Każde hiszpańskie miasto, które odwiedziłam jest inne, ale każde
ma w sobie coś fascynującego i niepowtarzalnego, co przyciąga jak magnes. Taka
jest też Kordoba, bardzo stara, z mnóstwem wspaniałych zabytków, z
których najpiękniejsza jest Mezquita, czyli dawny meczet (Wielki
Meczet). Jest to jedna z najokazalszych na świecie budowli wzniesionych
przez muzułmanów.
Po dawce historii teraz czas na spacer po najstarszej części Kordoby, który zaczynamy za mostem spinającym brzegi rzeki Gwadalkiwir. Widok stąd jest wspaniały: kamienny most, wiekowa zabudowa i świątynia z niej wyrastająca, ale to i tak nie zwiastuje tego, co zobaczymy za chwilę.
Na początku mostu mamy okazałą Wieżę Kalifatu (Torre de la Calahorra), która w przeszłości pełniła funkcję ufortyfikowanej bramy prowadzącej do miasta. Przebudowali ją w XIV wieku Hiszpanie wykorzystując pozostałości arabskiego fortu. Dziś jest tu muzeum i punkt widokowy na miasto.
Wchodząc na most (Puente Romano) widzimy i czujemy jego majestat, bo mimo późniejszych przebudowywań zachował wiele rzymskich elementów konstrukcyjnych, jak widać na powyższych zdjęciach. Zbudowano go w I wieku p.n.e. i był on częścią rzymskiej drogi Via Augusta, która łączyła południe Hiszpanii z Rzymem. Ma 250 metrów długości i 9 szerokości, a oparty jest na 16 kamiennych łukach. Do dziś widać tutaj solidność rzymskiej myśli technicznej. Z wysokości mostu zobaczymy też, nieco zarośnięte, pozostałości średniowiecznego młyna i kół wodnych, które wykorzystywano do produkcji mąki.
Za nimi wyłania się zamek. To Zamek Królów Chrześcijańskich (Alcazar de los Reyes Cristianos). Za czasów kalifatu był tu pałac emirów i kalifów, a potem został przebudowany przez hiszpańskich królów i był ich siedzibą. To tutaj, przed podbiciem Grenady, urzędowali Izabela Kastylijska i Ferdynand Aragoński, którzy dokonali potem zjednoczenia Hiszpanii. Dziś mieści się w nim muzeum, a największymi zabytkami są w nim zabytki… z czasów rzymskich, jak mozaiki czy sarkofag. Jednak zamek zwiedza się przede wszystkim dla jego wspaniałych trzypoziomowych ogrodów wypełnionych basenami, fontannami, rzeźbami i wypielęgnowaną roślinnością.
| Źródło. |
Przed wejściem do miasta wita nas Puerta del Puente, czyli Brama Mostowa wzniesiona w XVI wieku. Ma ona charakter reprezentacyjny i jest klasycystycznym łukiem triumfalnym.
Za nią, na Placu Triumfalnym (Plaza del Triunfo), zaczyna się zabudowa wspomnianego dawnego meczetu, która jednak w dalszym ciągu nie zapowiada tego co zobaczymy dalej. W głębi, po prawej stronie, znajduje się nowoczesne Centrum Turystyczne z toaletami. Tutaj nawet wizyta w toalecie zapewnia niezwykłe atrakcje, bowiem wyeksponowano w niej najstarsze zachowane mury oraz dawną makietę miasta.
Mijamy teraz marmurową kolumnę Archanioła Rafaela, potem
po lewej Pałac Biskupi. Został on wzniesiony na terenie ruin
Alcazaru Kalifatu i mieści dziś Muzeum Diecezjalne z bogatą kolekcją zbiorów
pochodzących z okolicznych kościołów i Wielkiego Meczetu. Zbudowano go wokół
pięknego dziedzińca, a na piętro prowadzą wspaniałe barokowe schody z
polichromowanym sklepieniem.
Dalej stoi kolejny okazały obiekt. To dawny XVI-wieczny szpital
San Sebastian łączący style gotyku i renesansu. Ma piękny dziedziniec w
stylu mudéjar, gotycką kaplicę i freski ze scenami religijnymi. Dziś mieści się
w nim Centrum Konferencyjne.
A po prawej stronie przez cały czas mamy zabudowę Mezquity,
czyli dawnego Wielkiego Meczetu i już widać, że z tą wielkością to nie
przesada. Mijamy kolejne zamknięte dziś wejścia bogato zdobione arabskimi
wzorami.
Kolejne z wielu wejść wprowadza nas na dziedziniec wypełniony
drzewkami gorzkiej pomarańczy i, oczywiście, tłumami turystów. Takie dziedzińce
służyły muzułmanom do ceremonialnego obmycia się przed wejściem do świątyni. Dookoła
dziedzińca mamy zdobione arkadowe podcienia, wewnątrz wyeksponowano dekoracyjne
deski, które były częścią dawnych świątyń. Na jednej ze ścian dziedzińca widać
wysoką dzwonnicę, dawny przebudowany minaret, na który można się wspiąć i
podziwiać widoki na miasto.
