Kiedy w XII wieku na północnym zachodzie Półwyspu
Iberyjskiego rodziła się portugalska państwowość, a na południu przebywali
jeszcze Maurowie, to właśnie w Coimbrze ustanowiono stolicę, bo ta była już
spod muzułmańskiej władzy wyzwolona. Wtedy Alfons I Zdobywca, pierwszy
król Portugalii, na tutejszym wzgórzu umieścił swój pałac. Było to górne
miasto, które zamieszkiwała również arystokracja i duchowni. Dolne miasto
położone u stóp wzgórza słynęło z handlu i rzemiosła. Coimbra stolicą
była do 1255 roku, a później przeniesiono ją do odbitej Lizbony.
Dziś w tej najwyższej części wzgórza oglądamy rozbudowane budowle Uniwersytetu w Coimbrze, który wygląda jak potężna forteca. Ale nic w tym wyglądzie dziwnego skoro było to najważniejsze miejsce dla panującej dynastii w XII i XIII wieku, a potem w XVI wieku przeniesiono tu uniwersytet założony w 1290 roku w Lizbonie. Tutejsza uczelnia jest pierwszą i najstarszą w kraju, a jej wygląd świadczy o potędze władzy portugalskich władców. Działa nieprzerwanie do dziś, a jej prestiż jest ogromny. Zresztą studentów ubranych w charakterystyczne stroje z pelerynami spotykamy w mieście co kawałek.
I od tego miejsca rozpoczynamy zwiedzanie miasta. Główną, bogato
zdobioną Żelazną Bramą (Porta Férrea) wchodzimy na ogromny, częściowo
zadrzewiony dziedziniec. Dookoła znajdują się budynki uniwersyteckie z wieżą
zegarową, barokowa biblioteka oraz kaplica. Z jego niezabudowanej części
podziwiamy widoki na miasto położone poniżej.
Potem tą samą bramą Porta Férrea schodzimy po licznych
wąskich schodkach w dół. Po drodze mijamy równie wąskie uliczki o
średniowiecznym układzie, przy których stoją stare pałace i kamienice oklejone
błękitnymi płytkami azulejos, na których sceny opowiadają o minionych
czasach.
Niezwykłą atrakcją jest też stojące w centrum miasta, na tyłach
świątyni, tysiącletnie drzewo oliwne, świadek historii, symbol
długowieczności i siły przetrwania, niczym naród portugalski.
Za zakrętem stoi stara katedra – Sé Velha de Coimbra, równie
długi świadek tutejszej historii. Wzniesiono ją w 1162 roku i do dziś
zachowała się w prawie nienaruszonym stanie. Dziś stanowi jeden z
najważniejszych zabytków architektury romańskiej w Portugalii.
Po drodze mijamy małe knajpki uroczo wpisane w tę zabudowę,
galerie i sklepiki z pamiątkami. Ta historyczna część pełna dawnego klimatu
oddzielona była od dolnego miasta murami. W XVIII wieku większość z nich
rozebrano, by miasto rozbudować poza dotychczasowe granice, ale zachowały się
fragmenty, w tym wieże i bramy wpisane w tkankę miejską.
Mijamy więc Łuk Almediny (Arco de Almedina), jedyną z
zachowanych trzech bram prowadzących do cytadeli i Bramę Barbakanu (Porta da
Barbacã) będącą pozostałością po mauretańskiej historii miasta o czym
świadczą podkowiaste łuki, a potem wychodzimy do dolnego miasta, które stanowi
wyraźny kontrast do górnego, ale razem tworzą unikalny, dwupoziomowy charakter Coimbry.
Aby nie było tak bardzo średniowiecznie po drodze mijamy
nowoczesny w formie i wymowie Pomnik Fado, który jest hołdem dla tej
ulicznej, ale dziś narodowej portugalskiej muzyki, która podobno tu powstała. Ma
on kształt portugalskiej gitary połączonej z sylwetką kobiety.
Nieco niżej widzimy już bardziej tradycyjny Pomnik Tricany, przedstawiający dawną tradycyjną mieszkankę miasta noszącą wodę i chleb i śpiewającą fado.
Wychodzimy teraz na szeroką ulicę obudowaną wysokimi kolorowymi kamienicami z kutymi balkonami. To już część dolnego miasta, a ulica nazywa się Rua Ferreira Borges. Pełno na niej sklepów, kawiarenek i restauracji serwujących lokalną kuchnię, w tym tradycyjne ciasteczka pastéis de nata, które są bardzo słodkimi babeczkami wypełnionymi kremem budyniowym na bazie żółtek. Trzeba spróbować, bo są pyszne, ale nie w każdym miejscu jednakowo dobrze wykonane.
Wyruszamy w prawą stronę i po niedługim spacerku docieramy do placu miejskiego Praça 8 de Maio, przy którym stoi ratusz. Ale tutaj najbardziej rzuca się w oczy XII-wieczna perełka przebudowana później w manuelińskim stylu (za sprawą króla Manuela), czyli klasztor Świętego Krzyża (Mosteiro da Santa Cruz). Jest to wspaniały kompleks z oszałamiającą architekturą i bogatą historią. Kościół klasztorny jest arcydziełem, a jego wnętrza zdobią błękitne kafelkowe kompozycje azulejos, skomplikowane zdobienia i wspaniałe witraże. Jest on również Panteonem Narodowym, bowiem spoczywają w nim dwaj pierwsi portugalscy królowie.
