Zielonymi
pierścieniami ekolodzy i urbaniści nazywają obszary okalające miasta, które są
atrakcyjne pod względem przyrodniczym, krajobrazowym oraz turystycznym. W
sierpniu ubiegłego roku odwiedziłam z naszą LGD Między Ludźmi i Jeziorami
takie atrakcyjne miejsca na Lubelszczyźnie. Dotyczyło to okolic Nałęczowa,
Puław i Kazimierza Dolnego. Jest to rejon działania tamtejszej Lokalnej
Grupy Działania, której nazwa związana jest ściśle ze szczególnie wysokimi
walorami turystycznymi tej okolicy i brzmi LGD Zielony Pierścień.
LGD Zielony Pierścień swą siedzibę ma w wyremontowanym, klimatycznym i zabytkowym dworku w Kośminie, który należał do Kossaków. W jego rewitalizacji pośredniczyła LGD. Dworek wybudował Tadeusz, brat malarza Wojciecha, pod koniec XIX wieku. To tutaj urodziła i wychowała się powieściopisarka oraz działaczka społeczna i konspiracyjna Zofia Kossak, po pierwszym mężu Szczucka, po drugim Szatkowska.
W pomieszczeniach dworku znajdują się reprodukcje obrazów rodzinnych, a na piętrze odtworzono salonik pisarki. Podczas ostatniego remontu odkryto na ścianach ciekawe polichromie. Odnowione zdobią ściany salonu głównego. Prawdopodobnie ich autorem był Wojciech Kossak. Przyjemne miejsce, które zapisali w historii wielcy tego świata. Ponieważ dworek stoi nad rzeką Wieprz obok zorganizowano przystań kajakową oraz kemping.
LGD działają jako stowarzyszenia, a tworzą je mieszkańcy, lokalne organizacje, przedsiębiorcy oraz jednostki sektora publicznego realizując lokalne strategie rozwojowe. Wspierają one w działaniach społeczności niedużych miejscowości (do 20 tyś mieszkańców), pozyskują środki na rozwój ich przedsiębiorczości oraz budowanie infrastruktury turystycznej i kapitału społecznego. Po prostu, by coś nowego i ciekawego powstało lub działo się w okolicy. Nasza LGD działa na terenie 5 gmin, tamta obejmuje obszar aż 11 gmin. Mają więc co robić! Oprócz wymienionych działań LGD pokazują też swoją pracę i dzielą się doświadczeniami z innymi grupami działania, dlatego nasz ubiegłoroczny wyjazd studyjny po wiedzę odbył się w te atrakcyjne rejony.
Przewodnikiem
naszym był sam dyrektor tamtejszego biura LGD, z którym zobaczyliśmy niektóre z
ich działań. Jednym z takich miejsc jest Gościniec Cegielnia położony w
Niwie Babickiej (trasa Warszawa- Lublin). To uratowana cegielnia sprzed
pierwszej wojny światowej z ciekawą historią, w której urządzono Muzeum
Ceglarstwa z zachowanymi historycznymi eksponatami i zdjęciami. A w
surowej, ceglanej aranżacji dawnego pieca, w którym cegły wypalano,
urządzono klimatyczną i niepowtarzalną
restaurację. Jedzenie jest pyszne, domowe, a na deser trzeba spróbować
tradycyjnej miejscowej szarlotki.
Kolejna
wizyta miała miejsce w Manufakturze Różanej położonej na obrzeżach Końskowoli.
To tutaj w Starej Wsi, w otulinie Kazimierskiego Parku Krajobrazowego
znajduje się gospodarstwo rodzinne, w którym wytwarzane są ręcznie tradycyjnymi
metodami aromatyczne i zdrowe konfitury, soki i syropy z płatków i owoców
dzikiej róży oraz pigwowca japońskiego. Gospodarstwo ma własne uprawy, dlatego
produkcja odbywa się tutaj od ziarenka do słoiczka. To ciężka praca, wśród
różanych kolców! Ale wszędzie pachnie dzikimi różami, a produkty, które są tu
wytwarzane są bardzo pyszne. Można ich spróbować, a potem zakupić. Sprzedawane
są one m.in. na Kiermaszach Lokalnych Produktów w Kazimierzu Dolnym i
Nałęczowie, które współorganizuje również LGD Zielony Pierścień.
