Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogrody Branickich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogrody Branickich. Pokaż wszystkie posty

12 lipca, 2021

Białystok w strugach deszczu.

Właśnie tak zwiedzałam tę podlaską stolicę, którą już od jakiegoś czasu miałam w swoich planach. Zresztą nie tylko Białystok był w planach, ale również inne piękne miejsca Podlasia, tej niezwykłej historycznej krainy. Tym razem podczas dwudniowej wycieczki liznęłam tylko niektórych jej zakątków, ale kiedy poluzowano obostrzenia i pojawiła się oferta lokalnego Biura Podróży Alicja, ochoczo z niej skorzystałam. Dobre dwa dni!



O Tykocinie, Kruszynianach i Supraślu będzie w innych wpisach, a dziś zwiedzanie w strugach deszczu stolicy regionu. Prognozy nie były łaskawe, ale każdy z wycieczkowiczów miał nadzieję, że może się nie spełnią. Niestety! Tym razem sprawdziły się w stu procentach. Padało więc mocniej lub słabiej, ale przez cały czas. My pod parasolami, pani przewodnik również, słuchawka do ucha i zwiedzamy! No i staramy się robić zdjęcia. To chyba cud, że jakieś wyszły!



Zaczęliśmy od prawosławnej Katedry św. Mikołaja, którą mogliśmy podziwiać tylko z zewnątrz ze względu na nabożeństwo, ale dowiedziałam się wielu interesujących wiadomości na temat tej wiary. Pani przewodnik była takiego wyznania, a w tym mieście mieszka najwięcej prawosławnych w Polsce (13 cerkwi, 14-ta w budowie).



Potem ulicą Lipową pomaszerowaliśmy do centrum miasta mijając po drodze ładnie malowane metodą sgraffito fasady kamienic. W większości są one odbudowane, bowiem miasto podczas ostatniej wojny było prawie w całości zniszczone. Wokół mnóstwo ogródków kawiarnianych i jeszcze sporo w nich ludzi. To miejsce uwielbiają też artyści, bo sporo tu również galerii.



Wchodzimy na główny plac miasta - Rynek Kościuszki, który ma nieczęsto spotykany kształt mocno wydłużonego trójkąta. W jego centrum znajduje się XVIII-wieczny ratusz z wieżą zegarową, również odbudowany po zniszczeniach wojennych. Kiedyś były tu kramy i hala targowa, dziś mieści się w nim Muzeum Okręgowe.




A między kamienicami po lewej stronie rynku spotykamy ciekawą postać – mosiężny posąg młodego Ludwika Zamenhofa. Ten urodzony tutaj w połowie XVIII wieku w żydowskiej rodzinie chłopiec jest dumą miasta. I myślę, że dumą nas wszystkich! Współczesny mu Białystok był wielonarodowościowy, wynikały stąd częste konflikty. Ludwik uważał, że powodem jest bariera językowa i już jako 10-latek napisał dramat Wieża Babel, czyli tragedia białostocka w pięciu aktach. Najlepszym rozwiązaniem, jego zdaniem, było stworzenie wspólnego dla wszystkich języka. Mimo iż studiował medycynę i został potem wziętym okulistą, dużą część życia poświęcił na jego stworzenie. I tak powstał język esperanto, który został uznany na całym świecie. Stosowany był dość długo, aż wyparły go inne międzynarodowe języki. Zamenhof był nawet kilka razy nominowany do Nagrody Nobla. Interesująca postać!



Za ratuszem wzrok przyciągają wysokie wieże świątyni i Białystok Eye, czyli diabelski młyn, z którego w piękną pogodę można na pewno podziwiać spory kawałek miasta.




Idziemy dalej, część wycieczkowiczów zatrzymuje się na pamiątkową, deszczową fotkę przy literach z napisem miasta, część chowa się w podcieniach kamienic. W tej części placu też  widać ciekawe historyczne obiekty, jak dawna austeria (zajazd), dawna zbrojownia – Cekhauz,  po drugiej stronie Klasztor Sióstr Miłosierdzia Bożego św. Wincentego a Paulo (szarytki).






Dalej to już przyciągająca z daleka wzrok świątynia. Wygląd nietypowy, bowiem najpierw widać niewielki biały kościółek, a do niego przylega ogromna budowla z czerwonej cegły. Dlaczego tak? Ten mniejszy zbudowano z fundacji marszałka Piotra Wiesiołowskiego na początku XVII wieku jako kościół farny, a kiedy miasto się rozbudowało świątynia stała się za mała. W czasach zaborów Polacy wystąpili do władz carskich o pozwolenie na budowę nowej. Jednak dostali zgodę tylko na jej rozbudowę. Rozbudowali ją więc na początku XX wieku do gigantycznych rozmiarów i takim dziwnym sposobem powstała ta ogromna i piękna świątynia. Dziś to Bazylika Archikatedralna Wniebowzięcia NMP. Zbudowano ją w stylu neogotyckim, rewelacyjnie przypominającym dawny gotyk.  Prezentuje się okazale i na zewnątrz i w środku. Najbardziej podobały mi się tu ołtarze: główny, drewniany - prezentujący Wniebowzięcie NMP oraz drugi – Matki Boskiej Częstochowskiej. Ten wygląda na marmurowy, ale wykonany jest również z drewna i powleczony masą mozaikową. Obydwa to dzieła sztuki! Świątynie przetrwały wojnę w dobrym stanie.











Na koniec spaceru w deszczu pozostał nam rarytas białostocki – Pałac Branickich z ogrodami. Z bazyliki przechodzimy przez Plac Jana Pawła II mijając najstarszą ulicę w mieście – ulicę Jana Kilińskiego.



Dalej wzdłuż pałacowego ogrodzenia udajemy się do głównej bramy wjazdowej skąd nawet w strugach deszczu prezentuje nam się przepiękny widok. Ogromna i bardzo ozdobna Brama z Gryfem – herbem Branickich wprowadza nas na długi podjazd i gdyby nie to, że mokro i coraz chłodniej można byłoby poczuć się przez kilka chwil gościem Branickich doświadczającym ich luksusów. Na początku XVII wieku, wspomniany marszałek Wiesiołowski, zbudował tu zamek, ale pod koniec wieku należał już do magnackiej familii Branickich i to oni przebudowali go przepięknie w stylu barokowym. Stał się ich rezydencją, konkurującą z innymi pałacami w kraju, a nawet w Europie. Nazywany był Wersalem Północy. Braniccy zbudowali również miasto obok pałacu, część pozostałej tu zabudowy zawdzięczamy architektom hetmana Jana Klemensa Branickiego. Wnętrza można zwiedzać, trzeba to jednak wcześniej uzgodnić, gdyż dalej służy, choć nie Branickim. Odbudowany po zniszczeniach wojennych gości tutaj studentów medycyny (Uniwersytet Medyczny).







Ale ogrody pałacowe są dostępne dla każdego.  Mieszczą się za pałacem i są doskonale utrzymane, a rabaty kwiatowe ogrodu francuskiego zmieniają się wraz z porami roku. Są tu alejki otoczone bukszpanami. Jest wiele rzeźb, klombów, są fontanny, jest pawilon włoski. Wszystko to nawet w deszczu robi ogromne  wrażenie!









 

Można byłoby zwiedzać dłużej, ale pogoda nas jednak pokonała. Zmoczeni dojechaliśmy na nocleg do hotelu Podlasie, gdzie czekał na nas gorący prysznic, jeszcze ciepłe grzejniki (22 maja!) i pyszna kolacja. Ale i tak to był niezwykły i piękny dzień!