Wracamy tym samym szlakiem do jego końca, czyli do placu Largo
da Portagem, bowiem stamtąd odjeżdżamy do Lizbony. Po drodze zauważamy
kolejny Pomnik Śpiewaków Fado (Cantares de Coimbra), lecz tym razem
trio: dwóch gitarzystów i wokalistę. Mają oni peleryny i uosabiają tradycyjne
pieśni studenckie.
Po drodze mijamy mnóstwo sklepików oferujących wyroby z drzewa dębu
korkowego. Mimo iż rośnie on w całej śródziemnomorskiej strefie, to 50
procent pozyskanego korka przypada na Portugalię. To co można z jego kory
wykonać to prawdziwe mistrzostwo świata, bo oprócz korków do wina, to wachlarze,
portfele, torebki, plecaki, czapki, aż po piękne buty. Sama skusiłam się na pokrowiec do telefonu i wachlarz. To bardzo piękne i praktyczne pamiątki uzupełnione
portugalskimi wzorami i wspomnieniami.
![]() |
| DĄB KORKOWY, KTÓREGO ŚCIĘTA KORA ODRASTA CO DZIEWIĘĆ LAT. |
Wspomnę jeszcze o jednym miejscu sprzedającym konserwy rybne. To zwracający uwagę z daleka sklep Comur. Ma on niezwykle elegancki, wręcz luksusowy wystrój ze złotymi dekoracjami, jakby sprzedawano w nim wyroby jubilerskie, a nie puszki z sardynkami. Tylko te puszki przypominają małe dzieła sztuki, a ich ułożenie w sklepie przypomina bibliotekę lub galerię sztuki. Puszki z sardynkami to popularne, luksusowe pamiątki z Portugalii.
I jesteśmy już na Largo da Portagem, czyli głównym placu
położonym nad rzeką Mondego. Widocznym stąd mostem Santa Clara
pojedziemy dalej. Ale jeszcze rozglądamy się dookoła i podziwiamy ozdobną
architekturę hotelu Astoria i budynku Banku Portugalii z
początków XX wieku oraz oddalając się nieco tę piętrową zabudowę miasta.
Pięknie!
A teraz komu w drogę…











































Przepiękne miasto, można tam chodzić tymi uliczkami i zachwycać się bez końca. Zamarzyło mi się by mieć 20 lat i pojechać tam na wymianę studencką. Wtedy nie musiałbym się spieszyć, by w jeden dzień zobaczyć to wszystko, a czasem nawet tyle nie ma na wycieczkach objazdowych. Chociaż zawszę twierdzę, że i one mają wiele plusów. Dzięki za pokazanie tej perełki. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńWycieczki objazdowe mają taki plus, że można zobaczyć wiele miejsc za jednym zamachem. A ja mam wielki apetyt i długą listę podróżniczą, więc nie mam wyboru. Ale jak wspominasz, choć przez chwilę znaleźć się tam, gdzie by się chciało, to też wiele.
UsuńPięknego weekendu życzę:)))
Nawiązując do komentarza wkraja, moja córka jako erasmusowa studentka przez pół roku tak zwiedzała Portugalię i zakochała się w niej bez pamięci. Jeździła potem jeszcze z kilka razy, bo niektórzy jej znajomi tam zostali. Głównie Azjaci.
OdpowiedzUsuńMamy mnóstwo pamiątek, również korkową torebeczkę i portmonetkę ♥️
Ja zawsze się zastanawiam nad bogactwem zabytków Hiszpanii i Portugalii, z czasów późniejszych podbojów, że to wszystko pochodzi z ogromnego uciężenia Indian południowoamerykańskich oraz niewolnictwa.