Trzeba wspomnieć, że rejon Końskowoli jest sercem polskiego szkółkarstwa już od dwustu lat, zwłaszcza w uprawie róż, od kiedy swą prekursorską działalność ogrodniczą zakrzewiła tu księżna Izabela z Flemingów Czartoryska (ta z Puław). Księżna posiadała w tej kwestii ogromną wiedzę, napisała książkę Myśli różne o sposobie zakładania ogrodów i marzyła, by jej wiedza dotarła do najmniejszego wiejskiego ogródka.
Kolejną
atrakcją regionu jest Park Labiryntów i Miniatur Architektury Drewnianej w
Rąblowie niedaleko Kazimierza Dolnego zlokalizowany w bezpośrednim
sąsiedztwie lessowych wąwozów. Łączy on ze sobą naturę i architekturę i jest
doskonałym miejscem na spacery, relaks oraz aktywną zabawę dla całej rodziny. Znajdziemy
w nim m.in. labirynty roślinne, z największym w Polsce labiryntem szmaragdowej
tui, plenerową ekspozycję pięćdziesięciu profesjonalnie wykonanych miniatur
regionalnej architektury drewnianej oraz łagodną ścieżkę wiodącą górą lessowego
wąwozu lessowego. Mega ciekawe doświadczenie i dobra zabawa, nawet dla dorosłych!
Kolejną ciekawą atrakcją regionu, wspartą przez LGD, jest wycieczka retro meleksem po Nałęczowie. Przystrojeni w stylowe kapelusze i meloniki odbywamy przejażdżkę uliczkami z zabytkowymi willami, przez Park Zdrojowy oraz do Krainy Lessowych Wąwozów, a w trakcie przekazywana jest wiedza o historii tego ciekawego uzdrowiska. Przyjemny sposób zwiedzania, w każdym razie inny niż zazwyczaj!
Jeszcze
innych ciekawych doznań dostąpiliśmy w Kazimierzu Dolnym. Tam mieliśmy
okazję zobaczyć miasto z pokładu jednego z wycieczkowych statków. Na przełomie
XVI/XVII wieku był tu jeden z największych portów rzecznych (60 spichlerzy na
odcinku 3 km!), więc ilość różnych jednostek przepływających musiała być
ogromna. Ale tamte czasy minęły. Jednak w Kazimierzu Dolnym w dalszym ciągu istnieje
największa śródlądowa flota w Polsce. Jej właścicielem od 30 lat jest prawdziwy
pasjonat wiślanej floty – Henryk Skoczek, który daje nowe życie
wysłużonym jednostkom i robi biznes na rejsach turystycznych po Wiśle.
Pozytywnie zakręcony człowiek!
Innym
niezwykłym przeżyciem w Kazimierzu Dolnym jest nocne zwiedzanie
miasta i wąwozów. Stworzyli je pasjonaci historii, kultury i magii
Kazimierza, a ich misją jest ożywianie nocnych opowieści i podkręcanie
tajemniczości miasta. W unikalny sposób prowadzą wycieczki łącząc fakty,
legendy i lokalne ciekawostki. Takie zwiedzanie staje się widowiskiem pełnym
humoru i pasji mocno zapadającym w pamięć. A pochodnie zapalane w wąwozie
dodatkowo podkręcają tę tajemniczą atmosferę.
Nocowaliśmy
w Lublinie, więc choć miasto nie jest objęte działaniami wspomnianej
LGD, to również realizuje ciekawe inicjatywy, w tym turystyczne, które warto
zobaczyć. Jedną z nich jest zwiedzanie z przewodnikiem podziemi Starego
Miasta. Lubelska Trasa Podziemna ma 280 metrów i biegnie pod rynkiem
oraz pod kamienicami Starego Miasta. Powstała z połączenia kilkunastu
staromiejskich piwnic, których historia sięga XVI wieku. Ma ona charakter
turystyczno-edukacyjny i dostarcza wielu emocji. Wąskie korytarze i strome
schody prowadzą nas do kolejnych miejsc, w których eksponowane są makiety
miasta ukazujące osadnictwo na tym terenie od średniowiecza aż po wiek XVIII.
Punktem
kulminacyjnym tej opowieści o historii miasta jest ruchoma makieta Wielkiego
Pożaru Lublina z 1719 roku wzbogacona światłem i dźwiękiem, nawiązująca do
tradycji mechanicznych teatrzyków. Stworzona ona została na podstawie obrazu
znajdującego się w kościele ojców dominikanów. Bardzo mi się tam podobało i
uważam, że zwiedzania Lublina dobrze byłoby zacząć od spenetrowania podziemi, bo
tam poznamy przeszłość miasta, którą można potem skonfrontować z jego współczesnością.
