21 czerwca, 2026

Spacer po Gdańsku.

 

Z Kartuz pojechaliśmy do oddalonego o trzydzieści kilometrów Gdańska. W tym pięknym mieście można się zakochać i wracać wiele razy, bowiem historię posiada odległą, zabytki fantastyczne (choć duża część ich odbudowana), muzea wspaniałe, klimat niezwykły, no i położony jest nad morzem. W Gdańsku zobaczyłam już wiele ciekawych miejsc i powstało kilka wpisów na blogu. Dziś kolejny post, bowiem ubiegłoroczny, sierpniowy spacer po mieście ponownie zahaczył o miejsca znane i lubiane, o których jednak wcześniej nie pisałam, np. Katedra Oliwska, ale zobaczyłam też  te, których wcześniej nie odwiedzałam, czyli Muzeum Bursztynu.



KATEDRA W OLIWIE.

Jej pełna nazwa to Bazylika Archikatedralna  Trójcy Świętej w Gdańsku-Oliwie. To wspaniały Pomnik Historii, a obecny kształt nadano jej w XIV wieku. Wcześniej już jednak istniał tutaj klasztor cysterski, zniszczony w wojnach i pożarach. Potem przez wieki świątynię i klasztor nieco rozbudowano, stąd dziś dostrzeżemy mieszankę różnych architektonicznych stylów. Za bazyliką znajdują się budynki klasztorne i ogród, obecnie należące do Gdańskiego Seminarium Duchownego.




Główna fasada jest bardzo harmonijna i przyjemna dla oka, z dwiema równomiernie rozplanowanymi ceglanymi wieżami, prawie pięćdziesięciometrowymi. Przez wejście z ozdobnym barokowym portalem wchodzimy do środka. Tu nad rokokową kruchtą znajdują się niezwykłe ograny, o których później.



To, co zauważamy po wejściu wprawia nas w wielki zachwyt, bowiem kościół jest ogromny, trzynawowy, dość wąski, wysoki i bardzo długi (prawie 100 metrów). Jest najdłuższym kościołem cysterskim na świecie kryjącym prawdziwe dzieła sztuki sakralnej od renesansu do klasycyzmu. Zgodnie z cysterską regułą pomalowany jest na biało, tylko żebrowe sklepienie zdobią złote gwiazdki. Ozdobiony jest też wspaniałą drewnianą snycerką, która kontrastuje z białym kolorem. Posadzka wykonana jest z wapienia olandzkiego, który sprowadzony został ze Skandynawii.








Nawami dotrzemy do transeptu czyli nawy poprzecznej, a dalej mamy prezbiterium i ambit, czyli obejście wokół prezbiterium z wieloma ołtarzami. Wewnątrz świątyni mamy łącznie 23 ołtarze, większość barokowych i rokokowych z marmuru, ale jest też pierwotny, główny, który wykonany został w stylu renesansu niderlandzkiego. Obecny, główny ołtarz jest wybitnym dziełem mistrzów końca XVII wieku. Nad siedmiometrowymi kolumnami widzimy niebo, z którego wychylają się figurki aniołków oraz postaci z testamentów.








Jednak największą atrakcją katedry są drewniane ograny zaprojektowane i zbudowane przez Johanna Wulffa, mnicha cysterskiego, zwanego bratem Michałem. Jego praca trwała 25 lat (1763-1788). Prospekt organowy jest bogato rzeźbiony i wyposażony w czynne do dzisiaj elementy ruchome, jak aniołki z dzwonkami i trąbkami, gwiazdy i słońce. Budowniczy miał trudne zadanie do wykonania, bowiem nawa jest dość wąska, a trzeba było zmieścić tam wiele elementów instrumentu. Udało mu się sprostać temu zadaniu i do dziś słyną one z fenomenalnego dźwięku. Są to jedne z lepiej brzmiących organów w kraju i są w czołówce najsłynniejszych zabytków tego typu w Europie. Wysłuchanie koncertu organowego w katedrze zostawia mnóstwo niezapomnianych wrażeń.




GŁÓWNE MIASTO.

Jedziemy teraz do Śródmieścia, do Głównego Miasta, by pospacerować po tej najbardziej klimatycznej części Gdańska. Zaczynamy od mojej ulubionej ulicy Mariackiej. Tam lody i kawa z widokiem na Bazylikę Mariacką, potem spacer Długim Targiem i ulicą Długą do Bramy Złotej. Tam napawam się pięknem otaczającej architektury i podziwiam pieczołowitość z jaką ją odbudowano. Spacerujemy w kierunku dawnego Targu Węglowego i Drzewnego, witam się Janem Heweliuszem i wchodzę do Wielkiego Młyna, czyli monumentalnego, XIV-wiecznego zabytku architektury krzyżackiej, niegdyś największego zakładu przemysłowego średniowiecznej Europy, który dostosowano parę lat temu do potrzeb Muzeum Bursztynu.















