Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspy Jońskie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyspy Jońskie. Pokaż wszystkie posty

22 października, 2022

Rejs po Morzu Jońskim. Grecja.

 

Wrześniowym rankiem, po noclegu w luksusowym hotelu Byzantino w okolicach Arta, a wcześniej wykwintnej kolacji przy basenie w doborowym towarzystwie, wyruszyliśmy na kolejne greckie wyzwania. Tym razem był to rejs po Morzu Jońskim z odwiedzinami niektórych Jońskich Wysp, który polecam wszystkim tutaj przyjeżdżającym. Tych największych wysp jest siedem, z czego najpopularniejsze turystycznie są Korfu i Zakyntos. Ale my „rejsowaliśmy” tak po środku, opływając Lefkadę, Kefalonię i Itakę oraz kilka pomniejszych wysepek. Pogoda była cudna, towarzystwo też, widoki bajeczne, woda niezwykłego koloru, więc nie mogło być lepiej!








Lefkada (Leukada) – to tam zaczęliśmy. Na wyspę wiedzie ze stałego lądu widowiskowa grobla biegnąca między lagunami, którą przekopali Koryntianie jeszcze przed naszą erą (w VII wieku). Komunikację drogową umożliwia most obrotowy na kanale wodnym łączącym port Lefkas z otwartym morzem. Wybudowano go w 1986 roku, ale zanim tam dotrzemy zachwycamy się jeszcze mijanymi po drodze ruinami potężnej fortecy zbudowanej tu przez Wenecjan.



Przejeżdżamy przez stolicę (Lefkada, Lefkas, Leukada), dalej podziwiamy górzysty krajobraz wyspy z rozsianymi na nich osadami a nawet pojedynczymi zabudowaniami. Ich zbocza porośnięte są charakterystycznymi zaroślami – fryganami oraz cyprysami, drzewami cytrusowymi, winoroślą i wszechobecnymi drzewkami oliwnymi. Jednak w wielu miejscach wyłaniają się białe skały i od nich wyspa wzięła swoją nazwę, bo lefkos znaczy biały. Najlepiej widać to z poziomu morza, o czym za chwilę. Udajemy się zatem do turystycznego miasteczka i portu w Nidri skąd odpływają statki na turystyczne rejsy po Wyspach Jońskich.







Czeka tam na nas duża jednostka, która zabiera bardzo wielu chętnych do ich zwiedzania, choć właściwie jest już po sezonie. Ruszamy! Po drodze mijamy zielone wysepki, które wyglądają niezwykle uroczo na tle błękitnego morza, a w tle płynąca z głośników grecka muzyka. Pełnia szczęścia! Pierwszy przystanek to widowiskowo położony port Wasiliki, druga turystyczna miejscowość wyspy.












Zabieramy stamtąd kolejnych pasażerów i opływając przylądek Dukato, ze stojącą na wysokim klifie latarnią morską, dopływamy do jednego z najpiękniejszych, według światowych rankingów, miejsc. To mieszcząca się w światowej plażowej czołówce plaża Porto Katsiki. W drodze powrotnej był czas na kąpiel w jej turkusowych wodach.





Jednak teraz nasz statek dobił do innej plaży, niedostępnej z lądu, równie cudnej – plaży Egremni. Sami zobaczcie: wysokie, białe klify, biała plaża i do tego ten niezwykły kolor wody. Na ląd schodzimy suchą stopą, po trapie i relaksujemy się tutaj przez godzinę. Mocne fale rzucają nami o brzeg, ale woda jest przyjemna i cieplutka. Fantastycznie!



Kolejna wyspa to Kefalonia (Kefalinia) największa w Wysp Jońskich. Tutaj mamy przerwę na lunch, wszak kąpiele pobudzają apetyt. Kotwiczymy w małej, rybackiej, ale jakże malowniczej wiosce Fiskardo. Historię ma to miejsce bardzo odległą, bo znajdują się tutaj pozostałości odkrytego nie tak dawno rzymskiego cmentarza. Wioska jest przecudna, z wąskimi i niezwykle klimatycznymi uliczkami, pełnymi knajpek nad samym morzem. Jest jedyną na wyspie, która nie została zniszczona w niszczycielskim trzęsieniu ziemi z 1953 roku, dlatego warto pospacerować jej zachwycającymi uliczkami. Mała, ale przepiękna!



















