28 lutego, 2026

Mezquita i inne niezwykłości Kordoby. Hiszpania.

 

Każde hiszpańskie miasto, które odwiedziłam jest inne, ale każde ma w sobie coś fascynującego i niepowtarzalnego, co przyciąga jak magnes. Taka jest też Kordoba, bardzo stara, z mnóstwem wspaniałych zabytków, z których najpiękniejsza jest Mezquita, czyli dawny meczet (Wielki Meczet). Jest to jedna z najokazalszych na świecie budowli wzniesionych przez muzułmanów.



Kordoba leży w regionie Andaluzji, nad rzeką Gwadalkiwir, u stóp górskiego masywu Sierra Morena. Już w starożytności, kiedy swą prowincję mieli tu Rzymianie było to znaczące miejsce, a Kordoba była jednym z największych rzymskich miast. Po upadku cesarstwa zagościli tu na jakiś czas Wizygoci, a potem na kilka wieków Maurowie. Dzisiejszą nazwę regionowi nadali właśnie Muzułmanie (w ich języku Al-Andalus), którzy podbili go w VIII wieku. Szczyt rozwoju miasta przypada na IX wiek, kiedy utworzono tu samodzielny i niezależny od wschodu kalifat. Za ich czasów Al-Andalus był kwitnącym rejonem, a Kordoba była jednym z największych, najbogatszych i najbardziej rozwiniętych miast całej ówczesnej Europy. Przez kilka wieków miasto rozkwitało, liczba ludności przekroczyła pół miliona, jej uliczki wypełniały liczne sklepy, wspaniałe meczety (300), pałace, biblioteki (20), łaźnie publiczne (300), szpitale (50) oraz prawie sto szkół i wyższych uczelni. Ten okres prosperity przyhamował w 1236 roku, kiedy Kordobę przejęli Kastylijczycy.



Po dawce historii teraz czas na spacer po najstarszej części Kordoby, który zaczynamy za mostem spinającym brzegi rzeki Gwadalkiwir. Widok stąd jest wspaniały: kamienny most, wiekowa zabudowa i świątynia z niej wyrastająca,  ale to i tak nie zwiastuje tego, co zobaczymy za chwilę.



Na początku mostu mamy okazałą Wieżę Kalifatu (Torre de la Calahorra), która w przeszłości pełniła funkcję ufortyfikowanej bramy prowadzącej do miasta. Przebudowali ją w XIV wieku Hiszpanie wykorzystując pozostałości arabskiego fortu. Dziś jest tu muzeum i punkt widokowy na miasto.



Wchodząc na most (Puente Romano) widzimy i czujemy jego majestat, bo mimo późniejszych przebudowywań zachował wiele rzymskich elementów konstrukcyjnych, jak widać na powyższych zdjęciach. Zbudowano go w I wieku p.n.e. i był on częścią rzymskiej drogi Via Augusta, która łączyła południe Hiszpanii z Rzymem. Ma 250 metrów długości i 9 szerokości, a oparty jest na 16 kamiennych łukach. Do dziś widać tutaj solidność rzymskiej myśli technicznej. Z wysokości mostu zobaczymy też, nieco zarośnięte, pozostałości średniowiecznego młyna i kół wodnych, które wykorzystywano do produkcji mąki.



Za nimi wyłania się zamek. To Zamek Królów Chrześcijańskich (Alcazar de los Reyes Cristianos). Za czasów kalifatu był tu pałac emirów i kalifów, a potem został przebudowany przez hiszpańskich królów i był ich siedzibą. To tutaj, przed podbiciem Grenady, urzędowali Izabela Kastylijska i Ferdynand Aragoński, którzy dokonali potem zjednoczenia Hiszpanii. Dziś mieści się w nim muzeum, a największymi zabytkami są w nim zabytki… z czasów rzymskich, jak mozaiki czy sarkofag. Jednak zamek zwiedza się przede wszystkim dla jego wspaniałych trzypoziomowych ogrodów wypełnionych basenami, fontannami, rzeźbami i wypielęgnowaną roślinnością.

 

Źródło.