MUZEUM BURSZTYNU.

Tu na kilku poziomach w niezwykle nowoczesnej i multimedialnej oprawie zaprezentowano historię bursztynu. Aby te wspaniałe skarby Ziemi dobrze wyeksponować dominuje tu ciemny kolor wystroju i tła, a światło skierowane jest tylko na bezcenne eksponaty zaprezentowane w muzeum, które podbija ich naturalne piękno. Młyn jest tak nowocześnie zaaranżowany wewnątrz, że można zapomnieć, że znajdujemy się w starym i zabytkowym obiekcie.







Wśród setek eksponatów znajdują się bryłki nieobrobionego bursztynu z całego świata, wiele kawałków posiada inkluzje, czyli zatopione w nich rośliny i zwierzęta. Są także arcydzieła dawnych mistrzów i kolekcja sztuki nowoczesnej. Każdy kawałek bursztynu z inkluzją można powiększyć, by podejrzeć jakie cudeńka są w nim zatopione. Na tle przekroju pnia możemy zobaczyć, że kolory bursztynu zależą od tego, w którym jego miejscu kumulowała się i zastygała żywica. 


PRZEKRÓJ PNIA DRZEWA.   






Na pierwszym poziomie wystawy można odbyć podróż miliony lat wstecz i dowiedzieć się jak powstawał bursztyn i jak lodowiec rozniósł go po świecie. Poziom wyżej to opowieść o bursztynie w kulturze. Znajdują się tu eksponaty związane ze sztuką dawną i współczesną, fantastyczna biżuteria i przedmioty, które służyły do jego obróbki. 







Muzeum Bursztynu w Gdańsku to fascynujące miejsce, pięknie opracowane i przygotowane. Cieszy się też ogromną popularnością, więc czasem trudno będzie w spokoju zwiedzać i zgłębiać się w historię powstania tej zastygłej miliony lat temu żywicy.


14 czerwca, 2026

Kartuzja kaszubska. Kartuzy.

 

Pierwszy raz z pojęciem kartuzji spotkałam się na Majorce, kiedy odwiedzałam Valldemossę. Kartuzja to nic innego jak zabudowania klasztorne zakonu kartuzów, a taki tutaj istniał od XIV wieku. W jednej z zakonnych cel mieszkał nawet przez jakiś czas Fryderyk Chopin.


KARTUZJA W VALLDEMOSSIE.

Zakon kartuzów powstał w XI wieku we Francji, w okolicy Chartreuse (stąd spolszczona nazwa), a założył go św. Brunon z Kolonii. Oparty był na surowej regule św. Benedykta dostosowanej do wymogów życia pustelniczego i klasztornego, życia eremickiego i zarazem zespołowego.  

Kartuzi nie podejmowali działalności duszpasterskiej, ale ich reguła przewidywała wspólne modlitwy, ćwiczenia ascetyczne, post i pracę. Obowiązywało ich także milczenie i przebywanie w samotności przez większą część dnia, a pozdrawiali się słowami memento mori, czyli pamiętaj o śmierci. W średniowieczu zajmowali się także przepisywaniem ksiąg i studiowaniem ojców kościoła. Kartuskie klasztory słynęły ze wspaniałych bibliotek z bogatymi zbiorami, a mnisi uchodzili za najlepiej wykształconych.

Z biegiem lat powstawało coraz więcej kartuzji, męskich i żeńskich, i w sile rozkwitu było ich prawie 300 na całym świecie. Dziś istnieje 21 czynnych klasztorów, a ostatni powstał dwadzieścia lat temu w Korei Południowej. Reguła kartuzów nie zmieniła się przez tysiąc lat istnienia zakonu.

Pod koniec XIV wieku kartuzi dotarli też na ziemie kaszubskie. W obecne okolice sprowadził je szlachcic Jan z Rusocina.  Zbudowali tutaj wtedy kościół z cegły i kamienia polnego widoczny we fragmentach ścian, z trzech stron otaczały go eremy, których było 16 oraz budynki klasztorne, a dalej nad Jeziorem Klasztornym usytuowano słodownię, młyn, piekarnię, browar, spichlerz, dom pożarny i rybacki, a całość nazwano Rajem Maryi. Klasztor słynął z bogactwa i działalności charytatywnej. Uczono miejscowych skrzętności w gospodarowaniu, przemyślności, zapobiegliwości i zamiłowania do porządku, jak czytamy w książce z 1924 roku: Z dziejów Kartuz i Klasztoru Kartuzjanów w Kartuzach. Klasztor działał do czasu kasaty w 1826 roku i po 444 latach istnienia i swojej świetności przestał istnieć. Potem powstała tu parafia. Przez wieki wokół kartuzji rozrosło się miasteczko, nie inaczej jak Kartuzami zwane.



