W tegorocznym wystroju października dominowały u nas zielono-żółte
kolory. Ciepłe dni spowodowały, że długo było zielono i pomyślałam, że już tak
zostanie, jednak pod koniec miesiąca drzewa zapłonęły żółciami i od razu
przypomniała mi się piosenka, którą razem z zespołem Skaldowie śpiewała Łucja
Prus: W żółtych płomieniach liści brzoza dopala się ślicznie… Nie tylko
brzoza, ale również inne drzewa i krzewy rosnące w Kazimierzu Biskupim ozdobiły
płomiennie moją małą ojczyznę i otaczającą ją Puszczę Bieniszewską. Widoki
były zachwycające, a nasze największe atrakcje – kazimierskie świątynie,
wyglądały wtedy jeszcze piękniej.
Spacer czy jazda na rowerze po dróżkach puszczy były nadzwyczajnie relaksujące w tym czasie. Uspokajały kolorami i orzechowymi zapachami dojrzewającej jesieni.
Listopad wszedł w te same płomienne klimaty, choć teraz doszła nutka tajemniczości i magii spowodowana mgłami. Rozświetlają ją jednak światła uliczne i blask świec na cmentarzu. Ładny to czas i nostalgiczny. I te płomienne wspomnienia (oprócz cudnych letnich wspomnień) niech pozostaną z nami jak najdłużej. Najlepiej na wszystkie szare i bure nadchodzące dni!
💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜💜


























































