niedziela, 4 grudnia 2022

W stolicy polskiego rocka. Jarocin.

 

Skończyły się wpisy z południowoeuropejskim słoneczkiem i błękitnym morzem w tle. Kolejne będą z naszego polskiego podwórka, słoneczka w nich trochę będzie, morza już nie. Trudno! Nie wszystko może leżeć nad morzem!

Jarocin na pewno nad morzem nie leży, tylko w Wielkopolsce na trasie Poznań-Kalisz. Najbardziej znany jest z organizowanych tu od pięćdziesięciu lat festiwali rockowych. Nazywany jest zresztą stolicą polskiego rocka. Odnajdziemy tu wiele akcentów z nim związanych, ale innych atrakcji w Jarocinie też nie brakuje. Byłam tu na krótko w ubiegłym roku, jednak to co zobaczyłam spowodowało, że postanowiłam wrócić. Czekałam tylko na zakończenie trwających w centrum ogromnych remontów. I tak minęło półtora roku. W listopadzie zrealizowałam swoje marzenie. Co prawda remont nawierzchni na rynku jeszcze trwa i to utrudnia zwiedzanie, ale inne miejsca są dostępne. To zaczynamy!


PAŁAC RADOLIŃSKICH.

Samochód zostawiamy na parkingu, przy niedługiej ulicy Zamkowej. Latem na pewno jest tu tłoczno, ale w listopadową sobotę było spokojnie. Skoro ulica Zamkowa, to jest i zamek. Ten jest dość nowy, odbudowany po zniszczeniach, ale Jarocin jest miastem z długą historią, sięgającą XIII wieku, więc pewnie inne pałace tu istniały. Miasto leżało na ważnych szlakach komunikacyjnych, handlowych i przez wieki było własnością różnych wielkopolskich rodów szlacheckich, którzy o nie dbali. Choć nie omijały je też klęski. Obecny pałac rodu Radolińskich herbu Leszczyc (w czasach pruskich przemianowani na von Radolin) został zbudowany w połowie XIX wieku, jako niezwykle piękna rezydencja w stylu angielskiego gotyku. Widać to na obrazie w ocalałej z pożaru w 1917 roku części pałacu, który strawił większość zabudowy oraz bogate zbiory i pamiątki rodzinne gromadzone przez wieki.









Dziś mieści się w nim muzeum, szkoła muzyczna i biblioteka. Po Radolińskich niewiele zostało, ale to co zobaczyliśmy mówi wiele o ich zamożności i dobrym smaku, choćby srebrne guziki z herbem z kamerdynerskiej liberii czy gotyckie intarsje zakupione w Salzburgu, a także przepiękne witraże, meble, drzwi oraz klatka schodowa.


WYSTAWA CZASOWA DLA DZIECI
WYPOŻYCZONA Z CENTRUM NAUKI KOPERNIK.

HISTORIA JAROCINA.

GUZIKI Z HERBEM DO LIBERII.

GOTYCKIE INTARSJE.

URATOWANE WITRAŻE.

ORYGINALNE DRZWI.

PIĘKNA KLATKA SCHODOWA. 

Na ścianach zwróciłam uwagę na współczesną wystawę niezwykłych serwet, zwanych snutkami golińskimi. Większość pewnie tę nazwę słyszy pierwszy raz! Ja również! Snutka to rodzaj haftu nasnutego na płótnie wykonywany w tej okolicy. Pozostałe części płótna są wycinane i w ten sposób powstaje taki niezwykle misterny wzór. Przecudne!!!





Niezmiernie ciekawa jest historia rodu Radolińskich vel Radolin, którzy dla Polaków stali się Niemcami, a dla Niemców byli Polakami. Dla zainteresowanych do doczytania ich dzieje. Pałac, jak widzicie, prezentuje się całkiem przyjemnie. Zwłaszcza, że otoczony jest dużym, zadbanym parkiem. 







W parku znajdziemy wiekowe okazy drzew, stawy z fontannami, aleje spacerowe, gotyckie ruiny kościoła św. Ducha, nowy amfiteatr z rockowymi wspomnieniami i budynek zwany Skarbczykiem. Ten ostatni niegdyś był siedzibą właścicieli miasta, później rodowym skarbcem Radolińskich. Dziś jest tu galeria i miejsce spotkań różnych organizacji. 
















