25 października, 2026

Pomiędzy błękitem nieba a morza. Taormina. Sycylia.

 

Nie spotkałam drugiego tak spektakularnie położonego miasteczka podczas październikowego zwiedzania Sycylii jak Taormina, choć wyspa ta szczyci się wielu wspaniale usytuowanymi miejscowościami. Taormina leży na wschodnim wybrzeżu wyspy, nad Morzem Jońskim, w połowie drogi między Mesyną a Katanią i to widowiskowe położenie widać z autostrady do nich wiodącej. Miasteczko po prostu wygląda jakby było zawieszone na zboczu stromego wzgórzu, na całej jego wysokości, stąd wydaje się, że sięga do nieba i schodzi wprost do lazurowego morza.



Pojazdy, którymi podróżujemy najlepiej zostawić na parkingach przed wjazdem do centrum (autokar koniecznie), a stamtąd podmiejskie elektryczne autobusiki dowiozą nas do jego serca. Kaskadowo położone uliczki prowadzą nas coraz wyżej, są coraz węższe i mnóstwo na nich zwiedzających. Jednak żadne tłumy nie zakłócą urody miasta, kiedy już tam dotrzemy, bowiem są stąd wspaniałe widoki, w tym na ciągle dymiącą Etnę, jest bogaty przekrój zabytków począwszy od czasów antycznych, kamienne uliczki obstawione są zabytkowymi, zadbanymi i eleganckimi budynkami, łatwo się po nich spaceruje, bo miasto jest kameralne i kolorowe. Czuć w nim atmosferę śródziemnomorskiego kurortu.



Przez jedną z bram wejściowych Porta Messina wkraczamy do miasta dawnym rzymskim traktem Via Valeria, który wiódł przez nie już w I wieku p.n.e. Dziś to główny deptak, czyli Corso Umberto ciągnący się prawie kilometr do Porta Catania.



Budynki otaczające Corso Umberto dobrze jest chłonąć powoli, bowiem tworzą mozaikę architektoniczną z różnych stuleci, oczywiście z późniejszymi przebudowami. Mnóstwo na nich historycznych detali, w tym tych najstarszych - antycznych, na których wzniesiono budowle arabskie, normańskie czy katalońskie (barokowe). Przykładem jest Palazzo Corvaja, którego najstarsza część powstała w X wieku za czasów arabskich, a kolejne skrzydła dobudowywano później. Pałac stoi przy zadrzewionym Piazza Vittorio Emanuele II, a stąd już niedaleko do najstarszej atrakcji miasta. 



Via Teatro Greco, ciasną, bo oblepioną sklepami i ulicznymi straganami docieramy pod górkę, jak wspomina nazwa ulicy, do antycznego teatru greckiego (Teatro Antico) wydrążonego w skale w III wieku p.n.e.. Później przebudowali go Rzymianie i teatr stał się areną walk gladiatorów. Jest drugim co do wielkości po Syrakuzach teatrem antycznym na Sycylii, ale jest bardziej znany, bowiem jego położenie jest wyjątkowe. 



Wchodzimy przez zachowane pomieszczenie, w którym zobaczymy artefakty znalezione podczas wykopalisk na terenie teatru i przechodzimy na jego ogromny teren. Zachowały się części widowni, scena, rzędy kolumn, marmurowe detale i bogate zdobienia, które świadczyły o wysokim kunszcie ówczesnych budowniczych teatru. 



Podziwiamy kolumny, łuki, mozaiki, antyczne inskrypcje prze dekoracjach scenicznych, ale najpiękniejsze są tutaj widoki, bowiem teatr tak zbudowano, by otwierał się na morze, niebo oraz na Etnę. I to go wyróżnia spośród wszystkich starożytnych teatrów. Ten kto go projektował miał wyjątkowo dobry zamysł, który do dziś dostarcza zachwytów zwiedzającym.



Wracamy na Corso Umberto i po drodze mijamy świątynie, najpierw wielowiekową św. Katarzyny Aleksandryjskiej, za którą znajdziemy antyczne ruiny, dalej kościół San Giuseppe z podwójną klatką schodową i kamienną balustradą zbudowany w stylu sycylijskiego baroku, a pod koniec deptaku stoi katedra - Duomo di Taormina. Zbudowana w XIII wieku posiada kamienną fasadę i blankowania stąd przypomina średniowieczną fortecę. W jej konstrukcji zachowały się też antyczne kolumny i arabskie mozaiki, co świadczy o jej odległej historii.


KOŚCIÓŁ SAN GIUSEPPE.

KOŚCIÓŁ ŚW. KATARZYNY.

KOŚCIÓŁ ŚW. KATARZYNY.

Zabudowa Corso Umberto ma stylowe, ładnie ukwiecone balkony, ale wąskie uliczki odchodzące stąd w górę lub w dół ozdobione są równie ładną roślinnością i kwiatami, czasem nawet sztucznymi, ale nie wygląda to tandetnie, tylko prezentuje się ze smakiem.










Po obu stronach deptaku i w bocznych uliczkach znajdziemy mnóstwo pięknych witryn sklepowych mieszczących markowe butiki światowych projektantów, sklepy z kolorowymi pamiątkami i lokalnymi słodkościami, klimatyczne lodziarnie, kolorowe kawiarenki i restauracje.












Mniej więcej w połowie Corso Umberto trafimy na miejsce gdzie nogi same przystają, a usta otwierają się w zachwycie. To Piazza IX Aprile czyli największy i najpiękniejszy plac Taorminy. To otwarty na Morze Jońskie taras ograniczony z jednej strony balustradą, a z kolejnych otoczony zabytkową zabudową. Widoki z niego zapierają dech: na morze położone poniżej, plaże, widoczne na niższym tarasie ogrody Villa Comunale, a z drugiej strony na surowe wzgórze i zamek saracenów położony na jego szczycie.





Plac otacza stylowa zabudowa, bo jest tu m.in. wspomniany kościół San Giuseppe, obok niego góruje średniowieczna wieża zegarowa Torre dell’Orologio wzniesiona na pozostałościach budowli w okresu grecko-rzymskiego i to tutaj przebiega niewidzialna granica między tą antyczną a średniowieczną częścią Taorminy.





Stojąca przy placu postać Oskara Wilde i dopisany na ulotce tekst doskonale podsumowuje tę perłę wschodniego wybrzeża Sycylii: Odkryłem raj dla kochanków – pisał do swojego ukochanego lorda Alfreda Douglasa i wyrażał nadzieję, że pewnego dnia zamieszkają tam razem. Nie wiem, czy tak się stało, ale wcale nie dziwię się zachwytom jakie towarzyszyły mu podczas zwiedzania miasta.




Jeszcze tylko słodka bułka z pistacjowymi lodami i jeszcze jeden spacerek bocznymi, wąskimi, ale kolorowymi uliczkami i można zakończyć wizytę w tym uroczym, zadbanym i luksusowym miasteczku. Odjeżdżam ze smutkiem, ale pozostaną przecież fantastyczne wspomnienia!


TŁUMACZĘ: BUZIAKI Z TAORMINY!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Jeśli nie jesteś zarejestrowanym użytkownikiem komentuj jako użytkownik anonimowy. Możesz wtedy dodać swój podpis i wszystko OK. Dziękuję też wszystkim komentującym za odwiedzenie mojego boga:)