Podróżując po Lazurowym Wybrzeżu, kiedy mamy się przed
oczami wspaniały kolor Morza Śródziemnego i poszarpane wybrzeże lub
złote plaże z jednej strony, a z drugiej zbocza gór, między które wplecione są
zabytkowe prowansalskie wioski i miasta, trudno wyjść z zachwytu. Podobają mi
się wszystkie odwiedzone miejsca, i Nicea, i Cannes, i Saint-Tropez, i Ezé,
i Monako, każde z nich jest inne i posiada inny klimat. Wspólnym
mianownikiem jest położenie nad morzem, co już czyni je wyjątkowymi. Najbardziej zauroczyło mnie opisane już Eze,
ale i Saint-Tropez nie pozostaje w tyle, bo ma mnóstwo uroku, choć nieco
innego.
To historyczne miasteczko ma odległą grecko-rzymską przeszłość, z której pozostała mu nazwa, bowiem legenda głosi, że rzymski wojownik z Pizy imieniem Torpez został ścięty za wiarę, a jego ciało rzucono na łódź, razem z psem i kogutem, by wyjadły wnętrzności. Jednak ono w nienaruszonym stanie przypłynęło do brzegów Prowansji. Dziś popiersie św. Torpeza, przechowywane jest w parafialnym kościele (widocznym w tle powyżej), a co roku odbywają się uroczystości upamiętniające to wydarzenie.
Dlaczego warto odwiedzić Saint-Tropez? Oczywiście ma wspaniałe położenie, odległą i legendarną przeszłość, ale tych powodów znajdziemy jeszcze więcej, pomimo iż to niewielka miejscowość i położona nieco na uboczu Lazurowego Wybrzeża, na dość trudno dostępnym krańcu półwyspu, do którego prowadzi jedyna droga lądowa, mocno zatłoczona w sezonie. Alternatywą może być droga morska, która jednak podobno nie jest tania.
My, na szczęście, odwiedziliśmy je w kwietniu i wtedy korków nie było. Można było spokojnie Saint-Tropez zwiedzić. Przed wjazdem do ścisłego centrum jest duży parking, na których najlepiej zostawić pojazd, bo dalej jest już ciaśniej i lepiej smakować miasto na piechotę. Dziś to jeden z najdroższych kurortów na Lazurowym Wybrzeżu, ale zachował charakter dawnej wioski rybackiej z pięknym Starym Portem, w którym dziś cumują okazałe jachty. Można je obserwować z jednej z kawiarenek wokół portu.
Dalej widzimy fragmenty obwarowań, cytadelę na wzgórzu i klimatyczne uliczki Starego Miasta z mnóstwem sklepów (wiele z nich to markowe butiki wpisane w zabytkowe budynki), klimatycznych hotelików i uroczych kawiarenek. Nieśpieszny spacer pozwoli nam odkryć jeszcze urocze placyki i ciekawe zakamarki w wielu jego częściach.

Dlaczego z wioski rybackiej Saint-Tropez stało się drogim kurortem? Otóż, tę spokojną, malowniczo położoną rybacką miejscowość odkryła na przełomie XIX i XX wieku bohema artystyczna, w tym malarze, którzy uwieczniali na obrazach jej walory, m.in. Paul Signac, który w 1892 roku kupił tu willę i namalował słynną Sosnę w Saint-Tropez. Lokalne pejzaże tworzyli też Henri Matisse czy Pierre Bonnard i dziś można je podziwiać w lokalnym Muzeum Annonciade, znajdującym się w budynku dawnej kaplicy z XVI wieku nieopodal portu.
Jednak na dobre Saint-Tropez rozsławili w latach 50-tych ubiegłego wieku filmowcy i od tego czasu ciągną tutaj tłumy odwiedzających i celebryci, którzy posiadają tu luksusowe i okazałe wille rozsiane po całym półwyspie wśród śródziemnomorskich sosen. Najbardziej znaną celebrytką związaną z miastem jest ikona francuskiego kina Brigitte Bardot. Mieszkała tu do śmierci i pochowana jest na miejscowym cmentarzu. Wylansowana została przez Rogera Vadima, który w 1956 roku nakręcił tutaj z nią głośny i skandalizujący film I Bóg stworzył kobietę.
![]() |
| JEJ PIĘKNY POMNIK. |
Kolejną popularną produkcją była seria filmów z cyklu Żandarm z Saint-Tropez z komediową rolą Louisa de Funesa. Dziś zarówno BB, jak i Louisa możemy spotkać w miejscowym Muzeum Żandarmerii i Kina. To bardzo fajne miejsce, mieszczące się w prawdziwym budynku żandarmerii, rzut beretem od portu. Lokalny posterunek mieścił się w nim od końca XIX wieku do 2003 roku.
