefoniczne czy skrzynki pocztowe dobitnie na to wskazują. No i coraz ładniejsze widoki! Już mi się tu podoba, a dalej jest tylko lepiej.





Od placu odchodzi główny deptak miasta – ulica Main Street, która zachwyca zabytkową, stylową zabudową z kolorowymi okiennicami i dekoracyjnymi balkonami. Mnóstwo tu sklepów, także markowych oraz pubów i restauracji. Kiedy spoglądamy w boczne uliczki widać, że część zabudowy miasta pnie się po zboczu Skały Gibraltarskiej.








Po drodze mijamy przebudowaną z meczetu katolicką Katedrę Najświętszej Maryi Panny Królowej (Cathedral of Saint Mary the Crowned) z XV wieku. Przylega do niej piękny mały dziedziniec wyłożony kolorowymi płytkami, który jest pozostałością po mauretańskich czasach.





Wnętrze jest przestronne i jasne z kilkoma bocznymi kaplicami, a ołtarz główny okazały z marmurowymi kolumnami i zwieńczeniem. To tutaj złożone zostało ciało generała Władysława Sikorskiego po jego tragicznej śmierci na Gibraltarze, o czym informuje nas wmurowana płyta. Dopiero potem wywieziono je do Wielkiej Brytanii.




Po drodze natkniemy się również na Katedrę Trójcy Świętej (Cathedral of the Holy Trinity), która jest główną anglikańską świątynią na Gibraltarze. Powstała dwa wieki temu, ale uwagę zwraca mauretańskimi elementami nawiązującymi do dziedzictwa tego regionu.



Przy końcu Main Street uwagę też zwracają swą szczególnie ciekawą architekturą kolejne obiekty. To The Convent, który jest oficjalną siedzibą gubernatora Gibraltaru od 1728 roku. Pierwotnie budynek był częścią klasztoru franciszkańskiego zbudowanego tu dwa wielki wcześniej. Do niego przylega King’s Chapel, czyli królewska kaplica, która była wtedy franciszkańskim kościołem. Po drugiej stronie ulicy widzimy też historyczną wartownię z przykrytymi armatami. Wielką przyjemnością jest kawa wypita w jednej z kafejek i chłonięcie atmosfery miasta.






Teraz została nam do odwiedzenia największa atrakcja i symbol tego miejsca, czyli Skała Gibraltarska. Zlokalizowanych jest na niej mnóstwo atrakcji rozmieszczonych w różnych jej miejscach, ale na piechotę to kilka kilometrów do przejścia pod górę, a podczas jednodniowego pobytu czas nas pogania. Wsiadamy więc w lokalne busy (jest też kolejka linowa, ale do przyszłego roku jest nieczynna) i wąskimi, krętymi drogami, podziwiając kunszt tutejszych kierowców, pniemy się pod górę. Po drodze podziwiamy, jak ładnie miasto jest w nie wpisane, ale im wyżej tym coraz ładniejsze widoki otwierają się przed nami. Najpierw na Zatokę Gibraltarską z widocznym po jej drugiej stronie hiszpańskim Algeciras, w którym nocowaliśmy, potem na Morze Śródziemne, które niedługo połączy się z Oceanem Atlantyckim, a na horyzoncie majaczy nam już afrykański ląd. Pogoda jest cudna, choć wietrzna, więc można delektować się rozległymi widokami.






Wjeżdżamy na najbardziej na południe wysuniętą część Skały nazwany Europa Point. Jest to jeden z najdalej wysuniętych na południe punktów naszego kontynentu, który odwiedzamy dla wspaniałych widoków podziwianych z placu widokowego, zabytkowej latarni morskiej oraz pomnika poświęconego generałowi Władysławowi Sikorskiemu, który zginął tu w 1943 roku.







Poza tym znajdziemy tutaj  dawne stanowisko artyleryjskie z baterią Hardinga, boisko sportowe, a nawet Sanktuarium Matki Bożej Europejskiej, którego historia sięga XV wieku oraz nowy meczet. Są tu punkty gastronomiczne oraz toalety.