 

Obok jest wyspa bohatera eposu Homera, mitologicznego Odyseusza – Itaka. Górzysta, skalista – surowa. Ale posiada też piękne plaże, w większości niedostępne z lądu. Nie zwiedzamy jej, bo nie wystarczy czasu, ale kolejna kąpiel – owszem.



Wracamy! Ale to nie koniec atrakcji. Jeszcze po drodze jest wyspa Megalonisi z podobno największą na świecie podwodną jaskinią Papanikolis. Mieści się w niej cała nasza jednostka, a w czasie drugiej wojny chowały się w niej łodzie podwodne. Zresztą swoją nazwę jaskinia wzięła od jednej z nich, która miała tu naturalny schron i bazę wypadową. Dzięki swoim rozmiarom (szerokość 60 metrów, długość 120 metrów) i dziś jest takim schronieniem w czasie sztormowej pogody. Niezwykłe!




Mijamy też wyspę Scorpios, nazywanej wyspą Onassisa. Arystoteles Onassis, potentat grecki, kupił ją w 1963 roku za nieduże pieniądze i przekształcił jałową wyspę w wygodny  kompleks rodzinny. Został tu nawet pochowany w wybudowanym dla niego mauzoleum. Dziś jest własnością oligarchy rosyjskiego, który zamierzał tu stworzyć kurort dla najbogatszych, ale trwająca wojna w Ukrainie pokrzyżowała mu plany. Wyspy nie wolno zwiedzać, ale jest jedna zatoczka, w której cumuje statek i można popłynąć na jej niewielką plaże, by choć przez chwilę poczuć się, jak milioner.

Po drodze mijamy jeszcze wyspę Madouri z jedną willą. Należy ona od XIX wieku do znanej pisarskiej rodziny Valaoritis. Willa była też sceną do filmu Fedora Billy’ego Wildera. 

Po ośmiu godzinach wspaniałego relaksu wracamy tam skąd wypłynęliśmy – do portu w Nidri. Jedziemy do hotelu Byzantino na pyszną kolację, a jutro kolejne niezwykłe miejsce. To zachwycające, kolorowe miasteczko Parga, ale to już kolejny wpis…


POZDRAWIAM ASIĘ I EDYTĘ. TO DZIĘKI WAM BYŁO SUPER!

30 września, 2022

Grecko-albańsko-macedońska przygoda.

 

Ta tę niezwykłą grecko-albańsko-macedońską przygodę zdecydowaliśmy się we wrześniu na kilka dni przed terminem wyjazdu, bo i urlop męża pojawił się w ostatniej chwili. Nie było już wielkiego wyboru, choć ten właśnie, z poznańskiego Biura Podróży Oskar, zresztą naszego ulubionego, przedstawiał bardzo ciekawą ofertę. Zawierała ona zwiedzanie pięknych miejsc, rejsy, wypoczynek na bajecznych plażach, fakultatywny jeep safari oraz smakowanie lokalnych przysmaków, a także poznanie miejscowej kultury na wieczorze albańskim. Utrudnieniem była co prawda długa podróż autokarem, ale kiedy, jak nie teraz. Młodsi i sprawniejsi już nie będziemy! Pokonaliśmy więc dwa tysiące kilometrów wygodnym Oskarobusem przekraczając kilka granic unijnych i nieunijnych (tam trzeba odstać czasem swoje w kolejce, co nam się też zdarzyło), ale w końcu dotarliśmy do celu swojej wyprawy i tak zaczęła się nasza bałkańska przygoda. Teraz pokrótce jej przebieg, a później pojawią się dłuższe wpisy z tego urokliwego zakątka Europy.

GRECJA.

PARALIA.

To niewielka miejscowość nad Morzem Egejskim, na Riwierze Olimpijskiej. Jej piękne położenie między błękitnym morzem, złotymi plażami a majestatycznymi górami Olimpu, na których w antycznej Grecji mieszkali bogowie, zrobią wrażenie na każdym odwiedzającym. Miasteczko jest nowoczesne i typowo turystyczne: z plażami, wieloma miejscami noclegowymi oraz klimatycznymi knajpkami serwującymi regionalne dania. Latem na pewno są tu tłumy i ciasnota, ale teraz, we wrześniu było przyjemnie i jeszcze ciepło. Główny plac miasta znajduje się przy morzu, a jego przedłużeniem jest molo. Obok mamy fontannę, a za nią okazałą świątynię. To grekokatolicki kościół św. Paraskiewy z pięknym wnętrzem. Lubiącym takie klimaty zdecydowanie polecam Paralię na wakacje, zwłaszcza, że blisko stąd do niezwykłej atrakcji, jedynej takiej na świecie – monastyrów w górach Meteoru.