Historia meczetu, do którego za chwilę wkroczymy jest
skomplikowana i bardzo odległa, bowiem już w starożytności znajdowała się tym miejscu rzymska świątynia, potem
Wizygoci zbudowali tutaj swoją bazylikę, aż wreszcie od VIII wieku muzułmanie
zaczęli wznosić na tym miejscu meczet. W dwóch kolejnych wiekach powiększono go
trzykrotnie i dziś naprawdę jest to Wielki Meczet, choć właściwie nie do
końca meczet…
Kiedy jesteśmy już wewnątrz i wzrok przyzwyczai się do mroku,
dostrzegamy potężny las, las kolumn podtrzymujących sklepienie,
ustawionych arkadowo, oddzielających kolejne nawy, które wydają się nie mieć
końca. Kolumny są wykonane z marmuru, porfiru, granitu, jaspisu i onyksu, a ich
wspólną cechą są naprzemiennie ułożone cegły i kamienie w podwójnych łukach,
które tworzą efekt czerwono-białych pasów na wzór bizantyński. Kolumn jest
ponad 800 i częściowo pochodzą z wcześniejszych rzymskich budowli. Budowla
wydaje się być lekka, pomimo ogromnej ilości kamienia i robi przeogromne
wrażenie, które trudno porównać z innymi do tej pory doznanymi. Emocje, które
towarzyszyły mi od wejścia były wręcz szokiem na niezwykłość i piękno zastanego
miejsca, mimo iż spodziewałam się, co tu zastanę. Rzeczywistość przerosła moje
wyobrażenia! Czułam także podziw dla dawnych
mistrzów, którzy to dzieło zbudowali. Kalifowie Kordoby zdecydowanie
sprowadzili do jej budowy najlepszych fachowców.
Spacerując między kolumnami dojrzymy niezwykle ozdobny mihrab,
czyli niszę modlitewną, która tutaj ma kształt ośmiokątnej kaplicy ze sklepieniem
w kształcie muszli podtrzymywanym przez sześć kolumienek, a wchodzi się do
niego przez podkowiasty łuk. Podobno jest to jeden z najpiękniejszych mihrabów
świata islamskiego. My widzieliśmy go tylko z boku, bowiem przesłonięty był
rusztowaniem.
Po drodze widzimy pozostałości dawniejszej bazyliki, ale też chrześcijańskie obrazy, rzeźby, liczne boczne
ołtarze, hiszpański skarbiec z ogromną monstrancją, więc coś się w tym meczecie
nie zgadza. Okazuje się, że wewnątrz natrafiamy na katolicki kościół, dziś
Katedra Kordoby, wmurowany w meczet, który zaburza jego harmonię. Po
zdobyciu miasta chrześcijańscy władcy postanowili wymazać ślady islamu i
rozpoczęli jego przebudowę, jednak kolejny król, Karol V, dostrzegł w Mezquicie
wielkie dzieło sztuki i zatrzymał jej całkowite zniszczenie. Pośrodku stanęła więc
wyniesiona w górę katedra, której kopuła dominuje nad budowlą a pozostała część
meczetu przetrwała. Budowa transeptu, chóru i części ołtarzowej trwała 250 lat,
więc znajdziemy tu dziś wiele stylów. Wszystko jest piękne, dostatnie, jednak i
tak największe wrażenie robi ten niezwykły i niepowtarzalny las kolumn.
Rozpisałam się, ale wspomnieć jeszcze muszę o bajkowym świecie,
który znajduje się poza Mezquitą. A tam w pobliżu znajdziemy gąszcz wąskich
uliczek szczelnie wypełnionych białymi domami ze wspaniałymi balkonami. Te
bliższe zapełnione są sklepami z pamiątkami i klimatycznymi knajpkami, w tych
dalej od centrum oddalonych jest już spokojniej i można chłonąć klimat dawnej
Kordoby.
Ale znajdziemy w nich jeszcze coś cudnego. To patios
Cordobeses, czyli kolorowe podwórka albo dziedzińce domów, które kiedyś
były sercami domów, a dziś są popularną atrakcją miasta. Są one bogato
dekorowane kwiatami i krzewami w kolorowych donicach, które często tworzą
niezwykłe kompozycje. Do tego dochodzą fontanny, kolorowe płytki, dekoracje i meble,
które tworzą małe oazy w środku dusznego miasta. Są to prywatne miejsca, które
można obejrzeć w maju, kiedy odbywa się tutaj festiwal patio, czyli Fiesta
de los Patios, a w pozostałym czasie możne je podejrzeć przez bramy. Ten
festiwal został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO i
właściciele patio starają się, by co roku było piękniej. W wielu miejscach na takich kwiatowych
dziedzińcach znajdziemy też knajpki, więc biesiadowanie w takim klimacie jest mega
przyjemnie.
Kordoba to kolejne wspaniałe
miejsce na mapie Hiszpanii. Cieszyłam się, że ją odwiedzę i potwierdzę swoje
wyobrażenia o tym wspaniałym mieście. Teraz cieszę się po tysiąckroć bardziej,
bo moje wyobrażenia były dość marne w stosunku to rzeczywistości!









































Usiu, bardzo dziękuję za piękną relację. Nigdy nie byłam w tym mieście. Jestem zachwycona Kordobą i jej zabytkami. Przypuszczam, że nic nie przebije wizyty w Mezquicie, w tym dawnym meczecie przekształconym w katedrę. Jest ogromny, misterny i budzi podziw. To prawdziwy cud średniowiecznego świata. Domyślam się, że spacer po tym wspaniałym mieście zachęca do powolnego spaceru i dostrzeżenia detali.
OdpowiedzUsuńSerdecznie pozdrawiam:)