SKARBCZYK

SKARBCZYK W JESIENNEJ ODSŁONIE.

Obok pochowano, według życzenia, jednego z właścicieli – Alfreda von Radolina. Z tego miejsca jest ładny widok na najstarszą część miasta. Zauważyliście pewnie, że już tutaj pojawiły się wspomnienia jarocińskich festiwali rockowych. Znacznie więcej ich jednak po drugiej stronie ulicy.




Stoi tu zabytkowy, wyremontowany spichlerz, a w nim  muzeum - Spichlerz Polskiego Rocka i to w tej niezwykłej scenerii wyeksponowano bogatą dokumentację fotograficzną kultowego festiwalu, wycinki prasowe, nagrania muzyczne i filmowe z kolejnych festiwali, a także pamiątki po festiwalowych, czasem kontrowersyjnych, wykonawcach. Są tu także oryginalne plakaty, wejściówki, ubrania, pamiątkowe koszulki oraz, oczywiście, glany. Wystawa ma nowoczesną, multimedialną oprawę, można posłuchać - słuchałam i pośpiewać – śpiewałam ulubione kawałki. Ich dźwięki zresztą towarzyszą nam od początku zwiedzania. Muzyka, jak wiadomo uszczęśliwia, więc pobyt w tym muzeum jest niezwykle przyjemny. Fani rocka mogą zapoznać się z jego historią, a także spotkać się i powspominać, bowiem na parterze znajduje się klubokawiarnia. 









Wychodzimy z muzeum i od razu rzuca nam się w oczy duży mural o tej samej tematyce. To mural punka, jeden z wielu jarocińskich murali nawiązujących do historii polskiego rocka. Są one elementem projektu promocji Spichlerza Z kontrkultury w popkulturę. W najstarszej części miasta, które zwiedzaliśmy spotkałam jeszcze kilka.



Stąd już dosłownie trzy kroki do rynku. Ale po drodze jeszcze wizyta w kościele parafialnym św. Marcina. To najstarszy jarociński zabytek z XIII wieku zbudowany przez założycieli miasta – Jarocińskich, choć przebudowany i powiększony przez Radolińskich, stąd gotyku na pierwszy rzut oka niewiele. Okolony jest krużgankiem, a wnętrze posiada ogromy i przepiękny barokowy ołtarz. Jest tu też kaplica rodowa Radolińskich.







Po drugiej stronie ulicy znajduje się kino Echo, a w niej kawiarnia Filmowa, którą polecam na obiad, kawę i deser. Jest nastrojowo, pysznie i niedrogo!



A teraz jarociński rynek. Wspominałam już, że remonty nawierzchni jeszcze trwają i to nam utrudniło zwiedzanie, ale zza stert płytek można zauważyć ładny ratusz. Zbudowano go w XVIII wielu w miejscu poprzedniego, który uległ spaleniu. Interesujące są jego podcienia okalające cały budynek. Dookoła ładne kamienice i zadbane uliczki. Widać, że część jest po zakończonych właśnie remontach.









Wracamy do auta. Po drodze jeszcze jeden symbol jarocińskich festiwali – popularny pomnik Glana. Na zdjęciach mamy go w letniej i jesiennej odsłonie.



Możemy wracać. To był szarobury listopadowy dzień, ale jakże wesoły i doskonale spędzony, urozmaicony jarocińskimi atrakcjami, których w tym mieście nie spodziewałam się zastać. 



23 komentarze:

  1. Super fotorelacja, jak zawsze wszystko tak dokladnie opisane, super! :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie myślałam, że w Jarocinie jest tyle do zwiedzania. Może poczekam aż skończą remont i się wybiorę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja przejeżdżałam przez miasto wiele razy i też jakoś nie wpadło mi, aby się zatrzymać. Dobrze, że ten pierwszy raz jednak nastąpił:)))