To prawda, na tym zbudowali swe bogactwo. Widać te niezwykłe pamiątki, ale z teraźniejszością bywa już gorzej:)))
UsuńPortugalię znam (powiedzmy) jedynie poprzez wizytę w Lizbonie (kilka dni) i wycieczkę do Sintry. Bardzo mi się tam podobało, ciekawa architektura i krajobraz, jedynie wspinanie się po spadzistych uliczkach mi nie odpowiadało. Tam nawet smakowało mi porto, choć za słodkim alkoholem nie przepadam. A Coimbra prezentuje się wyśmienicie, mnie spodobał się najbardziej Klasztor Św. Krzyża i sklep z sardynkami. Nawiasem mówiąc przywiozłam kilka puszek sardynek, ale nie z tak pięknego sklepu :) No i to niebo koloru płytek azulejos :)
OdpowiedzUsuńFajne mamy wspomnienia. Pozostaną z nami na zawsze, a my jesteśmy o nie bogatsze. I tak, niebo tam jest tak piękne jak wszechobecne płytki azulejos :)))
UsuńPrzepiękna fotorelacja! Coimbra ma w sobie niezwykłą dostojność, jak na dawną stolicę przystało. A te wąskie uliczki z azulejos i studenci w pelerynach tworzą niemal filmowy klimat:-) Nie wiedziałam, że z korka można zrobić nawet buty!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam:-)
I dopowiem, że te buty były bardzo ładne. W dodatku niedrogie. Tylko brak w bagażu miejsca na wszystkie pamiątki z wyprawy:)))
UsuńZ przyjemnością się z Toba podróżuje Ula :) Zwróciłam jeszcze uwagę na niesamowity kolor nieba :)
OdpowiedzUsuńSłoneczka mieliśmy dostatek, bez chmur, więc nieba nic nie przesłaniało:)))
UsuńA ja wysłałam kiedyś z Portugalii korkowe widokówki, były przepiękne i bardzo oryginalne, niestety nie doszły do dzisiaj i pewnie już nie dojdą bo to było lata temu. Sobie przywiozłam korkowy magnes i skarpetki we wzór z azulejos. Bardzo podoba mi się pomnik portugalskiej gitary z kobiecymi pośladkami, pasują kształtem jak ulał. Pamiętam z Lizbony te sklepy z rybnymi konserwami, wyglądały jak luksusowe galerie sztuki ale jakoś chyba nie do końca rozumiem ich fenomen chociaż turystom się podobają 😀.
OdpowiedzUsuńRadosnych kolejnych dni, niech nie opuszcza Cię dobry humor. Buziaki.
Pomnik gitary do fado jest niezwykły i bardzo seksowny. Zwraca uwagę i słusznie. A puszki do ryb są naprawdę wspaniałe, w porównaniu z zawartością. Dla każdego co kto lubi.
UsuńDzięki Monia. Przyjemnego odpoczynku, bo lato się zbliża:)))
Byłam tam, ale mam wrażenie, że chadzałyśmy zupełnie innymi ścieżkami. Najbardziej zapamiętałam klimatyczne, ale dość zaniedbane uliczki, kawiarenkę w kościele i ogród botaniczny, który poleciły nam dziewczyny spotkane w hostelu. Super w podróżowaniu jest to, że możemy być w tym samym miejscu, a widzieć zupełnie co innego i w inny sposób dane miejsce odczuwać.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam słonecznie z Majorki
Wymieniłam tylko niektóre miejsca, ale zaniedbanych obiektów też spotkałam wiele. Ale ogólnie mi się tam podobało, choć pracy czeka miejscowych wiele. Ale w stolicy też tak było.
UsuńMam nadzieję, że pocztówka zastała Cię jeszcze w kraju. Pięknego sezonu Ci życzę:)))
Jeszcze jeden bardzo ciekawy etap tej wycieczki, bardzo się cieszę, że tam byłaś a teraz opisujesz. Parę lat temu wybierałam się do Portugalii, ale się nie udało a teraz kiedy zdrowie mi się sypnęło to jużm że tak powiem, po ptakach. Muzyka fado jest niezwykła, zapoznałam się z nią dawno temu dzięki zespołowi Madredeus. Kiedy usłyszałam ją pierwszy raz wydała mi się bardzo obca i niezrozumiała, nawet nie potrafiłam rozróżnić linii melodycznej nie mówiąc o zanuceniu. Zespół był wtedy w Polsce, występowali w 2001 roku na zamku w Kazimierzu Dolnym w nocy przy świecach, to było po prostu niesamowite, oglądałam ten koncert w TV. Było w tej muzyce coś fascynującego, kupiłam sobie ich kasetę i po wielokrotnym przesłuchaniu rozumiałam o co w niej chodzi, dopiero wtedy usłyszałam w niej melodię i od tej pory jestem wielbicielką fado. Studenci w pelerynach wyglądają pięknie, ale zastanawiam się jak sobie z nimi radzą w tym klimacie? Wyroby z korka super, chciałabym mieć takie buty.
OdpowiedzUsuńTo musiał być naprawdę niezwykły koncert! Ta tęskna muzyka przypomina Portugalczykom niezbyt ciekawe i trudne czasy biednej warstwy społecznej, co słychać w każdym dźwięku śpiewanym czy granym na specjalnej portugalskiej gitarze.
UsuńCiekawe doświadczenie:)))
Czesc Ula świetnie opisane! 😍 Czyta się jak spacer z przewodnikiem na żywo – krok po kroku, z klimatem i historią w tle.
OdpowiedzUsuńMega podoba mi się to zestawienie „górnego” i „dolnego” miasta – od monumentalnego uniwersytetu po te wąskie uliczki z azulejos i knajpkami. No i te detale jak sklep z sardynkami czy wyroby z korka – właśnie takie smaczki robią robotę 👌
Serio, aż chce się tam pojechać i przejść dokładnie tą samą trasę!
Przygotuj nogi do chodzenia, bo pod górę i z góry, jak w Lizbonie. Sporo ćwiczeń, ale przyjemnych. Dzięki Aniu. Pewnie wcześniej czy później tam zawitacie 😉
Usuń