KLASZTORY W METEORACH.

To unikatowe, wpisane na listę UNESCO miejsce jest niezwykłe, mistyczne i dostojne. Bajeczna przyroda, kształt skał Meteorów górujących nad miasteczkiem Kalambaki uformowanych tak ciekawie przez naturę i średniowieczne klasztory zbudowane na ich szczytach zostawią w pamięci niezapomniane obrazy na zawsze. Dziś dojazd do nich nie stanowi wielkiego problemu, ale dawniej ich niedostępność stanowiła schronienie dla ortodoksyjnych mnichów zgłębiających wiarę oraz ćwiczących posłuszeństwo i dyscyplinę woli. Musiało to być trudne. Z dwudziestu czterech klasztorów zostało sześć, niektóre są dostępne dla turystów, ale po godzinach turystycznych odwiedzin dalej mnisi oddają się swoim praktykom. Już od dawna chciałam doświadczyć tego miejsca i cieszę się, że spełniły się moje marzenia.








REJS PO WYSPACH JOŃSKICH.

Teraz coś dla relaksu! Rejs po Wyspach Jońskich zaczął się w porcie Nidri na Lefkadzie. Cudne widoki i pogoda sprawiły, że i ten dzień był niezwykły. Rejs dookoła wyspy, kąpiel w szmaragdowej wodzie, wypoczynek na bajecznych, białych plażach na tle ogromnych klifów wyspy są też niezapomniane. Tak, jak wizyta na lunch w maleńkim, ale niezwykle klimatycznym porcie Fiskardo na Kefalonii (Kefalinii). Po drodze była jeszcze Odyseuszowa Itaka i inne mniejsze Jońskie Wyspy. Ta całodniowa wyprawa zaostrzyła mój apetyt na bliższe poznanie uroków tych wysp. 














PARGA.

Parga to miłość od pierwszego wejrzenia! To nieduże miasteczko położone kaskadowo na wzgórzach, z częścią starą i nową, z mieniącymi się różnymi kolorami fasadami domów, na tle ruin ogromnej twierdzy musi robić wrażenie na każdym. A jeśli zagłębimy się w jej wąskie, kręte i stare uliczki, poleżymy na jednej w trzech plaż i wykąpiemy się w czystym, szmaragdowym morzu, to zrozumiecie dlaczego przepadłam! Polecam na wakacje! 












ALBANIA.

SARANDA.

Do Sarandy w Albanii, którą już znałam z wcześniejszego pobytu i już o niej pisałam TUTAJ przyjechaliśmy na dwa dni. To duży, ciągle rozbudowujący się wakacyjny kurort, a spacer jego uliczkami nie posiadającymi chodników o ogromnym natężeniu ruchu jest niezmiernie „ciekawy”. Za to spacer promenadą z cudnymi widokami na miasto jest niezwykły! O każdej porze! Pierwszą kolację zjedliśmy w towarzystwie folklorystycznego zespołu albańskiego kultywującego muzyczne tradycje tego ciekawego i odkrywanego powoli kraju. Integracja była doskonała! Drugiego dnia przeżyłam niezapomniane momenty podczas wycieczki jeepami po albańskich górach.









OFF-ROAD PO GÓRACH ALBANII.

Oczywiście, najpiękniejsze podczas tego off-roadu były widoki! Im wyżej, tym cudniej! Po drodze mogliśmy skosztować miejscowego piwa w ciekawie wkomponowanej w wodospad restauracji w turystycznej wiosce Borsh. Zaś w drodze powrotnej odpoczywaliśmy na jej długiej plaży, najdłuższej nad morzem Jońskim, liczącej siedem kilometrów, która o tej porze roku należała tylko do nas. Dojechaliśmy też do położonej w górach wioski Pilur, w której próbowaliśmy miejscowych, naturalnie uprawianych i wytwarzanych pysznych produktów. I podziwialiśmy fakt, że ludzie chcą mieszkać w tych ekstremalnych warunkach. Nie uciekają do miasta, tylko szukają sposobów, by trwać. Turyści im w tym pomagają. Niezwykłe! 














BLUE EYE.

