czwartek, 9 maja 2019

Miasto w chmurach – San Marino.

Półwysep Apeniński ze swą starożytną historią Rzymskiego Imperium posiada do dziś wiele miejsc, które o tej odległej przeszłości przypominają. Jedno z nich leży niedaleki Rimini – kurortu nad Morzem Adriatyckim, więc będąc w okolicy warto je odwiedzić. To nieduża enklawa na terenie Włoch – najstarsza, istniejąca do dziś, republika świata – San Marino! Według starożytnych przekazów założył ją na stokach apenińskich gór św. Maryn, uciekając przed religijnymi prześladowaniami strasznego cesarza Dioklecjana. Było to w 301 roku, kiedy na zachodnim stoku najwyższej z siedmiu okolicznych gór, na górze Monte Titano, założył pustelnię i pobudował małą kapliczkę. Potem zbudował w tym miejscu ośrodek klasztorny dla współwyznawców, który później rozwinął się w osadę, potem w miasto, by w końcu stać się całym państwem – autonomiczną republiką, która od wieków tę autonomię pielęgnuje.



Dziś republika San Marino to dziewięć miast położonych w górzystym terenie pasma Apeninów, które zamieszkuje ok. 30 tyś. mieszkańców. Jej stolica, o tej samej nazwie, leży najwyżej, właśnie na zachodnim stoku starożytnego miejsca św. Maryna – Monte Titano, na wysokości 749 metrów n.p.m. Z daleka wygląda, jakby była do niego przyklejona! Klimat jaki tu panuje oraz bliskość morza i gór, powodują, że występują tu często mgły, które dodają stolicy tajemniczości i szczególnego uroku. Tak było też podczas mojej ostatniej wizyty w tym mieście.




Można się tu dostać szosą lub kolejką linową. I w pierwszym, i drugim przypadku dostępujemy niesamowitych widoków. Kiedyś, latem wjeżdżałam kolejką, a ostatnio autokarem, który z trudem poruszał się po serpentynowych drogach, wśród dość gęstej zabudowy. Od czasu do czasu, między zabudowaniami pojawiała się zielona góra, przysłonięta w wyższych partiach mgłą. Kiedy ją przejechaliśmy, powitało nas słońce. Autokar został na parkingu (których tu sporo) i można było zacząć spacer po tym średniowiecznym miejscu, którego odległa historia wychyla się z każdego zakątka.



Niesamowita zabudowa, położona na różnych wysokościach górskiego stoku sprawia, że mieszkający tutaj Sanmaryńczycy muszą posiadać dobrą kondycję, aby pokonywać codziennie ulice pod górkę i setki schodów, by dostać się do pracy lub domów. Dla mnie, przebywającej tu kilka godzin, miało to niesamowity urok, ale tak codziennie?! Spacer między zabudowaniami miasta, tymi średniowiecznymi i tymi nowszymi stylizowanymi na nie, dostarcza niezapomnianych wrażeń i sprawia, że czuję się tak, jakbym przeniosła się w czasie. Niesamowite!







A widoki po prostu zwalają z nóg! Kiedy przeciera się mgła, ponad czerwonymi dachami domów, widać położone niżej miasteczka, wstęgi szos i rzek, zielone wzgórza porośnięte winnicami i góry. Nie widziałam tylko morza. Stałam tak i chłonęłam krajobrazy! 






Miasto otoczone jest średniowiecznymi murami obronnymi z wieżami i basztami, a wewnątrz podziwiam równie stare place, z pięknymi pałacami i domami. Będąc tu nie sposób pominąć najważniejszej świątyni sanmaryńskiej – klasycystycznej Bazyliki św. Maryna, zbudowanej w XIX wieku na ruinach poprzednich. Znalezione w tym miejscu relikwie świętego spoczywają właśnie w tej świątyni. Obok romańska pozostałość – zbudowana w 6oo-tnym roku masywna dzwonnica.


Dalej, przy Piazza della Liberta (Placu Wolności) mieści się piękny, gotycki ratusz Palazzo Pubblico, z wieżą zegarową, zbudowany w XIV wieku. Jest to siedziba rządu, którym od wieków kierują zawsze dwaj kapitani–regenci zmieniający się co pół roku, a wybierani spośród rodowitych mieszkańców republiki. Ciekawe! I sprawdza się, bowiem państewko cały czas funkcjonuje całkiem nieźle. 



Spacer krętymi, często wąskimi i stromymi uliczkami prowadzi nas do najbardziej pocztówkowego miejsca w mieście. Oto na najwyższym szczycie stoją malownicze trzy wieże trzech twierdz, które połączono murami obronnymi wijącymi się na stokach. Najwyższa – La Rocca o Guaita zbudowana została w XI wieku wprost na podłożu skalnym. I stoi do dziś, robiąc wrażenie i przywołując turystów (zresztą skutecznie), bowiem połowa dochodu San Marino pochodzi właśnie z turystyki.


A turyści zostawiają kasę: podczas zwiedzania muzeów, w lokalach i na zakupach (strefa wolnocłowa, bez podatkowa). Najczęściej kupowane są wina i alkohole, w tym produkowane z miejscowych winogron, których duże plantacje widać na stokach okolicznych gór. Poza tym wyroby skórzane i perfumy oraz „mydło i powidło”. Podobno taniej, ale ja nie wyjeżdżam na zakupy! A miasto przypadło mi do gustu. Jest piękne, a te niesamowite widoki… Bajeczne! 

NO I TE PIĘKNE, NIESAMOWITE SZYSZKI...


6 komentarzy:

  1. Ciekawa relacja i piękne zdjęcia.:) Takie magiczne...
    Byliśmy z M. w San Marino w 2014 roku. Niestety bardzo krótko. Ale klimat pamiętam.:)
    Cudnie tam, moim marzeniem jest tam wrócić i spokojniej pobyć w tym urokliwym miejscu.
    Zdążyliśmy tam zjeść przepyszną pizzę :)
    Jeszcze nie zdążyłam opisać mojego pobytu w San Marino.
    Pozdrawiam Cię bardzo ciepło.

    OdpowiedzUsuń
  2. Byłam dwa razy, ale to jeszcze za mało. Bardzo klimatyczne miejsce i te widoki... Pozdrawiam również serdecznie i dzięki za zaglądanie na mój blog!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznać trzeba, że to miejsce bardzo atrakcyjne dla turystów. Piękne widoki z racji położenia tego malutkiego państwa. 33 tys. mieszkańców to takie średniej wielkości miasto. Ciekawa jestem jak poruszają się po tak urozmaiconym terenie seniorzy. Przyzwyczaili się pewnie, ale pieszo pokonywać te różnice wysokości .... Piękna wycieczkę miałaś. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rzeczywiście kondycję wyrabiają sobie od małego. Raczej nie mają wyjścia, chyba tylko wyprowadzka. Ciekawe miejsce! Dzięki za komentarz. Również pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękne pokazane i te chmury dodają klimatu miejscu :) bardzo fajna relacja :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Serdeczne dzięki 😀 Pozdrawiam☺

    OdpowiedzUsuń

Jeśli nie jesteś zarejestrowanym użytkownikiem komentuj jako użytkownik anonimowy. Możesz wtedy dodać swój podpis! I wszystko OK.