Kanał
Elbląski to unikatowy w skali światowej cud hydrotechniki
powstały w XIX wieku i zachowany do dziś w doskonałym stanie. Jego projektantem
i wykonawcą był Georg Jacob Steenke, a prace nad budową zlecił mu pruski
król Fryderyk Wilhelm IV. Kanał połączył system jezior warmińskich i
mazurskich z Zalewem Wiślanym, czyli był to szlak żeglowny łączący Prusy
Wschodnie z Bałtykiem.
Jego trzy
zasadnicze odcinki liczą ponad 115 kilometrów, a przy budowie wykorzystano
jeziora leżące na różnych wysokościach między Ostródą a Zalewem Wiślanym.
Różnica poziomów na tym odcinku sięga 100 metrów i to stanowiło największe wyzwanie
dla projektanta. Na trasie powinno więc powstać wiele śluz, by bezproblemowo
przepływały nią statki. Trwałoby to długo, poza tym do napełniania śluz potrzebna
była ogromna ilość wody i to stanowiło kolejny problem. Steenke odbył nawet
podróże do Anglii i USA, by podglądać istniejące tam tego typu rozwiązania. Ostatecznie
zbudowano więc tylko cztery śluzy, a na największej różnicy poziomów zbudowano
osobliwość – pięć suchych pochylni, które już tyle wody nie potrzebują,
bo podróż odbywa się częściowo po wodzie, a częściowo po torach umieszczonych
na zielonych pochylniach. Przetacza się po nich statki na specjalnych wózkach
ustawionych na szynach, a koła, które je wyciągają napędzane są mechanicznie za
pomocą siły przepływającej wody. Płynąc Kanałem Elbląskim odbywamy więc częściowo
rejs po trawie.
Najbardziej widowiskowy jest właśnie ten odcinek kanału, który prowadzi nas po pochylniach, więc i my tutaj zaczynamy. Konkretnie jest to pochylnia Buczyniec. Bilety zamówiliśmy przez Internet, bo zainteresowanie atrakcją jest naprawdę duże, co widać choćby po zapełnionym sporym parkingu. Ale trudno się dziwić, że tak wielu jest chętnych, skoro drugiej takiej atrakcji nie ma na całym świecie. Zanim popłyniemy warto wejść do znajdującej się tutaj Izby Historii Kanału Elbląskiego, w której zasięgniemy informacji o tym fenomenie hydrotechniki, jak go budowano oraz sposobie działania urządzeń obsługujących kanał. Takie streszczenie tego, co czeka nas za chwilę.
Wchodzimy na pokład jednego ze statków kursujących stąd między pochylniami i wzbogaceni w wiedzę ruszamy przeżyć przygodę na trasie tej niezwykłej atrakcji. Kiedyś przewożono tędy towary i drewno, dziś tylko pasażerów. Płyniemy kawałek po wodzie, pod koniec wodnej trasy statek wpływa na wózek, do którego jest mocno przywiązywany.
Potem ciągnięty
przez liny wózek wyjeżdża razem ze statkiem po torach i toczy się po pochyłym
zboczu na niższy poziom trasy. I tak pięć razy, po pięciu pochylniach: Buczyniec,
Kąty, Oleśnica, Jelenie i Całuny, prawie 100 metrów niżej. Trwa to około trzech
godzin. Długość trasy może nie jest imponująca (ok. 10 km), ale i piękne
okoliczności przyrody wokół, no i sama niespotykana atrakcja robią ogromne
wrażenie. Oczywiście można potem popłynąć dalej, do Elbląga, ale to rejs dla
tych, którzy mają więcej czasu.
Wzbogaceni
wiedzą i informacjami, których ciąg dalszy odbywa się na statku, wracamy
szczęśliwi, że udało się nam spełnić kolejne wielkie marzenie, takie unikatowe.




