Przed wejściem do miasta wita nas Puerta del Puente, czyli Brama Mostowa wzniesiona w XVI wieku. Ma ona charakter reprezentacyjny i jest klasycystycznym łukiem triumfalnym.



Za nią, na Placu Triumfalnym (Plaza del Triunfo), zaczyna się zabudowa wspomnianego dawnego meczetu, która jednak w dalszym ciągu nie zapowiada tego co zobaczymy dalej. W głębi, po prawej stronie, znajduje się nowoczesne Centrum Turystyczne z toaletami. Tutaj nawet wizyta w toalecie zapewnia niezwykłe atrakcje, bowiem wyeksponowano w niej najstarsze zachowane mury oraz dawną makietę miasta.




Mijamy teraz marmurową kolumnę Archanioła Rafaela, potem po lewej Pałac Biskupi. Został on wzniesiony na terenie ruin Alcazaru Kalifatu i mieści dziś Muzeum Diecezjalne z bogatą kolekcją zbiorów pochodzących z okolicznych kościołów i Wielkiego Meczetu. Zbudowano go wokół pięknego dziedzińca, a na piętro prowadzą wspaniałe barokowe schody z polichromowanym sklepieniem.





Dalej stoi kolejny okazały obiekt. To dawny XVI-wieczny szpital San Sebastian łączący style gotyku i renesansu. Ma piękny dziedziniec w stylu mudéjar, gotycką kaplicę i freski ze scenami religijnymi. Dziś mieści się w nim Centrum Konferencyjne.





A po prawej stronie przez cały czas mamy zabudowę Mezquity, czyli dawnego Wielkiego Meczetu i już widać, że z tą wielkością to nie przesada. Mijamy kolejne zamknięte dziś wejścia bogato zdobione arabskimi wzorami.






Kolejne z wielu wejść wprowadza nas na dziedziniec wypełniony drzewkami gorzkiej pomarańczy i, oczywiście, tłumami turystów. Takie dziedzińce służyły muzułmanom do ceremonialnego obmycia się przed wejściem do świątyni. Dookoła dziedzińca mamy zdobione arkadowe podcienia, wewnątrz wyeksponowano dekoracyjne deski, które były częścią dawnych świątyń. Na jednej ze ścian dziedzińca widać wysoką dzwonnicę, dawny przebudowany minaret, na który można się wspiąć i podziwiać widoki na miasto.








Historia meczetu, do którego za chwilę wkroczymy jest skomplikowana i bardzo odległa, bowiem już w starożytności znajdowała  się tym miejscu rzymska świątynia, potem Wizygoci zbudowali tutaj swoją bazylikę, aż wreszcie od VIII wieku muzułmanie zaczęli wznosić na tym miejscu meczet. W dwóch kolejnych wiekach powiększono go trzykrotnie i dziś naprawdę jest to Wielki Meczet, choć właściwie nie do końca meczet…




Kiedy jesteśmy już wewnątrz i wzrok przyzwyczai się do mroku, dostrzegamy potężny las, las kolumn podtrzymujących sklepienie, ustawionych arkadowo, oddzielających kolejne nawy, które wydają się nie mieć końca. Kolumny są wykonane z marmuru, porfiru, granitu, jaspisu i onyksu, a ich wspólną cechą są naprzemiennie ułożone cegły i kamienie w podwójnych łukach, które tworzą efekt czerwono-białych pasów na wzór bizantyński. Kolumn jest ponad 800 i częściowo pochodzą z wcześniejszych rzymskich budowli. Budowla wydaje się być lekka, pomimo ogromnej ilości kamienia i robi przeogromne wrażenie, które trudno porównać z innymi do tej pory doznanymi. Emocje, które towarzyszyły mi od wejścia były wręcz szokiem na niezwykłość i piękno zastanego miejsca, mimo iż spodziewałam się, co tu zastanę. Rzeczywistość przerosła moje wyobrażenia! Czułam także podziw dla dawnych  mistrzów, którzy to dzieło zbudowali. Kalifowie Kordoby zdecydowanie sprowadzili do jej budowy najlepszych fachowców.