Podsumowując
nasz wyjazd z LGD mogę powiedzieć, że niezmiernie się cieszę, że odwiedziłam te
rejony Lubelszczyzny. Z całą pewnością też stwierdzam, że o większości
odwiedzonych miejsc nigdy bym nie usłyszała, ani ich nie zobaczyła, ani nie
doświadczyła tej wyjątkowości lokalnej kultury, tradycji, przyrody oraz
przedsiębiorczości i pomysłowości lokalnych mieszkańców. Brawa dla LGD
Zielony Pierścień!
Do
niektórych miejsc wrócę jeszcze w osobnych wpisach, bo ilość zdjęć i wspomnień z
wyjazdu jest przeogromna!!!












































W szczególności zainteresował mnie Kośmin. Może następnym razem, kiedy pojadę w te strony odwiedzę majątek Kossaków. Te mniejsze miejscowości, które wymieniłaś nie są mi znane. Podczas ostatniego październikowego pobytu w Nałęczowie, do Kazimierza Dolnego pojechaliśmy dwa razy, tak sobie powspominać wcześniejszy tam pobyt. Lubelskie to bardzo ciekawy region, ma dużo do zaoferowania...
OdpowiedzUsuńŁadne zdjęcia :)
Pozdrawiam ciepło :)
Lubelskie ma mnóstwo ciekawych miejsc do zobaczenia. Tych znanych i tych mało znanych. Mały Kośmin jest bardzo interesujący właśnie ze względu na dawnych mieszkańców. Też mi się bardzo spodobało to miejsce. Dzięki Ewa. Pozdrawiam jak zwykle cieplutko 🌞
UsuńWiele atrakcji mieści się w małych miejscowościach. Te prezentowane przez Ciebie są naprawdę ciekawe, różnorodne ale i urokliwe. Począwszy od wędrówki po labiryntach czy wąwozach po rejs statkiem po Wiśle czy też wizyta w cegielni. Najbardziej wpadła mi w oko manufaktura różana. Jako łasuch uwielbiam pączki z różą, niedługo tłusty czwartek więc będzie okazja na takie delicje. Pozdrawiam serdecznie :)
OdpowiedzUsuńTo życzę smacznego. A tam do konsumpcji mieliśmy ślimaczki z dziką różą i napój z sokiem z dzikiej róży. Pysznie było:)))
UsuńTe dzikie róż to mi od razu na mysl przywodzą piosenkę Grechuty - Gdzie to wino, dzikie pnącze? czemu juz nas nie oplącze...
OdpowiedzUsuńA ja czuję w ustach smak cukierków z dzikiej róży z dzieciństwa:)))
UsuńSporo ciekawych i bardzo różnorodnych miejsc odwiedziliście podczas tej wyprawy. Bar w dawnej cegielni jest genialnie zaaranżowany. Wystarczy mi tylko trochę cegły i już jestem szczęśliwa. W ogóle pięknie wyglądacie. Mnóstwo radości widzę na Waszych twarzach. Jesteście przesympatyczni. Cieszę się, że miałam okazję poznać Was również osobiście :)
OdpowiedzUsuńDla mnie Lubelszczyzna jest kompletnie nieznanym regionem Polski, ale może kiedyś to się zmieni.
Pozdrawiam
A ja zobaczyłam tam mnóstwo fajnych miejsc, takich z cegiełkami również.
UsuńDzięki Juleczko za miłe słowa. Baw się dobrze na wakacjach, na tej twojej pięknej wyspie:)))
Thanks dear Linda. Warm greetings from Poland to you:)))
OdpowiedzUsuńUrszulko dzięki serdeczne za te przejażdżki po Wiśle w Kazimierzu
OdpowiedzUsuńNie zliczę ile razy płynęłam różnymi statkami i promem.
Mam dla Ciebie niespodziankę, bo będzie więcej wpisów z Twojego ukochanego miasteczka:)))
UsuńBardzo mi się podoba pomysł "przebranżowienia" cegielni na restaurację bo dzięki temu powstało klimatyczne miejsce, w dodatku serwujące pyszną kuchnię. Znając życie to gdyby ktoś nie wpadł na ten ciekawy pomysł to cegielnia popadłaby w ruinę i tak by się to skończyło.