Muzeum otwarto w 2016 roku i łączy te dwa najbardziej
charakterystyczne dla miasteczka elementy: żandarmerię i kino. Jest w nim mnóstwo
ciekawostek związanych z pracą żandarmów w ogóle, powstaniem cyklu filmów o
żandarmie, a także filmu z BB. Można obejrzeć galerie zdjęć z gwiazdami filmów,
dotykać przedmiotów, z którymi oni pracowali na planie, uścisnąć dłoń Louisa de
Funesa lub wsiąść do kultowego, filmowego auta. Wystawy są interaktywne, można
je fotografować i dobrze się bawić. Odwiedzającym miasto serdecznie je polecam!
Po zwiedzaniu wszystkim należy się odpoczynek. Knajpek jest całe
mnóstwo, a na deser warto wybrać tę, która serwuje kultowy miejscowy przysmak tartę
Tropezienne. Można ją też kupić w każdej cukierni, ale spróbować trzeba.
Nazwa wskazuje, że to tarta, ale właściwie jest to drożdżowa, słodka bułeczka
przełożona maślano-budyniowym kremem i posypana perlistym cukrem, kaloryczna i
bardzo słodka. Po raz pierwszy upiekł ją według rodzinnej receptury dla ekipy
pracującej nad filmem I Bóg stworzył kobietę pochodzący z Polski piekarz
Aleksander Micka. Ciastko bardzo im smakowało, szczególnie BB, która
podobno wymyśliła nazwę tego już kultowego francuskiego deseru, który do dziś
jest z nią kojarzony.
Nie wspomniałam jeszcze o okolicznych plażach, na których można
odpocząć, a podczas spaceru istnieje szansa spotkania kogoś bardzo znanego,
choćby ze świata filmu. Takie jest właśnie Saint-Tropez – niepowtarzalne,
łączące historię, kulturę i luksus.































Ale przyjemny spacer po Saint Tropez i miejscach, które "grały" w filmach z żandarmem i BB. Byłam tam, wiele lat temu. Na ulicach można było wtedy zobaczyć plakaty z słynnym żandarmem lub Brigitte B., ale muzeum jeszcze nie było. Na zdjęciach widać, że warto je odwiedzić.
OdpowiedzUsuńTo nie Anonim napisał, tylko Mariola 😀
UsuńPanuje tam fajny klimacik. Przyjemnie się je zwiedzało. Muzeum raczej nowe, ale bardzo ciekawe. Widać dbałość o miasto i o turystów:)))
UsuńTo rzeczywiście urocze jakby trochę prowincjonalne miasteczko. Byłam tam kilka razy i mam piękne wspomnienia. Moja francuska przyjaciółka miała letni dom niedaleko jeździliśmy na lunche do Cafe des arts. Pisałam też kiedyś o tym, co wydaje mi się teraz bardzo odległym czasem. Plus moja miłość do filmów francuskich dopełniała całości zachwytu.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że też czujesz ten niezwykły klimat miasteczka. Masz fajne wspomnienia z tamtych odwiedzin, czego Ci nikt nie zabierze:)))
UsuńPiękny wpis i zdjęcia, które oddają śródziemnomorski klimat. Zgadzam się, że kwiecień to dobry moment na Lazurowe Wybrzeże, bez letnich tłumów można w pełni docenić urok tego miejsca. To dowód, że poza sezonem podróżuje się najlepiej:-) Narobiłaś mi ochoty na tartę Tropezienne. Już tyle czasu upłynęło, gdy jadłam ją ostatni raz... Kiedyś zdarzało się to dość często.
OdpowiedzUsuńTo smaczne ciasteczko, ale jak dla mnie bardzo słodkie i kremowe. Jedno na spróbowanie wystarczy, ale jest kultowe i trzeba spróbować. Dzięki za miły komentarz:)))
UsuńSaint-Tropez kojarzę jako jeden z najdroższych kurortów na Lazurowym Wybrzeżu. Usiu, zaprezentowałaś na swoich zdjęciach niezwykle urokliwą starówkę Saint-Tropez, miejsce gdzie czas się zatrzymał. To miasteczko jest bardzo klimatyczne i bardzo mi się podoba.
OdpowiedzUsuńNiestety. Saint-Tropez znam jedynie z filmu o słynnym żandarmie. Mój Eryk jest fanem kultowej serii komedii z Louisem de Funèsem Żandarm z Saint-Tropez. Dla niego odwiedzenie Muzeum Żandarmerii i Kina byłoby prawdziwą podróżą w czasie i sentymentalną przygodą. Będąc w tym mieście też spróbowałabym tarty Tropezienne.
Serdecznie pozdrawiam:)
To właśnie jest takie fajne miejsce, gdzie dla każdego co kto lubi. Urzekł mnie klimat i urok miasta, no i kultowe muzeum.