Dziś miejscowość jest znana przede wszystkim z tego, co z kartuzji się zachowało. Widzimy to, kiedy wchodzimy na duży plac klasztorny, kiedyś duży wirydarz. Z tamtych czasów zachował się przed wszystkim kościół, jeden erem, refektarz, studnia i niektóre zabudowania gospodarcze. Wokół cisza, spokój i porządek, brak tylko obecności mnichów, choć kilku „spotkaliśmy” po drodze.  





Wspomniana świątynia to kolegiata pw. Wniebowzięcia NMP, która z nielicznymi przebudowami przetrwała sześćset lat. Jej największą ozdobą są ostrołukowe okna oraz niezwykły w swym kształcie dach. Ma bowiem kształt wieka trumny, nawiązujący zapewne do reguły kartuzów. Podobno jedyny takim w Polsce!






O ile życie kartuzów było raczej skromne, o tyle wnętrze kościoła jest okazałe. Nawet bardzo! Jak gdyby dla swej patronki mnisi chcieli wszystko to, co najpiękniejsze. Zaczynając od ołtarzy: kiedyś główny, dziś znajdujący się w Złotej Kaplicy najstarszy ołtarz gotycki (1444), poprzez renesansowy, złocony ołtarz główny i boczny ołtarz z czarnego marmuru i białego alabastru. Są jeszcze kolejne ołtarze, które są mistrzostwem pracy ówczesnych snycerzy.



OŁTARZ GOTYCKI.


OŁTARZ GŁÓWNY RENESANSOWY.


Zresztą mistrzowska praca snycerzy widoczna jest jeszcze w wielu częściach kolegiaty. Jest to balustrada empory organowej, bogato zdobione stalle po obu stronach świątyni, tron celebransa, drzwi szafy ściennej między stallami, drzwi zasłaniające niszę dawnego tabernakulum, konfesjonał oraz chrzcielnica. I o ile nadmiar dekoracji nie sprzyja skupieniu i modlitwie, o tyle mistrzostwo ich wykonania nie ulega dyskusji.






I jeszcze to, co zwróciło moją szczególną uwagę i podziw! Otóż, kościół poklasztorny w Kartuzach, jako jedyny w Polsce, może pochwalić się zachowanym w pierwotnym miejscu przeznaczenia obiciem ściennym ze złoconego kurdybanu. To dekoracyjne zdobienie lica skóry, często cielęcej, która jest wytłaczana i złocona. Mniejsze jej kawałki zszywa się, by powstała większa całość. Tutaj każdy z dwóch kurdybanów, po obu stronach ołtarza głównego, ma 21 pól misternie zdobionych wizerunkami roślinności: liści i strączków. Takie kurdybany wykonywane były na zachodzie Europy i na pewno stanowiły bardzo drogi zakup dla świątyni, ale nawet po kilku wiekach zachwycają.






Świątynia jest także swoistą galerią malarstwa religijnego. We wnętrzach wisi ponad dwadzieścia obrazów z czasów baroku. Jedne są ogromnych rozmiarów, inne niewielkie, ale świadczą o mecenacie artystycznym przeorów i dobrodziejów klasztoru.




Wychodząc spoglądamy jeszcze raz na zakrystię, która również ma kilka interesujących obiektów i miejsc, choćby ołtarz z początków XVIII wieku usytuowany na tle pięknego, gotyckiego okna. Cieszę się, że w kolegiacie zachowało się tyle oryginalnych dekoracji i dzieł sztuki, dzięki czemu jest tutaj tak bogata galeria sztuki. W dobie włamań do kościołów oraz kosztownych renowacji często bowiem tak się dzieje, które wędrują one do sal muzealnych.




Wychodzimy na duży, dawny wirydarz i kierujemy się w stronę jedynego zachowanego w Polsce kartuskiego eremu. Można zobaczyć w nim jak mieszkali i czym zajmowali się kiedyś mnisi.







Po drugiej stronie świątyni mniejszy, zielony wirydarz prowadzi nas do kolejnego zachowanego i ładnie odnowionego budynku. To dawny refektarz, w którym dziś mieści się współczesna galeria sztuki. Za nim znajdują się dawne budynki gospodarcze przerobione dziś na mieszkania.







To tak w skrócie na temat zakonu kartuzów i jedynego miejsca w Polsce, w którym zachowały się pamiątki ich działalności: budowle, dzieła sztuki, nazwa miejscowości i wspomnienia. A ja zrealizowałam kolejne marzenie, które zamieniło zwykły dzień w niezwykłą historię. A na wizycie w Kartuzach dzień się nie kończył...