      Usuń
  3. Z zespołu pałacowo-parkowego najbardziej zainteresowały mnie ruiny kościoła Św. Ducha i Skarbczyk :)
    Rock nigdy nie był moim ulubionym gatunkiem muzycznym - nie znoszę wręcz brzmienia gitary elektrycznej... ot taka moja przypadłość.
    Wycieczka ciekawa - podziwiam ludzi, którzy gromadzą eksponaty związane z historią jakiegoś miejsca. Kilku takich pasjonatów znam osobiście :)
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruiny kościoła są zabezpieczone i odbywają się w nim wystawy i kameralne koncerty. Atmosfera wtedy musi tam być wspaniała. Ot, taka odskocznia od rockowych miejsc Jarocina.
      Całusy, pozdrawiam serdecznie:)))

      Usuń
  4. Zaskoczyłaś mnie bardzo pozytywnie Jarocinem. Żona obejrzała i powiedziała, że koronki chyba nawet ładniejsze niż te koniakowskie. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten haft jest charakterystyczny dla południowej Wielkopolski, o czym dopiero się dowiedziałam. Ale na pewno trudniejszy niż koniakowski, bo tu wycina się pozostałości. Coś jak haft richelieu, tylko drobniejsze wzory. Mnie zafascynował!

      Usuń
  5. Nie miałam pojęcia, że to takie wspaniałe miasto z pięknymi zabytkami. Od zawsze kojarzy mi się przede wszystkim z legendarnym już festiwalem rockowym. Oczarowały mnie snutki golińskie, przypominają haft richelieu. Jednak są delikatniejsze.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też byłam zaskoczono ilością atrakcji, jakie to miasto oferuje. A snutki też mnie oczarowały. Fajnie jest podróżować i ciągle uczyć się czegoś ciekawego. Całusy:)))

      Usuń
  6. No niestety, nie wszystko może leżeć nad morzem ale byłoby lepiej, gdyby jednak leżało 🙂. Do Jarocina chciałam pojechać kiedy byłam na takie imprezy za młoda. Kiedy już osiągnęłam wiek ku temu odpowiedni to mi się odechciało i zdecydowanie wolałam rockowe koncerty pojedynczych wykonawców. A teraz to już jestem taka stara, że pojechałabym do Jarocina jedynie turystycznie bo to musi być fajne i ciekawe miasto 🙂.
    Pozdrawiam cieplutko Ulcia, żyj radośnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I najlepiej oglądać rockowe wspomnienia w jarocińskim muzeum. Ale szaleństwo w czasie festiwali bywało niesamowite. Dziś dalej się one tu odbywają, ale nie są już takie kultowe.
      Pięknego weekendu Monia:)))

      Usuń
  7. No proszę.... I znowu mnie mile zaskoczyłaś ...bo pięknie wyglądasz na tej kanapce:-))) i nie tylko na kanapce!!!
    A Jarocin że swoim pałacem i innymi ciekawymi budynkami wygląda bardzo ciekawie.
    Serdeczności Urszulko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zaskakujące miasto. Przynajmniej dla mnie.
      Dzięki za komplementy. Jakoś się trzymam, póki zdrowie.
      Całusy:)))

      Usuń
  8. Ta klatka schodowa jest super :) Świetne zdjęcia :) Dobrego wieczoru :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Karoci z am że słyszenia, oczywiście z pankowych koncertów, które tam były jak bylam jeszcze mocno młoda :) nie były to moje klimaty, takze nie ciągnęło mnie tam. Dzis bym pozwoedzala. Ula dzięki za wspólny spacer :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie byłam kiedyś, ale teraz dorosłam i z chęcią zwiedziłam.
      Pozdrawiam serdecznie 😘

      Usuń
  10. Nawet w tak niepozornych miejscowościach można znaleźć coś ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama wiesz najlepiej, że kto szuka, ten znajdzie. Nawet tam, gdzie inni nie znajdą:)))

      Usuń
  11. Do Wielkopolski kiedyś wrócę napewno, jak pewnie się domyślasz z powodu Wielkopolskiego Szlaku Wiatracznego. Natomiast Jarocin w Twojej relacji wygląda dobrze i być może również i o niego zahaczę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiatraków w okolicy nie widziałam, ale jest świetnie odnowiony całkiem niedaleko ode mnie, w Budzisławiu Kościelnym, o którym już pisałam. Pozdrawiam ❤

      Usuń

Jeśli nie jesteś zarejestrowanym użytkownikiem komentuj jako użytkownik anonimowy. Możesz wtedy dodać swój podpis! I wszystko OK. Dziękuję też wszystkim komentującym za odwiedzenie mojego boga:)