Blue Eye to źródło wypływającej w górach, dwadzieścia kilka kilometrów od Sarandy, intensywnie błękitnej wody. Przypomina niebieskie oko, gdyż pierścień wewnątrz ma odcień ciemniejszy, a na zewnątrz jaśniejszy, stąd taka nazwa. Ma głębokość przeszło 4o metrów, kilka stopni Celsjusza i wydobywa na zewnątrz w każdej sekundzie tysiące litrów wody. Daje on początek rzece Bistrica (Bystrzyca), która wpływa do Morza Jońskiego. Miejsce jest idylliczne, położone wśród pięknej górskiej roślinności. Podczas odwiedzin pięć lat temu poruszaliśmy się tam po górskich wertepach, dziś nowością jest wybetonowana droga, która po pół godzinie doprowadzi nas do niego z równie nowego parkingu. Leniwi mogą na miejscu wypożyczyć elektryczną hulajnogę. Ja jednak polecam spacerek!









MIASTO GJIROKASTRA.

Gjirokastra nazywana miastem srebrnych dachów lub tysiąca schodów jest obowiązkowym punktem wycieczkowym na mapie Albanii. To jedno z dwóch w kraju miast-muzeów (drugi Berat, który jeszcze przede mną), za sprawą stromych uliczek i  kamiennych domów, których dachy pokrywa szary łupek, a który w deszczu podobno robi się srebrny. Podczas naszej wizyty było bardzo pogodnie, więc tego nie sprawdziłam, ale i tak miasto robi niesamowite wrażenie. Zwłaszcza, że nad nim góruje ogromna twierdza zbudowana przez Turków osmańskich. Po wizycie w tym niezwykłym mieście pojechaliśmy dalej. Został nam do odwiedzenia już tylko ciekawy zakątek Macedonii Północnej. Nasi kierowcy znów bardzo sprawnie pokonywali górskie serpentynki i setki zakrętów. Z powodzeniem!






MACEDONIA PÓŁNOCNA.

Macedonia Północna jest częścią Macedonii - krainy geograficznej i historycznej - obejmującej swym zasięgiem jeszcze tereny Grecji i Bułgarii. To młody kraj, ale z narodem o przeszło tysiącletniej, trudnej historii. I on ma w swojej turystycznej ofercie prawdziwe perełki natury i architektury. Chyba najbardziej znane i najczęściej odwiedzane jest tu miasto Ochryda leżące nad jeziorem Ochrydzkim.

OCHRYDA.

Ochrydę z jeziorem Ochrydzkim łączy długa promenada. Wzdłuż niej znajdują się hotele i restauracje oddzielone od miasta fajnie zagospodarowanym terenem zielonym. Spacerując po promenadzie podziwiamy położone na wzgórzu stare miasto, nad którym górują ruiny ogromnej twierdzy. Piękny widok w nocy, bo wtedy tam dotarliśmy, i w dzień, kiedy to miasto zwiedziliśmy. Mnóstwo zabytków z różnych epok historycznych, w tym te z okresu rzymskiego i bizantyjskiego. Polecam klimatyczne, wąskie i czyste uliczki, w których na każdym kroku doświadczamy przeszłości tego narodu. W Ochrydzie jest też miejsce, które jest jednym z najczęściej fotografowanych na świecie. To cerkiew św. Jana Teologa położona uroczo na małym, skalistym półwyspie. 










JEZIORO OCHRYDZKIE.

Będąc w Ochrydzie warto również załapać się na rejs po jeziorze, najgłębszym w Europie. Podczas podróży można do woli napatrzeć się na niesamowity kolor wody, w dodatku bardzo czystej. Po drodze widać przyrodę otaczającą jezioro, klify, mniejsze lub większe plaże, rozbudowującą się infrastrukturę turystyczną oraz Zatokę Kości,  w której zrekonstruowano wioskę naszych praprzodków, bo dawno temu tam właśnie mieszkali. Po dwóch godzinach rejsu docieramy do końca podróży i kolejnego mistycznego miejsca.






MONASTYR ŚW. NAUMA.

Monastyr św. Nauma jest zbudowany malowniczo na skale, więc przyciąga wzrok z daleka. Święty Naum, cudotwórca, uczeń Cyryla i Metodego, współtwórca języka staro-cerkiewno-słowiańskiego, założył go na początku X wieku. Tam zmarł i tam jest pochowany. Polecam to niezwykłe miejsce!




I to był koniec przygody! Długa podróż do domu zleciała szybko, bo w nowo poznanym, ale doborowym towarzystwie. Serdecznie pozdrawiam współtowarzyszki podróży, bo to dzięki nim ta wyprawa była jeszcze piękniejsza!