Blankenese to dzielnica Hamburga znajdująca się w jego
zachodniej części. Z centrum dojechać
tam można pociągiem w piętnaście minut, co też z Monią i Julką uczyniłyśmy, bo
Monia koniecznie chciała nam ją pokazać. I miała całkowitą rację, bo to jest
bardzo urokliwa część miasta. Wyraża się to nie tylko w jej malowniczym
położeniu na wzgórzach nad Łabą, ale i w malowniczej zabudowie. Prawie w całej
okazałości zobaczyć ją można z punktu widokowego umieszczonego przy latarni
morskiej znajdującej się na Łabie.
W zabudowie dominują białe budynki, więc Blankenese nazywane
jest białą perłą Hamburga. Znajdziemy tu historyczne domki rybaków (bo
kiedyś była tu wioska rybacka) oraz luksusowe wille tych, którzy dostrzegli w
XIX wieku urodę tego miejsca i zaczęli wznosić tu swoje siedziby. Są one porozrzucane
na wysokich wzgórzach wśród dużej ilości roślinności, która nawet zimą wygląda tu
przyjemnie. Znajdują się tu prywatne rezydencje, a także butikowe hoteliki i
nieduże pensjonaty oraz restauracje i kawiarenki. I choć historia tej części
Hamburga sięga bardzo wielu stuleci, to zabudowa, którą dziś oglądamy ma najwyżej
cztery wieki, a daty na fasadach domów mówią o tej jego mniej lub bardziej odległej
przeszłości.
Spacerując wąskimi, urokliwymi uliczkami pokonujemy ogromną
ilość schodów, a po drodze podziwiamy jego elegancką zabudowę z mnóstwem
dawnych architektonicznych detali. Prawie każda willa ma niewielki, ale bardzo
zadbany ogródek czy taras, które dodają Blankenese dodatkowej urody. To
kwintesencja idealnego połączenia natury i spokojnego, miejskiego życia, z
dala od hałaśliwego centrum.
A kiedy już znajdziemy się na szczycie, to zwieńczeniem są widoki, jakie się z górnych
poziomów roztaczają: luksusowa zabudowa od małych uroczych domów po luksusowe
wille, które sprawiają, że dziś ta część miasta jest bardzo ekskluzywna i droga,
po wąskie uliczki i strome schodki, a poniżej widać promenadę oraz rzekę Łabę. Łaba jest w tym miejscu niezwykle szeroka i
częstym widokiem są płynące po niej ogromne kontenerowce. Po drugiej stronie rzeki
widać kołujące samoloty, bowiem to właśnie tam usadowiła się fabryka Airbusa. Krajobrazy
niczym z pocztówki. I nie można się napatrzeć!
Bardzo się cieszę, że mogłam Blankenese zobaczyć. Spacerowałyśmy
po nim godzinami, bo trudno było się od tych urokliwych uliczek oderwać, nawet
mimo zimowej pogody. Jednak nikt nie myślał o chłodzie w obliczu tego całego
piękna, które wyłaniało się z każdego zakątka. Na koniec bardzo dziękuję Moni,
że nie zostawiła jego piękna tylko dla siebie, ale zechciała się nim z nami podzielić.

