Spacerując między kolumnami dojrzymy niezwykle ozdobny mihrab, czyli niszę modlitewną, która tutaj ma kształt ośmiokątnej kaplicy ze sklepieniem w kształcie muszli podtrzymywanym przez sześć kolumienek, a wchodzi się do niego przez podkowiasty łuk. Podobno jest to jeden z najpiękniejszych mihrabów świata islamskiego. My widzieliśmy go tylko z boku, bowiem przesłonięty był rusztowaniem.




Po drodze widzimy pozostałości dawniejszej bazyliki, ale też  chrześcijańskie obrazy, rzeźby, liczne boczne ołtarze, hiszpański skarbiec z ogromną monstrancją, więc coś się w tym meczecie nie zgadza. Okazuje się, że wewnątrz natrafiamy na katolicki kościół, dziś Katedra Kordoby, wmurowany w meczet, który zaburza jego harmonię. Po zdobyciu miasta chrześcijańscy władcy postanowili wymazać ślady islamu i rozpoczęli jego przebudowę, jednak kolejny król, Karol V, dostrzegł w Mezquicie wielkie dzieło sztuki i zatrzymał jej całkowite zniszczenie. Pośrodku stanęła więc wyniesiona w górę katedra, której kopuła dominuje nad budowlą a pozostała część meczetu przetrwała. Budowa transeptu, chóru i części ołtarzowej trwała 250 lat, więc znajdziemy tu dziś wiele stylów. Wszystko jest piękne, dostatnie, jednak i tak największe wrażenie robi ten niezwykły i niepowtarzalny las kolumn.









Rozpisałam się, ale wspomnieć jeszcze muszę o bajkowym świecie, który znajduje się poza Mezquitą. A tam w pobliżu znajdziemy gąszcz wąskich uliczek szczelnie wypełnionych białymi domami ze wspaniałymi balkonami. Te bliższe zapełnione są sklepami z pamiątkami i klimatycznymi knajpkami, w tych dalej od centrum oddalonych jest już spokojniej i można chłonąć klimat dawnej Kordoby.






Ale znajdziemy w nich jeszcze coś cudnego. To patios Cordobeses, czyli kolorowe podwórka albo dziedzińce domów, które kiedyś były sercami domów, a dziś są popularną atrakcją miasta. Są one bogato dekorowane kwiatami i krzewami w kolorowych donicach, które często tworzą niezwykłe kompozycje. Do tego dochodzą fontanny, kolorowe płytki, dekoracje i meble, które tworzą małe oazy w środku dusznego miasta. Są to prywatne miejsca, które można obejrzeć w maju, kiedy odbywa się tutaj festiwal patio, czyli Fiesta de los Patios, a w pozostałym czasie możne je podejrzeć przez bramy. Ten festiwal został wpisany na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO i właściciele patio starają się, by co roku było piękniej. W  wielu miejscach na takich kwiatowych dziedzińcach znajdziemy też knajpki, więc biesiadowanie w takim klimacie jest mega przyjemnie.







Kordoba to kolejne wspaniałe miejsce na mapie Hiszpanii. Cieszyłam się, że ją odwiedzę i potwierdzę swoje wyobrażenia o tym wspaniałym mieście. Teraz cieszę się po tysiąckroć bardziej, bo moje wyobrażenia były dość marne w stosunku to rzeczywistości!


1 komentarz:

  1. Usiu, bardzo dziękuję za piękną relację. Nigdy nie byłam w tym mieście. Jestem zachwycona Kordobą i jej zabytkami. Przypuszczam, że nic nie przebije wizyty w Mezquicie, w tym dawnym meczecie przekształconym w katedrę. Jest ogromny, misterny i budzi podziw. To prawdziwy cud średniowiecznego świata. Domyślam się, że spacer po tym wspaniałym mieście zachęca do powolnego spaceru i dostrzeżenia detali.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń

Jeśli nie jesteś zarejestrowanym użytkownikiem komentuj jako użytkownik anonimowy. Możesz wtedy dodać swój podpis i wszystko OK. Dziękuję też wszystkim komentującym za odwiedzenie mojego boga:)