Kawałek dalej zatrzymujemy się, by zobaczyć inną wspaniałą atrakcję Gibraltarskiej Skały – Jaskinię św. Michała. To naturalna grota, może nie tak wielka, ale urokliwa ze swymi wiekowymi naciekami oraz świetną akustyką. Można tu wysłuchać koncertów, my obejrzeliśmy spektakl o powstaniu świata. Tłem są formacje skalne, stalaktyty i stalagmity, które podświetlone kolorami w rytm nastrojowej muzyki tworzą niezapomniany spektakl.







Po wyjściu z jaskini powitały nas wspomniane małpki – magoty gibraltarskie, które mają tu swoje stanowisko obserwacyjne i potrafią zabrać turystom plecaki. Trzeba się bardzo pilnować i raczej za bardzo się nie zbliżać, bowiem ukradzionej zdobyczy na pewno nie odzyskamy, co zdarzyło się też w naszej grupie. Jest ich około 300 i nie wiadomo skąd się wzięły. Są pod specjalną ochroną, bowiem panuje tutaj legenda, że dopóki małpy będą zamieszkiwać Gibraltar, tak długo pozostanie on brytyjski.




To tyle udało mi się zobaczyć tego jednego dnia na Gibraltarze, choć oferuje on znacznie więcej. No i sami przyznajcie czyż to nie wyjątkowe miejsce!


21 października, 2025

Iberyjskie klimaty. Hiszpania i Portugalia.

 

Ta podróż „chodziła” za mną już od jakiegoś czasu i wreszcie plany zrealizowałam. Na przełomie września i października przez dwa tygodnie zwiedzałam Hiszpanię i Portugalię, byliśmy też we francuskich sanktuariach, na Gibraltarze i na dzień wyskoczyliśmy do Maroka. Mimo iż zdrowie raczej mi dopisuje bałam się trochę tego tempa, lokalnych temperatur i godzin spędzonych w autokarze, bowiem program był przebogaty, a odległości od kolejnych atrakcji duże, ale za to obejmował miejsca, które bardzo chciałam zobaczyć. I to za jednym zamachem! I wiecie co? Dałam radę i nawet za bardzo się nie zmęczyłam! Zobaczyłam ten wymarzony kawałek świata ze wspaniałymi miejscami, a z pokładu wycieczkowego autokaru podziwiałam mijane krajobrazy. I nic nie szkodzi, że w kolejnych miejscach spędziłam niedużo czasu. Wróciłam przepełniona mnóstwem wrażeń!


PLAC HISZPAŃSKI W SEWILLI. 


LOURDES. FRANCJA.

Zaczęliśmy od Lourdes we Francji. Jest tam jedno z najsłynniejszych na świecie sanktuarium maryjnych, ale samo miasto też jest urokliwe. Położone na zróżnicowanym terenie, z zamkiem w tle i ozdobną zabudową sprawia, że spacer po nim jest wielką przyjemnością.




SARAGOSSA. HISZPANIA.

Na hiszpańskiej trasie pierwsza była Saragossa, aragońska stolica położona nad Ebro, która słynie ze starej i nowej katedry, największej w Hiszpanii. Tę starą budowano tak długo, że widać w niej przeróżne style architektoniczne, od gotyku, przez mauretański do baroku. Jej kolorowe zdobienie boczne jest wizytówką miasta. 






AVILA. HISZPANIA.

Avila zachwyca z daleka, bowiem otoczona jest wspaniale zachowanymi murami obronnymi ciągnącymi się przez trzy kilometry i okalającymi całe stare miasto. Można po nich spacerować i podziwiać równie dobrze zachowane miasto z mnóstwem zabytków i klimatycznych uliczek, łącznie z katedrą i kościołem związanym z karmelitanką i mistyczką - św. Teresą z Avili.





SALAMANKA. HISZPANIA.

Salamanka jest jednym z najbardziej znaczących miast w Hiszpanii. Szczyci się mnóstwem wspaniałych zabytków zbudowanych przez Maurów, potem hiszpańskich królów. Alfons IX założył tu uniwersytet działający do dziś, a Ferdynand Aragoński i Izabela Kastylijska zbudowali katedrę, klasztory i pałace, które do dziś można podziwiać. To tutaj znajdziemy wiele budowli w stylu plateresco zwanego stylem złotniczym, bowiem ich bogata i gęsta ornamentyka przypomina wyroby złotnicze.





SAO PEDRO DE MOEL. PORTUGALIA.