UsuńDzięki Lusia. Pozdrawiam z Ustki 😘
Dziękuję za piękne pokazanie uroków Saint-Tropez. Ja znam je tylko z serialu o Żandarmie. W latach młodości to był cykl filmów, które musowo trzeba było zobaczyć w kinie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Też byłam ciekawa, jak miasto wygląda w realu. Ale wydaje mi się, że jest jeszcze ładniejsze niż w filmach. Dzięki, pozdrawiam:)))
UsuńJak większości Saint - Tropez kojarzy mi się z przezabawnym żandarmem, którego przygody oglądałam jako dziecko. Wtedy nawet nie wiedziałam, że istnieje coś takiego jak egzotyczny kurort. Teraz już wiem ale i tak Saint - Tropez wygląda jak przytulne, nadmorskie miasto, ładne i zadbane, nie ma krzykliwej architektury i wydaje się być bardzo klimatyczne. Zasłynęło dzięki kinematografii i nadal przyciąga tłumy. W ogóle się nie dziwię, że tak bardzo Ci się tam podobało.
OdpowiedzUsuńŚciskam Cię mocno i do szybkiego usłyszenia.
Ma fajny klimat, podobałoby mi się nawet, gdyby nie było żandarma. Tobie też by się podobało.
UsuńPozdrawiam z wietrznej Ustki. Kartki w drodze. Pa:)))
Najbardziej podoba mi się budynek Gendarmerie Nationale, w którym utworzono muzeum. Louis de Funès to mój ulubiony aktor francuski. Obejrzałam z nim chyba wszystkie filmy nawet te najstarsze. Jednak moje serce skradł Kapuśniaczek - widziałam go wiele razy. Obejrzałam też wiele dokumentalnych nagrań i wywiadów. Ciekawa postać. Ładną parę tworzysz z Louisem.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :) :)
Zauważyłam też na tle hotelu de Paris rzeźbę modnego w ostatnich czasach francuskiego artysty Bruno Catalano. Coraz więcej spotyka się jego dzieł w wielu miastach. Pisałam o nim na blogu :)
UsuńRzeźby Catalano mocno przyciągają wzrok niekompletnością postaci. Już kiedyś gdzieś je widziałam, tylko nie pamiętam gdzie. Są ciekawe.
UsuńA żandarma oczywiście oglądałam, ale aktora nie bardzo lubię. On sam podobno miasta też nie lubił.
Wszystkiego dobrego Ewa:)))
Pięknie opisałaś Saint-Tropez. ❤️ Wiele osób kojarzy je tylko z luksusem i jachtami, a dzięki Tobie można poznać też jego historię i prawdziwy klimat. Aż nabrałam ochoty, żeby kiedyś pospacerować tymi urokliwymi uliczkami i spróbować słynnej Tarte Tropézienne. 🇫🇷😊
OdpowiedzUsuńJest luksusowe, ale ta najstarsza część jest bardzo klimatyczna i bardzo przyjemna. Nie czuć tam tego luksusu:)))
UsuńSaint-Tropez is such an incredible mix of rich history and iconic pop culture, and visiting in April sounds like the absolute best decision to beat those peak-season crowds. That story about the Polish baker creating the Tropezienne tart for Brigitte Bardot and the crew made me smile, plus the cake itself looks unbelievably delicious. Watching huge modern yachts sitting right in a port with so much ancient history must feel surreal. Strolling through those colorful old streets with a sweet pastry in hand sounds like an absolute dream afternoon.
OdpowiedzUsuńZwiedzanie Saint-Tropez to idealne połączenie nowoczesności z tradycją. I wszystko to do siebie pasuje. Mnie się tam bardzo podobało. Dziękuję za miły komentarz:)))
UsuńUleńko, Saint-Tropez to jedno z najbardziej ikonicznych i prestiżowych miejsc na Lazurowym Wybrzeżu we Francji. Absolutnie chciałabym kiedyś zwiedzić to miasteczko. Wąskie, brukowane uliczki, pastelowe domki, kawiarnie i galerie tworzą niepowtarzalny klimat, który wspaniale oddałaś w swej fotorelacji. Spacer po centrum Saint-Tropez to okazja do poczucia autentycznego francuskiego uroku i atmosfery.
OdpowiedzUsuńZ najcieplejszym pozdrowieniem...
Anita
Tak, miasto ma autentyczny francuski urok. Dobrze to ujęłaś Anitka. Czułam się tam bardzo fajnie, co serdecznie innym polecam.
UsuńPrzesyłam mnóstwo serdeczności na kolejne letnie dni:)))
Kurczę, jakoś wcześniej nie przyszło mi do głowy, że nazwa tego miasta może się wywodzić od jakiegoś świętego. Nigdy wcześniej o nim nie słyszałam. Ale o samym kurorcie i powiązanych z nim osobistościach już tak.
OdpowiedzUsuńBo to żaden znajomy święty. A tego to w ogóle nie kojarzę. No, ale jest:)))
Usuń