OdpowiedzUsuńLublin również i mnie kusi i Ci o tym powiedziałam, widzę potencjał w tym chyba nie do końca docenianym turystycznie mieście a Ty mnie dodatkowo zachęciłaś do odwiedzenia tamtych stron. Wizyta w Różanej Manufakturze z pewnością była niezapomniana i otuliła Cię na długo pięknym kwiatowym aromatem.
Życzę Ci Ulcia dużo radości na te ostatnie styczniowe dni. Buziaki.
Z Manufaktury Różanej mam jeszcze trochę pyszności, więc się nimi delektuję. A tamten region ma mnóstwo nie zawsze jeszcze mocno odkrytych miejsc, więc warto go odwiedzić. Lublin jednak bardzo ci polecam. Wiele klimatycznych miejscówek tam znajdziesz.
UsuńMnóstwo ciepła życzę ci Monia na zimowe dni:)))
Przeczytałam z wielką przyjemnością, to wspaniała rzecz, takie lokalne inicjatywy, które nie tylko promują region i to co w nim jest unikatowe, to dodatkowo scalają lokalną społeczność. Brawo dla Nich i brawo dla Was, że Wam się chce coś robić, a Lublin to jedno z najładniejszych miast w Polsce. Przesyłam uściski!
OdpowiedzUsuńBardzo lubię Lublin i jego klimatyczne zakamarki, więc zgadzam się Tobą. A LGD robią naprawdę fajną robotę. A ja dzięki jego działaniom poznałam nieoczywiste miejsca w naszym kraju.
UsuńPozdrawiam serdecznie:)))
Wybieram się we wrześniu w te same okolice razem z moją przyjaciółką Magdą. Cieszę się na to wspólne zwiedzanie. Bardzo chciałybyśmy przejść się lessowym wąwozem - podczas ostatniej wizyty zabłądziłyśmy i do wąwozu w Kazimierzu Dolnym nie dotarłyśmy, może uda się tym razem. Meleksowe wycieczki retro bardzo mi się podobają. LGD kojarzą mi się z inicjatywami wspieranymi ze środków europejskich (to pewnie takie zboczenie jeszcze zawodowe) :) Wycieczka do Krainy wąwozów meleksem? To ja się na to piszę, w końcu zobaczymy te cuda.
OdpowiedzUsuńW Nałęczowie podwożą pod wejście, a tam już trzeba na piechotę, ale wąwóz nie jest długi i wymagający, więc spacer to przyjemność. A jeśli chodzi o finansowanie LGD to masz rację. Wiele ciekawych inicjatyw i mikroprzedsiębiorstw powstało w tych środków. Pozdrawiam:)))
UsuńMyślałam że wcześniej już tu u ciebie się odezwałam, bo widziałam ten post.
OdpowiedzUsuńMoja córka podróżniczka mieszkała jeden rok w Lublinie pracując tam w Wodach Polskich. To był rok szkolny przy okazji 2021-22, często jeździłam to wnuczki z powodu ogłaszanych pandemicznych przerw. Wszystkie te miejsca znam i wiele razy jeździłam wcześniej również, ale nie zwiedzałam w taki malowniczy sposób. Projekty unijne bardzo nam służą i pokazują coraz piękniejszą Polskę. Już wspominałam gdzieś wcześniej że Lublin został rozsławiony w oscarowym filmie Prawdziw lub bol, gdzie grał min. brat Kevina 🤣 i dostał Oscara, drugi aktor, rzeczywiście pochodzenia żydowskiego Jesse Eisenberg otrzymał nawet obywatelstwo polskie.
Lublin jest teraz piękny, a ja pamiętam go przełomu lat 70-80 i był taki zabiedzony w okolicy starego miasta. A teraz aż nie do wiary 👏👍
To prawda, tam wciąż jest wiele do zrobienia, ale miasto już ma mnóstwo uroku. Też to zauważyłam po kilku latach powrotu. I w dalszym ciągu lubią je filmowcy:)))
UsuńByłyśmy z siostrą w Lublinie i...to by było na tyle;-) Po przeczytaniu Twojego wpisu widzę, jak wiele mamy do nadrobienia jeśli chodzi o tamten region. A jest tam co oglądać i czego doświadczać:-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko.
Ten kierunek jest trochę zaniedbany, a ma mnóstwo atrakcji. Gdybyś miała okazję, to warto zajrzeć.
UsuńZasyłam cieplutkie pozdrowienia, bo zima nie odpuszcza:)))
Super relacja
OdpowiedzUsuń