Sao Pedro de Moel to nieduża miejscowość w Portugalii położona nad Oceanem Atlantyckim, w której mogliśmy cieszyć się oceaniczną bryzą i wspaniałymi widokami, bowiem zatrzymaliśmy się tam na noclegi.  Leży ona na wysokim klifie, ale ma również piękną plażę. W sezonie wysokie oceaniczne fale cieszą amatorów sportów wodnych. Kolorowe, nieduże domki, które dominują w zabudowie dostarczyły kolejnych przyjemnych wrażeń, z dużą dawką posezonowego spokoju. Miejscowość otacza las i wydmy z naturalnymi siedliskami bioróżnorodności. Przyjemne miejsce, które polecam na wakacje!









COIMBRA. PORTUGALIA.

Coimbra to miasto najstarszego i najbardziej prestiżowego do dziś uniwersytetu w kraju, a studentów, w charakterystycznych strojach widać do dziś na ulicach miasta. Coimbra była pierwszą portugalską stolicą, urodziło się tu sześciu królów Portugalii, którzy przez wiele lat w niej rezydowali. Położone na zróżnicowanym wysokościowo terenie miasto sprawia, że widoki są tu niezwykłe, ale spacerując jego uliczkami musimy pokonać mnóstwo schodów.





BATALHA. PORTUGALIA.

Położona niedaleko od Coimbry Batalha słynie przede wszystkim ze wspaniałego klasztoru, który ufundował portugalski król Jan I po zwycięskiej bitwie nad Kastylijczykami. Niezwykła architektura sztuki angielskiego gotyku i rodzimej architektury manuelińskiej (od króla Manuela I) osiągnęły tu swój szczyt doskonałości i pokazywały wielkość i potęgę króla. Można się nim zachwycać bez końca.





FATIMA. PORTUGALIA.

Po drodze było też najbardziej znaczące portugalskie Sanktuarium Maryjne w Fatimie. To miejsce objawień, w którym pobudowano bazylikę, a potem jeszcze drugą, jest jednym z najczęściej odwiedzanych tego typu miejsc na świecie.  Tam zatrzymaliśmy się na nocleg i chętni mogli uczestniczyć w wieczornych nabożeństwach. To nowsza historia, ale miasto ma też bardziej odległą mauretańską przeszłość, o czym świadczy jego nazwa.




LIZBONA. PORTUGALIA.

Stolica kraju, Lizbona, to największe rozczarowanie na naszej podróżniczej trasie. Oczywiście posiada wspaniałe i przepiękne miejsca (choć wiele było w remoncie, np. wizytówka miasta Torre de Belém), jest doskonale położona, ale ogólnie miasto jest zaniedbane, panuje chaos architektoniczny, są ogromne korki, a przeogromna ilość turystów może zniechęcić do odwiedzin, choć może jest tak tylko na początku października, bo temperatury są wtedy   łagodniejsze. Spacery wąskimi, starymi uliczkami dzielnicy Alfama, gdzie zwiedzający przeciskają się  pomiędzy wystawionymi kawiarnianymi ogródkami i auta jeżdżą po ich piętach nie należą do przyjemnych. Pewnie stolica potrzebuje drugiej szansy na odwiedziny.





CABO DA ROCA. PORTUGALIA.

Cabo da Roca, czyli najdalej na zachód wysunięty przylądek kontynentalnej Europy leży ok. 40 kilometrów od stolicy. To ładnie zagospodarowane miejsce, przyjazne turystom, bardzo popularne i… bardzo schładzające po wcześniejszych temperaturach. Widać tu potęgę oceanu. A silny wiatr wyrywa telefony i po swojemu układa fryzury i sukienki.








SEWILLA. HISZPANIA.

Sewilla to najgorętsze hiszpańskie miasto, co dało się odczuć już po wyjściu z klimatyzowanego autokaru (ponad 30 stopni), ale tak wspaniałe, że temperatura nie stanowiła problemu. Moja radość z jego odwiedzin sięgnęła zenitu, ale potem okazało się, że na trasie były jeszcze inne przewspaniałe miejsca.





GIBRALTAR. BRYTYJSKIE TERYTORIUM ZAMORSKIE.

Po drodze był też Gibraltar. To niezwykłe miejsce ze słynną Skałą Gibraltarską widoczną z daleka, pięknym miasteczkiem położonym u jej podnóża i lotniskiem, przez które trzeba przejść, by się do nich dostać. Spotkanie z magotami, czyli lokalnymi małpami też było!






TANGER. MAROKO.

Po zwiedzaniu, na nocleg zatrzymaliśmy się w hiszpańskim Algeciras, po drugiej stronie Zatoki Gibraltarskiej. Stamtąd niedaleko było do Tarify, skąd popłynęliśmy z jednodniową wizytą na afrykański  ląd, do Tangeru. To bardzo stare miasto, ale ma też nowoczesne części. W godzinnej drodze powrotnej towarzyszyły nam bardzo wysokie fale, ale obyło się bez sensacji!      





KORDOBA. HISZPANIA.

Kordoba to przepiękne miasto, z bardzo odległą historią i wspaniałą mauretańska przeszłością, kiedy to była stolicą kalifatu. Wizytówką miasta jest przebudowany na katedrę meczet, jedno z najwspanialszych dzieł architektury islamu. A tylu klimatycznych, kolorowych knajpek położonych w wewnętrznych dziedzińcach domów nie widziałam nigdzie.





ALHAMBRA. HISZPANIA.

Alhambra to było jedno z najważniejszych hiszpańskich miejsc na mojej podróżniczej liście. To twierdza mauretańskich kalifów składająca się z wielu obiektów położonych na wzgórzu oraz wspaniale utrzymanymi ogrodami. Zwiedzanie jej to przeogromna przyjemność, zwłaszcza z taką przewodniczką jaką my mieliśmy. Piękno Alhambry najlepiej widać ze starego miasta w Grenadzie, które leży  na sąsiadującym wzgórzu. A Grenadę można podziwiać z wież i punktów widokowych Alhambry.






GRENADA. HISZPANIA.

Grenada w XIV i XV wieku była największym miastem Półwyspu Iberyjskiego i ostatnią stolicą muzułmanów na tym terenie. Inne rejony Hiszpanii należały już do korony. Pięknie prezentuje się jej najstarsza zabytkowa dzielnica Albaicin z białymi domami i wąskimi uliczkami mauretańskiej Grenady widziana z Alhambry, piękna jest też nowsza część miasta ze wspaniałą kaplicą królewską, w której pochowani są m.in. Izabela Kastylijska oraz Ferdynand Aragoński.





WALENCJA. HISZPANIA.

Walencja to ostatnia nasza hiszpańska miejscówka na mapie tego kraju. Ale za to jaka! Z mieszanką rzymskiej, mauretańskiej i hiszpańskiej przeszłości. Położona nad Morzem Śródziemnym ma kilkanaście kilometrów plaż. Tutaj zachwyca zarówno starsza zabudowa, ale także nowoczesne miejsca, choćby futurystyczne Miasteczko Nauki i Sztuki zaprojektowane przez uznanego Santiago Calatravę, a zbudowane razem z parkami i obiektami sportowymi w dawnej dolinie rzeki Turia. To podobno jedno z najzdrowszych i najlepszych  miejsc do życia na Ziemi. Ja chętnie bym tu zamieszkała!





LLORET DE MAR. HISZPANIA.

Ostatni nocleg w Hiszpanii wypadł w nadmorskim i mocno turystycznym Lloret de Mar. Na szczęście po sezonie nie było tak tłoczno, a wieczorny spacer nad morzem i uroczymi uliczkami miasta był niezwykle relaksujący.







LA SALETTE. FRANCJA.

Sanktuarium w La Salette również było w wycieczkowym planie. To francuskie sanktuarium saletyńskie położone jest w Alpach na wysokości ok. 1800 metrów. Ostatnie czternaście kilometrów pokonuje się wąską, górską i krętą drogą, często spowitą chmurami, jak było w naszym przypadku. Trochę adrenaliny było, ale do wieczora się wypogodziło, a rano ujrzeliśmy przecudne alpejskie krajobrazy. Mistyczne miejsce! I bardzo dobrze się tam spało.





Jak wspomniałam, wróciłam bardzo zadowolona, a teraz będę jeszcze raz wracać do odwiedzonych miejsc i delektować się nimi prezentując je na blogu. Zajmie mi to pewnie całą zimę!